.

.
.
.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ktoś nowy i coś nowego. Pokaż wszystkie posty
>Szablon wykonała Jill dla Zaczarowane-Szablony
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ktoś nowy i coś nowego. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 grudnia 2014

Od Lurinny - Cd. Galzry

Zaprowadziłam oboje do pobliskiej karczmy. Nasza trupa miała układ z karczmarzem dzięki któremu karmił wszystkich członków. Poszłam pokazać mu miedziana monetę, jaką dostał każdy z cyrku. Dzięki temu drobiażdżkowi nie musiałam płacić tu i teraz, tylko było to spisywane na koszt naszego szefa. Usiadłam na przeciw obu mężczyzn podając każdemu po kuflu z piwem.
-Powiedźcie skąd przybywacie?- Zapytałam by jakoś rozkręcić rozmowę.
-Ja jestem z okolic Muspelheim, a mój przyjaciel...- Zaczął Galzra, jednak Mycach mu przerwał szybko.
-Znikąd, i niech Cię to nie interesuje.- Prychnął niemiło, wywróciłam oczami.
-Już się tak nie irytuj... Jeszcze ci żyłka pęknie. Nie to nie, łaski bez.- Wzruszyłam ramionami.
-A Wy?- zapytał jak gdyby nigdy nic czerwonowłosy.
-Każdy skąd inąd. Na przykład nasz treser tygrysów jest z krainy natury, a Mai, jedna z tancerek pochodzi z Icarus. Mogę wymienić większość członków, choć wątpienie by was to zainteresowało.- Uśmiechnęłam się i pociągnęłam łyk piwa.
-A ty?- zapytał znów
-Cóż, nawet pewnie nie słyszałeś o królestwie z którego pochodzę. Jest daleko za naszymi granicami i daleko za morzem. Ale zwie się Kalisdria.- Chłopak przytaknął co miało świadczyć, iż faktycznie nie słyszał o tym miejscu. Nie wiedziałam o co mogłabym jeszcze ich zapytać. Miałam nadzieje że sami coś o sobie opowiedzą, bądź nawet zagają zwyczajną rozmową.

<Galzra? Mycach? Zęby mam nadzieję kompletne, choć nie są niezbędne do pisania :P>

sobota, 27 grudnia 2014

Od Galzry - Cd. Lurinny

Iskra uśmiechnął się nieśmiało, delikatnie ściskając wyciągniętą dłoń dziewczyny.
- Galzra - przedstawił się, po czym wskazał stojącego obok niego maga. - A to mój przyjaciel, Mycach Silenthill.
Mycach prychnął, splatając ręce na piersi i celowo odwracając głowę, by dać do zrozumienia, że wciąż jest wściekły i że nie ma zamiaru rozmawiać z dziewczyną, która posłała go na ziemię. Smok skulił się, wciskając głowę między ramiona. Nie lubił, kiedy jego kompan się wściekał, nawet jeśli ta złość nie była skierowana na jego osobę.
- Musisz mu wybaczyć - bąknął, znów zwracając się do Lu. - Jest strasznie dumny.
Dziewczyna skinęła głową, przyglądając się uważnie nekromancie, jakby próbowała przejrzeć jego myśli. Mężczyzna w odpowiedzi rzucił jej spojrzenie, od którego cierki przechodziły po plecach. Potem podobnym wzrokiem spojrzał na Galzrę, co sprawiło, że ten skulił się jeszcze bardziej, wyglądając jak ktoś oczekujący ciosu.
- Nigdzie nie idziemy - warknął mag, odwracając się. Już chciał odejść, ale Iskra złapał go za ramię.
- Daj spokój, przeprosiła - odezwał się głosem niepokojąco przypominającym głos niewinnego, nieświadomego dziecka. - I chce ci to wynagrodzić. Co ci szkodzi raz być miłym?
Po chwili zastanowienia dorzucił ciche "proszę", które, w połączeniu ze wzrokiem godnym psa żebrzącego o jedzenie, najprawdopodobniej całkowicie złamało nekromantę, ponieważ mężczyzna westchnął ciężko, wznosząc oczy ku niebu.
- Dobra - mruknął, z wyraźną niechęcią zwracając się z powrotem ku dziewczynie, ale nie zaszczycając jej nawet jednym spojrzeniem. - Niech ci będzie.
Iskra podziękował mu kolejnym nieśmiałym uśmiechem, po czym taki sam posłał czekającej na nich Lurinnie.


<Krótkie 'cuz Franz idzie na lodowisko. Może wrócę mając wszystkie zęby.>

wtorek, 16 grudnia 2014

Od Lurinny - Cd. Galzry

Zrobiło mi się głupio gdy zobaczyłam że mężczyzna którego przewróciłam był kaleką. Chciałam jeszcze raz przeprosić, ale podszedł drugi, nico dziwny i zaczęli rozmowę. Przyglądałam im się z zainteresowaniem równocześnie nasłuchując czy kolejny występ już się aby nie zaczął. W między czasie wstałam otrzepując strój z kurzu. Wtedy jeden z nich, ten wysoki zachylił się do mnie i zaproponował że mnie podsadzi. Oczy mi zalśniły. Był on naprawdę miły uśmiechnęłam się do niego promiennie.
-Było by naprawdę miło!- Chłopak złapał mnie w pasie i z niezwykła łatwością posadził sobie na ramionach. Jakbym nic nie ważyła. Nachyliłam się nieco by móc spojrzeć mu w oczy.
-Dziękuję ci bardzo.- Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Następnie obróciłam się na drugiego mężczyznę. Wątłego i wyraźnie niezadowolonego.
-Przepraszam pana najmocniej.- Powiedziałam, ale on tylko obrócił naburmuszony głowę. z papugowałam jego minę przedrzeźniając go. Przecież nie specjalnie go wywróciłam, na dodatek przeprosiłam! Mimo to wciąż było mi głupio. Nagły błysk na scenie całkowicie odwrócił moją uwagę. Na scenie pojawił się staruszek w długich szatach i tubalnym tonem rozpoczął opowieść...

Czerwonowłosy który mnie podsadził postawił mnie z powrotem na ziemi gdy tylko bajarz zszedł ze sceny. Podziękowałam jeszcze raz i wybiegłam z namiotu. Tłum się nieco przerzedził jako, iż był to ostatni występ tego wieczoru. Szybko głabnęłam kilka złotych monet z przyczepy i mały metalowy krążek. Po czym popędziłam w stronę wyjścia z którego wypływała wręcz fala ludzi. Stanęłam na palcach wypatrując tych dwóch których spotkałam w środku. W tłumie rzuciła mi się w oczy czerwona czupryna. Przepchnęłam się w tamtą stronę. Oboje szli koło siebie o czymś rozmawiając. Wskoczyłam przed nich z szerokim uśmiechem. Ten niższy skrzywił się znacznie na mój widok. Nie zareagowałam jednak na to.
-Chciałabym ciebie jeszcze raz przeprosić, a tobie podziękować.- Zwróciłam się do nich po kolei. -Dlatego chce was zaprosić do pobliskiej karczmy i ja płacę.- Miałam nadzieję, że na to przystaną. Naprawdę chciałam się odwdzięczyć i zrekompensować. -I w ogóle jestem Lu!- Uśmiechnęłam się wyciągając rękę.

<Dzięki za dop i czekam na dalsze :D >

Od Galzry - Cd Lurinny

Galzra oderwał wzrok od sceny, z której właśnie schodziły ostatnie z tancerek, i rozejrzał się za swym towarzyszem. Z początku panika ścisnęła go w dołku, kiedy nie zauważył Mycacha wśród zgromadzonych osób. Rozdzielili się przed występem – Iskra chciał podejść bliżej, żeby lepiej widzieć, choć przez swój wzrost i tak górował już nad tłumem, a mag z kolei nie miał zamiaru przepychać się do przodu – ale mężczyzna wiedział, że smok nie lubi zostawać sam w nieznanych mu, tłocznych miejscach, i powinien kręcić się gdzieś w jego pobliżu. Ale najwyraźniej zdarzyło mu się o tym zapomnieć, bo zniknął.
Chwilę później uszu Galzry, wciąż toczącego wokół zdezorientowanym wzrokiem, doszedł wściekły okrzyk i odgłos czegoś ciężkiego uderzającego twardo w podłogę. Zguba się znalazła. Smok przecisnął się między dwoma zajętymi rozmową kobietami, mamrocząc przeprosiny, i stanął nad siedzącym na kamiennej posadzce, gotującym się ze złości Mycachem. Obok niego klęczała drobna, różowowłosa dziewczyna, którą Iskra poznał niemal od razu, jako że jej występ wyjątkowo przypadł mu do gustu.
Galzra z dobrodusznym uśmiechem schylił się, złapał maga pod pachy i ostrożnie postawił go z powrotem na nogi, nie zwracając uwagi na jego oburzenie.
- Poradziłbym sobie – burknął mężczyzna. Iskra pokiwał tylko głową, strzepując brud z jego ramienia.
- Oczywiście, że byś sobie poradził – odparł. Mówił cicho, jak zwykle, ale jego głos zawsze miał to do siebie, że był wyjątkowo donośny nawet jeśli smok zniżył go do szeptu. – Ale zajęłoby to o wiele więcej czasu. Musisz uważać na nogę, sam wiesz o tym najlepiej.
Mycach prychnął, zwracając swój wściekły wzrok na młodą akrobatkę. Galzra położył mu dłoń na ramieniu, starając się go uspokoić. Nigdy nie był najlepszy w opanowywaniu przyjaciela, ale widział, jak dziewczyna rzuciła nerwowe spojrzenie w stronę sceny, zasłanianej przez tłum widzów.
- Daj spokój – mruknął. – Spieszyła się.
- I z tego pośpiechu mnie przewróciła – odwarknął nekromanta. – Nie ujdzie jej to płazem.
Smok ścisnął jego ramię nieco mocniej.
- Daj spokój – powtórzył, tym razem z większym naciskiem. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że w jego głosie zabrzmiała nuta zdecydowania, co w przypadku Iskry było ogromną rzadkością.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, jakby oceniali nawzajem swoje szanse na wygraną w tym starciu. Potem Galzra puścił ramię maga i jak gdyby nigdy nic podszedł do dziewczyny. Uśmiechnął się nieśmiało.
- Panienka chciała, zdaję się, zobaczyć występ bajarza? – odezwał się, ignorując pogardliwe prychnięcie dobiegające zza jego pleców. – Przy scenie jest dużo ludzi, nic panienka nie zobaczy, a i przepchnąć się będzie trudno. Ale mogę panienkę podsadzić jeśli panienka chce.

<Tada. Post na zamówienie, bezpośredni Iskierka i wściekły Chromonogi.>

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Od Lurinny

Oślepiały mnie światła reflektorów, ogłuszał wiwat gapiów, nogi i ręce bolały, w powietrzu unosił się swąd ognia. Stałam na wysokich szczudłach ciężko dysząc po karkołomnych popisach. I mimo wszystkiego tego uśmiechałam się szeroko. Szczęśliwa. Tak... kochałam to. Wyprostowałam się u ukłoniłam z gracją, choć może to nie był ukłon a kolejny popis bo rozłożyłam szeroko ręce i stałam tylko na jednym szczudle, drugie unosząc wysoko nad głową. Oklaski wzmogły się a ja wyszłam robiąc po drodze piruety. Gdy zniknęłam za kotarą usłyszałam gratulacje od grupy tancerek przyozdobionych kolorowymi piórami, tresera tygrysów w długim surducie i pomruk jego zadowolonego podopiecznego. Tris, jego ulubiony tygrys, był spokojniejszy i potulniejszy od małego szczeniaka. Mai najstarsza z akrobatek pomogła mi usiąść i zdjąć pałąki z nóg. Miała koło 50, ale nie było po niej tego widać. Uśmiechała się miło rozsiewając przyjemne matczyne ciepło jakiego nie było mi dane zaznać w dzieciństwie.
-Mai.- odezwałam się jeszcze nieco zdyszana.
-Hmm?- zamruczała nie unosząc wzroku.
-Wychodzisz z resztą?- zapytałam. Nie widziałam by miała swój strój podobny do tych tancerek. W końcu zawsze im przewodziła.
-Nie, dziś nie. Same sobie dadzą rade.- Powiedziała odstawiając oba szczudła pod ścianę. Zeskoczyłam gładko z wysokiego podestu na którym siedziałam.
-Zaraz będzie występ Bardignusa, więc idź. Ja muszę pilnować wszystkiego za kulisami.- Powiedziała. Uśmiechnęłam się przytakując i ruszyłam po drodze przechodziłam przez salon luster obserwując swoje odbicie. Blado-niebieski stanik będący górą stroju komponował się z ogniście czerwonymi, długimi spodniami. Był to mój normalny strój sceniczny. Lubiłam go był wygodny, choć ciut za dużo odsłaniał jak dla mnie. Nogawki już miałam podwinięte, w końcu były tak długie że nie tylko zasłaniały moje nogi, ale i również długie szczudła jakie na co dzień nosiłam. Gdy biegłam boso w stronę widowni poi przyczepione do paska obijały się o mnie. Zatrzymałam się natrafiając na spory tłum ludzi. Nic nie było widać. A słyszałam że występ tancerek już dobiegał końca. Stanęłam na palcach aby cokolwiek zobaczyć. Jednak nic z tego. Wpadłam więc na inny, odwrotny pomysł. Padłam na kolana i na czworakach przeciskałam się pomiędzy ludźmi. Chciałam za wszelką cenę zobaczyć występ staruszka. Kochałam opowieści bajarzy, a on był najlepszy. Przyśpieszyłam jeszcze, o ile dało się mając wszystkie cztery kończyny na ziemi. Przez nieuwagę wpadłam na kogoś przewracając go. Ów ktoś upadł zaraz koło mnie.
-Hej co ty robisz?- syknął.
-Przepraszam.- Uśmiechnęłam się zakłopotana. -Chce usłyszeć opowieść która niedługo będzie...

< Ktosiu?>