.

.
.
.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niespodzianka. Pokaż wszystkie posty
>Szablon wykonała Jill dla Zaczarowane-Szablony
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niespodzianka. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 stycznia 2015

Od Seena - Cd. Clarissy

- Pani? - zapytał po chwili prostując się.
Przesadził i zawadził szpikulcem ozdobnego hełmu o sufit. Jeszcze nie zdążył go wypolerować jak należy, ale miał dziwne przeczucie aby dziś stawić się pod jej komnatą bezzwłocznie. Wcześniej nawet nie widział tej całej królowej. Z początku więc nie wiedział czy pijawka nie była przypadkiem nią. Władca nie wyraził się zbyt szczegółowo mówiąc: Jest piękna jak poranek, słodka jak miód i inne takie bzdury.
Dziewczyna przed nim ani piękna nie była, ani nie wyglądała jak ciastko pokryte miodem. Był pewien, że gdyby chciał ją zjeść nie byłaby słodka. Głupota.
Clarissa spojrzała na niego w mroku.
- Słucham?
- Będę pod drzwiami gdybyś czegoś chciała. - powiedział sunąc niemal bezszelestnie w stronę wyjścia.
Tylko nienaoliwione ogniwka pancerza szeleściły jak stare siano. Tym też się zajmie. Zatrzymał się jeszcze przed opuszczeniem komnaty.
- Królowo?
- Mhm?
- Mam ją zabić?
Usiadła nagle, niemal całkowicie rozbudzona.
- Vanessę?
- Nie ważne jak się nazywa.
- Nie!
- Dlaczego?
- Bo...
- Chciała cię zabić. Zgotuję jej... - dotknął wielkich ostrzy a po komnacie przebiegł przyprawiający o ciarki odgłos. - ...cudną agonię.
- Em... Seen. Jestem pewna, że Władca się tym zajmie.
- Mmm jak sobie życzysz.
Wyszedł zamykając cicho drzwi. Westchnął zdejmując hełm. Pod spodem miał ładnie ułożone łuski tworzące coś na kształt rogów. Ogon ułożył tak aby nikt nie mógł przekroczyć progu. Teraz pozostało tylko czekać.
Drzwi się otworzyły gdy skończył polerować hełm. czyli dobrze już po wschodzie słońca. Clarissa nie wyglądała wcale lepiej.
- Dzień dob... - wrzasnęła przewracając się o jego ogon.
- O cholera. Królowo echym... no...wybacz. - powiedział podnosząc ją ostrożnie.

<Hehe Clary? >

Od Clarissy - Cd. Seena

-Z gwardii honorowej?-spytała zdziwiona podnosząc się lekko i otulając kołdrą
-Tak-mężczyzna skinął lekko głową wciąż pozostając w czymś w rodzaju..skłonu?
Od kiedy ja mam jakąś ochronę-przemknęło jej przez myśl, jednak uśmiechnęła się delikatnie
-Dziękuję za pomoc...
-Ależ to moja praca, Królowo.-odparł tylko
Chciała wypomnieć mu, że póki co jest tylko narzeczoną Desmodora, a do tej prawdziwej "królowej" brakuje jej niemal wszystkiego, jednak w porę przypomniała sobie karcące spojrzenie Malthaela.
-Nie musisz wciąż trzymać tak spuszczonej głowy-uznała po chwili
Istota spojrzała na nią, a Clary posłała mu delikatny uśmiech. Stwierdziła, że skoro pomógł jej z tą wstrętną pijawką to nie powinna się go obawiać, po za tym jego zadaniem było dbać o to by żaden włos z jej głowy nie spadł, a nie mordować.
-Powiedz mi...-zaczęła, ale nie mogła uzbierać myśl, zaczęła od nowa-Odpowiedz mi na jedno pytanie...Nie! Za raz..właściwie to dwa: Kto powołał cię do tego zadania i jak ci na imię?
Mężczyzna ponownie spuścił wzrok tak jakby patrzenie na nią było czynem karalnym...a może to dla tego, że zbudzona wyglądała fatalnie: rozczochrane włosy, delikatne woreczki pod oczami, wygnieciona koszula.
-Oczywiście, że to Władca powołał mnie do tej służby, a na imię mam Seen.
-Tak więc Seen..gdyby nie ty moja krew robiła by za kolacyjkę tej idiotce...-prychnęła
Zaskoczony wężo-podobny spojrzał na nią wzrokiem wyrażającym wielkie zdziwienie. Clarissa przytknęła sobie dłoń szybko do ust
-Ojjj-jęknęła cicho-Chyba "tak nie przystoi". Przepraszam. Właśnie poznałeś narzeczoną Władcy od chyba najgorszej z możliwych stron: ani to nie ogarnięte bo dopiero wybudzone ze snu, ani zachować się odpowiednio nie umie
Czy jej się zdawało czy na jego ustach pojawił się cień uśmiechu.
-Nie ma sprawy, Pani.
Westchnęła cicho znów opadając na poduszki.
-Chyba muszę się przyzwyczaić do takiego tytułowania. Paskudna sprawa. Zamiast Clarisso będzie "Królowo", "Pani" lub, "Władczyni"...

(Seen? Czego można było się spodziewać po osiemnastolatce? xD)

Od Seena - Cd. Clarissy

Wampirzyca zaśmiała się radośnie widząc przerażenie w oczach przyszłej królowej.
- Och nie bój się idiotko. Przecież nic ci nie zrobię. - zaśmiała się obleśnie.
Coś mocno schwyciło Vanessę za gardło i odrzuciło do tyłu. Pisnęła przerażona przygwożdżona do ściany. Drapała paznokciami twardą skórę napastnika. Drugą dłonią nieznajomy przystawił srebrny sztylet do gardła krwiopijcy.
- Nikt ci nie mówił pijawko, że komnaty królowej są zamknięte? - usłyszały straszny, sykliwy głos.
- P...p...puść!
Jego śmiech powodował ciarki na plecach. Odrzucił dziewczynę jak szmacianą kukiełkę. Z paskudnym chrupotem łamanych kości uderzyła w ścianę. Podniosła się szybko i z furią w czerwonych oczach rzuciła na napastnika. W ostatniej chwili jednak skręciła, aby zatopić pazury w szyi przerażonej Clarissy. Zawsze będzie mogła powiedzieć, że była w szoku. Przestraszyła się i proszę, stało się. Poszuka innego frajera bardziej dostępnego niż Desmodor. Ale jaką będzie miała satysfakcję!
Pokryty łuską ogon grzmotnął ją w pierś, odrzucając ponownie od dziewczyny.
- Ani się waż. - warknął. W słabym świetle wpadającego przez okna księżyca błysnęło wielkie ostrze. - Obetnę ci głowę maszkaro.
Vanessa zawahała się. Obrońca był silny. Niestety nawet dla niej za. Zaśmiała się paskudnie, ukazując okrwawione zęby.
- Zginiesz głupcze.
Skupiła moc i trzasnęła w ich stronę wielką, dymiącą kulą ognia. Przez głowę przeszła jej myśl: Desmodor byłby ze mnie dumny. Zaraz jednak zniknęła gdy pocisk zasyczał i zniknął, robiąc więcej dymu niż ognia, około dwóch metrów od potwora. Pisnęła strasznie i uciekła z komnaty.
Stwór wziął głęboki wdech który brzmiał jak straszliwy świst. Ostrze zatańczyło nad głową Clarissy w dziwnej harmonii. Gdyby miał kolana zapewne opadłby na jedno. Ale zamiast tego pochylił nieco głowę.
- Królowo. Jestem z twojej gwardii honorowej. Mam cię chronić.

<Hehe Clary? >

Od Clarissy - Cd. Desmodora

-Vanessa..to..idiotka-mruknęła trochę sennie
-Tak tak, masz rację-westchnął tylko demon
Gdzieś w połowie drogi zasnęła na rękach mężczyzny chwytając się mocno jego koszuli. Zirytowało go to troszkę, lecz widząc minę śpiącej dziewczyny uśmiechnął się lekko.
Gdy dotarli do jej komnat ułożył ją delikatnie w łóżku i otulił nakryciem.

~~~~
Kilkanaście godzin później obudził ją odgłos otwieranych drzwi.
-Des?-mruknęła cicho przecierając oczy i ziewając-Powinieneś odpoczywać
Nikt jej jednak nie odpowiedział, a zbliżające się do łoża kroki były znacznie cichsze i delikatniejsze od tych męskich. Przetarła oczy i zobaczyła twarz Vanessy. Wampirzyca uśmiechnęła się do niej szeroko, a kły wysunęły się lekko.
-Witaj-zaśmiała się cicho
-Ja..Jak ty...-jęknęła słysząc, że dziewczyna znów mówi
-Och mój głos, tak? No wiesz..poprosiłam Desia, a on mimo zmęczenia bez słowa zdjął ze mnie tą twoją śmiesznie słabą runę. Jest taki kochany i bezinteresowny, nie sądzisz?-uśmiechnęła się do niej
Rissa zacisnęła dłonie w pięści...Była wściekła i na ukochanego, że tak skaczę za uczennicą i na samą Vanesse za to, że ma czelność omamiać kogoś do kogo wcale nic nie czuję, by pobawić się uczuciami ich obojga.
-Powiedzmy sobie szczerze-zbliżyła się z jadowitym uśmiechem-Mimo, że jesteście zaręczeni to wszystko może się zmienić jeszcze. Z tego co wiem Des nie jest tak bardzo tobą zachwycony...Biedna...-jej lodowata ręka dotknęła bladej szyi uzdrowicielki- Może żeby ulżyć ci w cierpieniu złamanego serca...będę tak dobra i pomogę ci się pozbyć te kilka tej odrobiny krwi..Zresztą taka niezwykła krew jak twoja na pewno jest strasznie smaczna..
Clary nie wiedziała zupełnie co zrobić, ale nagle drzwi jej komnaty otworzyły się.

(Des, a może Malti?)

Od Desmodora - Cd. Clarissy

Władca zmęczonym wzrokiem spojrzał na zagniewaną narzeczoną. Nie spodziewał się, że aż tak ostro zareaguje na znienawidzoną uczennicę. Niestety nie mogli jej wysłać gdzieindziej bo była dobrą znajomą pewnego innego władcy. Cóż, wielka szkoda. Objęła go lekko, pomagając ustać. Clarissa widząc to zrobiła się nieco czerwona.
- Będę w moich komnatach kochanie. - mruknął ostatkami sił.
Kiwnęła głową.
- Uważaj na siebie.
Uśmiechnął się do niej i już zniknął za rogiem.
- Flądra! - wrzasnęła Clary a Malthael podskoczył zaskoczony.
- Ale to do mnie?
- NIE!
- Uff przypomnij mi abym cię nigdy nie denerwował. I bym nigdy nie był kobietą.
Zmierzyła go wściekłym wzrokiem.
- Przypomnę. - warknęła krążąc po komnacie.
- Mogę coś powiedzieć?
- NIE.
Zapanowała chwila kłopotliwej cichy. Malheur bawił się jednym z zakrzywionych ostrzy. Gładził pokrytą błękitnymi runami powierzchnię.
- A teraz?
- Co znowu!
- Powinnaś odpocząć.
- Nie potrzebuję.
- Dobra. Jak już padniesz nieprzytomna, to może zaniosę cię do komnat.
Usiadła zmęczona.
- Mam dość.
Wstał i powolnym krokiem znalazł się obok. Z ociąganiem objął ją. Miał dość specyficzną minę. Jakby robił coś wbrew sobie.
- No wiem. Jak chcesz Vanessa może zniknąć nagle. Puff.
Spojrzała z nadzieją.
- Nie mogę. - wtuliła się nieco. - Chce mi się spać.
- Chodź złośnico. - wziął ją na ręce i poniósł do platformy teleportacji. - Tobie też potrzebny jest odpoczynek.

<Clary? ^^ >

wtorek, 6 stycznia 2015

Od Clarissy - Cd. Desmodora

Clary zignorowała zupełnie dziewczynę.
-Teraz usiądź i mi to pokaż-poleciła demonowi
-Ale to na prawdę nic takiego...-westchnął mężczyzna
-Nawet jeśli to "nic takiego" chciałabym to obejrzeć i opatrzyć.
Desmodor zamknął oczy i chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował dość szybko z tego zamiaru. Zwlekając ściągnął zbroję i koszulę. Na piersi znajdowała się niestarannie zrobiony opatrunek, gdy go zdjęła zobaczyła okropną ani trochę niewygojoną ranę na której wciąż była zaschnięta krew
-Na Bogów..-jęknęła cicho-Kto ci robił opatrunek?
-A co nie podoba się?-rzuciła stojąca za nią Vanessa
-No cóż-Clary spojrzała na nią-Jak nie umiesz czegokolwiek zrobić to nie pchaj się na siłę. Użyłaś złej maści i mogło wdać się zakażenie. Mogłaś zostawić to tym który się znają na lecznictwie...
Niezadowolona uczennica władcy prychnęła cicho.
-Tak mu było śpieszno by ciebie uratować, że nie było czasu szukania kogoś z szpitala. Chodź osobiście uważam, że Desmodor zmarnował tylko czas i siły bo było to zbędne....
Malthael śmiał się cicho, uradowany kłótnią dziewczyn.
Uzdrowicielka odwróciła głowę, oczyściła ranę i zaczęła ją uzdrawiać. Stelą narysowała runę leczniczą, jednak pomogła tylko troszkę. Delikatnie posmarowała ją jasno fioletową maścią i zabandażowała to. Des ubrał się z powrotem. Uczennica od razu znalazła się przy nim gdy się zachwiał wstając.
-Władco...odprowadzę cię do komnaty-uwiesiła się na jego ramieniu.
Rissa rzuciła jej zawistne spojrzenie gdyż ukochany nie odmówił jej. Chyba każdy w zamku wiedział jak bardzo dziewczyny się nienawidzą oraz, że Vanessa sama z chęcią nosiłaby pierścionek zaręczynowy od Władcy. Osobiście młodsza z rywalek doskonale wiedziała, że chodzi jej tylko i wyłącznie o jego władzę, a wieść o ich zaręczynach rozwścieczyła ją. 
-Vanesso poczekaj..muszę narysować jeszcze jedną runę..-rzuciła Clary gdy powoli oddalali się
-Co znowu?-westchnęła z zirytowaniem
Uzdrowicielka podeszła pewnie, ale runa nie była przeznaczona dla demona, tylko dla jego uczennicy. Zamiast słów zdziwienia z jej ust wydobył się tylko cichy jęk.
-No tak..możecie już iść. Teraz przynajmniej żadna plotka i żadne fałszywe oskarżenie nie padną z twych ust...

<Des?>

Od Desmodora - Cd. Clarissy

Władca uśmiechnął się lekko i pocałował ją w czoło.
- Możesz teraz odpoczywać ile chcesz kochanie.
- Tobie też to się przyda. - mruknął Malthael. - Mocno oberwałeś od Garudy.
Desmodor zachwiał się ale został przez nich podtrzymany.
- Opatrunki póki co trzymają.
- Póki co to jesteś pozszywany na słowo honoru.
Clarissa spojrzała przestraszona.
- Pokaż mi ranę.
- Nie ma o czym mówić. - machnął niepewnie dłonią.
- Malthaelu. Zaprowadzimy go do skrzydła uzdrowicieli. Sama się nim zajmę.
- Mmm to rozkaz? - zapytał drwiąco.
- Tak.
- To się wypchaj. - pomachał skrzydłami i zaczął odchodzić.
- Ty świnio, pomóż mi!
- Prosisz? - zapytał spoglądając przez ramię.
- Niech ci będzie. Proszę pomóż mi.
- Widziałem kiedyś takie pudełko gnomów co zatrzymywało głos i potem go odtwarzało. Jaka szkoda, że nie mam jednego. - pokręcił głową i chwycił pod ramię Władcę. - No dobra Marcheweczko prowadź.
Oberwał od niej pięścią w brzuch ale tylko się zaśmiał. Doszli z trudem do platformy teleportacji i po chwili znaleźli się w upragnionym miejscu. O tej porze było na szczęście puste. Jeśli nie liczyć jednej osóbki... Vanessy.

<Clarisso? xD >

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Clarissy - Cd. Desmodora

Staruszek pokręcił znów głową
-Ehh..-westchnął-Jakby nie mogła mi wcześniej powiedzieć, że się z Tobą związała, Desmodorze..ale nie Jest dokładnie tak samo roztrzepana jak jej matka. Najpierw Cecille'a, później Denaris jedna gorsza od drugiej! Jakim cudem mój kochany Alexander z tymi babami wytrzymał to ja nie wiem....No dobrze...wygląda na to, że czas na mnie, ale wiecie...O zaproszenie na ślub bym się nie obraził-puścił nich oczko po czym zniknął
Clarissa całą tą scenką była zdziwiona. Tuląc się do Desa zamknęła oczy
-A jeszcze kilka godzin wcześniej  walczył z Garudą o to kto ma pozbawić mnie życia-westchnęła
-Wygląda na to, że dużo osób pragnie śmierci twojej narzeczonej-odezwał się nagle Malthael
-Chyba nie jestem zbyt lubiana w towarzystwie nekromantów i demonów..-westchnęła
Des objął ją mocniej
-No to co...wracamy do zamku?

~~~

Gdy już dotarli na miejsce dziewczyna mogła spokojnie odetchnąć z poczuciem bezpieczeństwa. Cały czas natomiast tuliła się do Desa. Gdy napotkała jego spojrzenie uśmiechnęła się wesoło
-A jeśli chodzi ci o to, bym cię w końcu puściła to jak na razie nie mam ochoty tego robić!
Demon zaśmiał się i pogłaskał ją po głowie
-No wiesz...Muszę się zregenerować po tym wszystkim!

(Des?)

Od Desmodora - Cd. Clarissy

- Ale kto wie czy nagle nie znajdzie się jakaś miła dama...
- Cicho. - warknął rozdrażniony Malheur. - Bo zmienię zdanie i jednak cię zrzucę z jakiegoś lodowca.
Desmodor prychnął zirytowany. Zdjął płaszcz i szczelnie owinął narzeczoną.
- Nie pozwoliłbym na to.
Ściany lekko się zatrzęsły a pomieszczenie wypełnił niesamowity mróz. Clarissa przytuliła się do demona.
- Co się dzieje? - warknął Koszmar, ponownie dobywając broni.
- Mój Dziadek. On chce mnie skrzywdzić. - wyszeptała.
- Masz dziadka?
- To potwór. - wtuliła w niego twarz.
- Nikt cię nie skrzywdzi.- powiedział Władca.
W pomieszczeniu zakotłowała się wściekle zielona mgła. Zupełnie jakby przeprowadzała niegroźne zwiady. Zatoczyła wielkie koło wokół a po chwili przybrała postać zakapturzonego mężczyzny. W jednej dłoni trzymał strasznie wykręcony kostur z czarnym kryształem na górze. Do pasa przytwierdzoną łańcuchem księgę.
- Desmodor Trevas. Jak miło cię widzieć.
- Maladorze? Co tu jest grane?
- Moja wnuczka jest... - wykrzywił usta w strasznym grymasie. - Twoja?
- To moja narzeczona.
- Żartujesz? No kto by...
- Zamilcz. Nikt nie będzie jej groził.
Pokręcił głową wyraźnie zakłopotany.
- Władco, zaszła tylko mała pomyłka. Nie wiedziałem, że ona będzie królową. Cóż, w takim razie jak sądzę, nie mogę jej skrzywdzić.- wymruczał niezadowolony.

<Clarisso? xD >

sobota, 3 stycznia 2015

Od Clarissy - Cd. Garudy

-Na prawdę się tak szybko poddałaś?-zapytał demon
Clary odetchnęła głośno i spojrzała na niego.
-Tak. Był silniejszy, a ja ostatnio zawsze zapominam brać ze sobą swą stelę!-jęknęła
-Eh..Chyba nadal musisz się czegoś nauczyć-zrezygnowany Malthael pokręcił głową
-Zresztą..proszę nie mówmy o tym..Tyle się stało-westchnęła-Dziękuję za ratunek..Bez ciebie pewnie byłabym już nieboszczykiem w kałuży krwi...
Władca wzruszył tylko ramionami chcąc jej pokazać jak niewiele to dla niego znaczyło.
-Świnia..-mruknęła cicho
W tym momencie obok pojawił się Desmodor.
-Gdzie on jest?-wysyczał wściekle nie zauważając wolnej już Clary
Jakie było jego zdziwienie gdy bordowo włosa wtuliła się w niego.
-Wolna. Niech teraz już Garuda cię nie obchodzi- Malti uśmiechnął się lekko
Władca objął swoją ukochaną i pocałował ją dość namiętnie a za razem czule. Rissa zaśmiała się lekko i odwzajemniła go obejmując szyję narzeczonego. Ciężkie zirytowane westchnięcie drugiego demona przerwało im jednak tą chwilę.
-Moglibyście się powstrzymać, chociaż przy mnie.-skomentował
Clarissa zaśmiała się dość wesoło.
-Ależ Malthaelu...pewnie gdybyś sam się zakochał też okazywałbyś swej wybrance uczucia.-posłała mu delikatny uśmiech.
-Na szczęście jestem wolny.-burknął
No cóż..Do specyficznego charakteru Maladora trzeba było się przyzwyczaić.

(Des? Maltiś? :3)

Od Garudy - Cd. Clarissy

Demon zmarszczył brwi. Jeśli chciał dalej się w to bawić musiał się przenieść ze swoją ofiarą i to szybko. Wyczuwał dwie moce, wściekłe jak wszyscy diabli. Jego brat ze wschodu a Malador z zachodu, nadciągali jak dwie chmury burzowe chcące go pochłonąć.
Uśmiechnął się lekko.
- Tak szybko się poddajesz? Mi to zajęło trzy stulecia. Gdy przestałem szukać wyjścia z pustki i popadłem w szaleństwo.
- Przykro mi, że to ci zrobiono. - powiedziała drżąc coraz mocniej.
- Bo jesteś głupia.
Spojrzała ostro a gniewne iskierki zamigotały w ładnych oczach.
- Nie jestem.
Ponownie się uśmiechnął.
- Więc jak to wytłumaczysz?
- Każdy ma w sobie nieco... - przerwał jej kładąc palec na ustach.
- Cicho.
Usłyszeli łamiący się lód. Wielki kawał spadł nieopodal rozbijając się ze straszliwym hukiem o podłogę. Garuda przyciągnął do siebie dziewczynę a w jej miejscu rozbił się drugi. Wydobył sztylet przykładając do jej łabędziej szyi.
- Nigdy nie grzeszyłeś subtelnością! - krzyknął w pustkę zamku.
Zapanowała straszliwa cisza. Jakby nawet wiatr zapomniał o swoim istnieniu. Po chwili dziewczyna zobaczyła ciemność narastającą nieopodal. Uformowała się w dobrze jej znany kształt. Malthael rozprostował skrzydła.
- Puść ją. - warknął dobywając zakrzywionych ostrzy.
Garuda mocniej dotknął sztyletem skóry.
- Zginie jak się zbliżysz.
- Zostaw ją do jasnej cholery! Ona jest tylko zwykła dziewczyną! Od kiedy zabijasz bezbronnych?! - wrzasnął Malthael. Czarne skrzydła stały się jedynie oparami mgły zwiastując przemianę demona. - Wypuść ją a ja zapomnę wspomnieć Desmodorowi o tym, że nadal żyjesz.
- Jaki ty łaskawy.
- Nie chcę oglądać jej śmierci Garudo. Nie jej. - powiedział odrzucając broń. - Puść ją. Proszę.
Clarissa wyczuła, że demon sztywnieje. Miotały nim sprzeczne uczucia. Czy mógł ją zabić za nic? Jasne, ale czy chciał?
Warknął i mocno popchnął ją w objęcia Malthaela. Sam pokręcił głową i zniknął w tumanie zielonej mgły.

<Clarisso? xD >

Od Clarissy - Cd. Garudy

Mężczyzna wyszedł szybko z pokoju zostawiając ją samą z swymi myślami. .
Ja już dawno się poddała..straciła nadzieje. Nie chcę umierać jednak jaka jest szansa by ktokolwiek ją ocalił? Prawie żadnej. Jak bardzo ktoś będzie za nią tęsknił? Lilith o jej śmierci dowie się pewnie dużo później, a Des? Garuda go też w końcu chce zabić...Łzy coraz szybciej spadały i uderzały o kamienną posadzkę pomieszczenia. Okryta płaszczem byłego władcy położyła się na łóżku. Zdjęła pierścień zaręczynowy i obracała go wolno w palcach po czym ucałowała lekko i założyła z powrotem.
Jakże krótko trwało moje prawdziwe szczęście! Trudy życia przysłonięte dobrymi rzeczami. Zakochanie się, szczere uśmiechy, ogólna radość...Tak trudno będzie się z tym rozstać, lecz tak chyba będzie trzeba. Dlaczego? Sam nie wiem. Po prostu. On i tak i tak by mnie zabił, lepiej przygotować się do tej chwili. Rozłożyć swoje całe życie na pierwiastki i podsumować je. Te osiemnaście lat, chodź tylko tyle to niczego nie żałuję.-myślała z delikatnym uśmiechem- Nigdy nie pomyślałabym, że tak szybko zyskam prawdziwą miłość, a również jak szybko i boleśnie utracę ją. 
 Całą noc sen nie przychodził. Dziewczyna przyglądała się ogniu w kominku. Tlił się on lekko, a o świcie zgasł zupełnie. Czy to miało być jakieś przesłanie? Godzinę później Clary w swej poszarpanej sukni wyszła na korytarz twierdzy i szybko znalazła demona.
-O co chodzi?-zapytał szorstko
Wyprostowała się i z dumnie uniesioną głową zaczęła mówić:
-Jestem gotowa. Pogodziłam się już z takim losem. Jednak proszę cię...Nie rób nic Desmodorowi. Proszę, możesz mnie już zabić. Jestem gotowa na śmierć...
Najchętniej skuliłaby się w koncie i zapłakała jednak nie była zdolna do ani jednej łzy. Miała godną postawę z której biła odwaga.

(Garuda?)

Od Garudy - Cd. Clarissy

Garuda usiadł obok i zaklęciem podsycił ogień w kominku. Jednocześnie zielona mgła zasłoniła pobliskie okna przez które świszczał lodowaty wiatr. W pomieszczeniu zrobiło się nagle przyjemniej.
- Tak. - powiedział tylko, ale nie był już sam pewien.
Ona była... podobna. Też zdradzono ją tak jak jego. Wiedział co czuje. Przesunął ją drżąca bliżej ognia.
- Twój dziadek...
Skuliła się w kłębek a on spostrzegł, że zaklęcie już nie działa. Czy miał ją spętać nowym? Jak ucieknie to i tak zamarznie.
- Nie chcę  o nim mówić.
- Znałem go kiedyś.
Spojrzała z dziwnym błyskiem w oku.
- Nie był taki zły, wiesz? Ale... cóż. Żywy to on nie jest od pokoleń i od kiedy pamiętam szukał idealnej ofiary. - ugryzł się w język. - Źle się wyraziłem. Szukał potomka w którego przeleje swoją moc.
- Nie rozumiem.
- Jego ciało jest słabe. Ale umysł wciąż chce żyć.
- Nie chce być jego ofiarą. - jej usta wykrzywił grymas. - Ani twoją. Ale to i tak bez znaczenia.
- Gdy już się poddasz. Powiedz mi. - powiedział cicho, grzejąc ręce nad ogniem.
- Dlaczego?
- Wtedy cię zabiję.
Zadrżała i skryła się pod jego płaszczem.
- Ja ci nic nie zrobiłam. - dobiegł go stłumiony głos.
- Wiem. Ale życie nie jest sprawiedliwe. Śpij niedoszła królowo Muspelheimu. Może poranek nieco rozjaśni twój i mój umysł.

<Clarisso? ^^ >

Od Clarissy - Cd. Garudy

Clary z zdumieniem spostrzegła jakąś przemianę u mężczyzny. Był on..bardziej opiekuńczy i milszy? Pokręciła tylko głową, nie może mu zaufać..Nie zaufa już nikomu. Sztylet został wbity w jej serce i przekręcony raniąc ją dogłębnie. Czy jeśli kochany "dziadek" tak ją potraktował to znaczy, że nie może już ufać nawet najbliższym? Samotna łza spłynęła po jej oliczku.
Dlaczego ja znów płaczę? Dlaczego znów dałam się komuś zranić-pytała siebie w myślach
Dzięki Garudzie pomieszczenie stało się ciepłe, jednak drżała i okryła się płaszczem jeszcze szczelniej. Mogła się już ruszać, ale wszystko ją bolało.
-Dziękuję..-szepnęła
Kilka godzin temu nie była w stanie nawet pomyśleć o podziękowaniu temu demonowi. Jednak teraz..Co to za różnica? Pomógł jej chodź zapewne tylko do swoich celów. Zabić ją, może zwabić do siebie Desmodora. Skoro ma umrzeć to nie będzie stawiała oporu. Takie widocznie jest przeznaczenie-bo nic nie dzieje się tak bez powodu. Tą walkę przegrała i czym dużej się nad tym zastanawiała to od początku miała być tą która nim dopnie swego spadnie w dół i roztrzaska się tracąc życie. Coraz więcej łez spływało z jej oczu.
-Co jest?-Garuda patrzył na nią
Nefilim szybko otarła krople i chciała silić się na uśmiech
-Nic..Na prawdę nic-zapewniała
Starszy brat ukochanego podszedł do niej, a ta odwróciła tylko wzrok
-Nadal chcesz mnie zabić....Prawda?-spytała tylko cicho

(Garuda?)

Od Garudy - Cd. Clarissy

Garuda opuścił głowę. Zacisnął mocno pięści skupiając straszliwą energię wokół.
- Masz rację.
- Słucham? - zainteresował się Malador.
- Nie jestem lepszy od innych demonów. Rządny zemsty i krwi. Wiem, że miał rację. Nie jestem głupcem. Zdaje sobie sprawę jaki był ze mnie potwór. Nie dbam o to. - powiedział mrużąc niebezpiecznie oczy. - A teraz Maladorze. ONA jest moja! - wrzasnął i na oczach zaskoczonego nekromanty przybrał postać wielkiego smoka.
Nie czekając na jego reakcję wgryzł się w miękkie ciało i rzucił w bok na pobliską ścianę. Malador z jękiem uderzył wydając odgłos ohydnego trzasku łamanych kości. Smok ryknął i zaskakująco delikatnie chwycił Clarissę w szpony. Miał zamiar uciec jak najdalej. Wiedział, że tego potwora nie da się pokonać ani tym bardziej zabić. Ale jeśli teraz wyleci i zapieczętuje wejście do wrót pustki, będzie miał spore problemy z pogonią.
Uczepiając się tego jak ostatniego promyka nadziei, pomknął z zawrotną szybkością do wyjścia. Warknął wściekle gdy zielona lina zaczepiła o jego tylną łapę.
- Nie uciekaj! Dokąd tak szybko? - warknął Malador wstając.
Rękę miał wykręconą pod nienaturalnym kątem. Tak samo nogi. Unosił się właściwie w zielonej mgiełce. Smok zionął na niego ogniem uwalniając się. Wyleciał przez wrota i wykrzyczał słowa zaklęcia. Zatrzasnęły się wśród mocnych błysków pochłaniając ze sobą gniewny krzyk nekromanty. Garuda był jednak ranny i zmęczony. Tak wielki wysiłek odbił się na jego nie do końca materialnym ciele. Rozejrzał się za jakimś bezpiecznym miejscem. Znalazł opuszczoną twierdzę nieznanej szlacheckiej rodziny. Zrujnowane dachy nawet  po latach błyszczały w mroku nocy. Wylądował na dziurawym dziedzińcu i zadrżał z przejmującego zimna. Clarissa leżała u jego stóp oddychając szybko. Bała się...
Chwycił ją na ręce i wszedł do wnętrza pałacyku. Lodowe sople zwieszały się z sufit,u a śnieg sięgał niemal kolan. Wspiął się z trudem na oblodzone schody i kopniakiem otworzył przymarznięte drzwi jakiegoś pokoju. Dostrzegł kominek i położył przed nim dziewczynę. Zdjął własny płaszcz owijając ją szczelnie.
- Nie umrzesz mi teraz. - powiedział zmęczony.
Wyciągnął dłoń a ogień przyjemnie rozbłysnął ,topiąc gdzieniegdzie lód. Zrobiło cię nieco cieplej. Garuda oparł się o ścianę z westchnieniem ulgi. Na razie mieli spokój.

<Clarisso? ^^ >

piątek, 2 stycznia 2015

Od Clarissy - Cd. Garudy

-Ty?- prychnął staruszek z wyraźnym rozbawieniem-Przecież ty jesteś za słaby by mi ją odebrać. Po za tym chcesz ją zabić dla słodkiej zemsty. Jej krew, jej ciało, jej moc...to nie jest tobie potrzebne, Garudo. Natomiast ja...ja chce jej użyć by zyskać siłę. Nie sądzisz, że to szlachetniejszy cel?- zaśmiał się głaszcząc ją po głowie
Dziewczyna nie mogła się ruszyć ani odzywać. Chciała wykrzyczeć mu, że jest tylko parszywym oszustem. Jak mogła mu ufać? Jak mogła go kochać? No jak...
-Skąd możesz wiedzieć do czego mi posłuży?
-Oh..jesteś bardzo przewidywalny. Nie darujesz bratu tego co zrobił. To nie dlatego, że jesteś nadal na niego wściekły. Wiesz, że Desmodor zrobił to co on i inni uważali za słuszne. Zgadzasz się z nim w pełni. Jednak twoja cholerna duma nie pozwala ci tego przełknąć. Wy wszyscy...Wy Władcy. Wolelibyście zginąć niż stracić dumę! Jesteście zadufani i egoistyczni. To śmieszne...
Clarissa patrzyła na nich przerażona. Czy Malador miał racje? Uzdrowicielka trochę wątpiła. Znała Desa. W jej oczach był uczuciowy, czuły i niezwykle kochany...ale dla innych- nie miała już pojęcia.
W następnym momencie Garuda zaatakował starca z zaskoczenia by nie mógł się obronić. Zdenerwowany nekromanta rzucił młodszym przeciwnikiem jakby ten nic nie ważył. Leżąc na ołtarzu Clary patrzyła w kryształowy sufit a gdy budynek zatrząsł się zamknęła oczy. Strach powodował palpitacje serca. Nie ważne kto wygra ona i tak i tak umrze. Garuda czy Malador co będzie gorsze? Która śmierć... Samotna łza spłynęła po jej poliku.

(Garuda?)

Od Garudy - Cd. Clarissy

Były Władca w końcu wstał i chwiejnym krokiem podszedł do ołtarza. Od ciągłego obijania ścian kręciło mu się w głowie.
- Maladorze.
- Mmm? - zamruczał nekromanta tuląc dziewczynę.
- Ona wie czym jesteś?
- To teraz bez znaczenia głupcze. Ja ją chronię ty chcesz zabić. Nawet gdybym był najgorszym potworem z Pustki, wolałaby mnie. - powiedział szeptem.
- Maladorze, ty jestem najgorszym potworem.
Prychnął rozbawiony.
- Nie schlebiaj mi, to ci nic nie da.
- Co teraz? - zapytał podłamany.
Z paskudnych ran sączyła się srebrzysta krew.
- Zabiorę ją do domu.
- Do Desmodora?
- Domu, tłumoku. Gdzie zechce. - w głosie słychać było zdenerwowanie.
- I tak ją dopadnę. - wyszeptał.
Clarissa zadrżała i mocniej wtuliła w dziadka.
- Nie groź mojej rodzinie. Jeszcze się nie nauczyłeś, że nie powinieneś?
Garuda spojrzał dziwnie na Clary.
- Co chcesz jej zrobić?
Zapadła dość kłopotliwa cisza.
- Nie twój interes. To co reszcie oczywiście. - powiedział nekromanta.
Dotknął czoła wnuczki i szepnął słowo zaklęcia. Clary osunęła się na ołtarz z otwartymi oczami.
- Jestem już stary. Potrzebne mi energie które ona ma w sobie.
- Pff mi nie pozwalasz jej skrzywdzić ale sam jesteś nie lepszy. To hipokryzja. - mruknął Garuda.
- Wiem, ale ja mam do tego prawo.
Clarissa słyszała wszystko i widziała ale nic nie mogła zrobić. Była całkowicie sparaliżowana.
- Ale jeśli ci nie pozwolę? - zapytał Garuda.

<Clary? Ty to masz pecha xD >

czwartek, 1 stycznia 2015

Od Clarissy - Cd, Garudy

-No już dziecinko...Nie płacz mała-powiedział i z czułością ją objął
Spojrzała na jego twarz. Tak dawno go nie widziała. Dlaczego ojciec wmawiał jej i Lilith, że ukochany pradziadek zmarł? I dla czego tak łatwo poradził sobie z jej oprawcą? Mówili wszyscy, że jest normalnym człowiekiem.
Malador zaśmiał się pogodnie i delikatnie poczochrał jej włosy. Zupełnie nie przejmował się zbliżającym się demonem
-Dawno cie nie widziałem kochana!-powiedział po czym dodał zgadując jej myśli-Kiedyś takie mówienie było łatwiejsze niż wyznanie całej prawdy.
Garuda ze wściekłością chciał rzucić się na jej opiekuna jednak nim Clary zdążyła krzyknąć nekromanta wstał i z ponowną łatwością odrzucił wroga. Zaliczył on kolejną ścianę.
-Hm..czyżby nie uczono, że rozmowy się nie przerwa?-prychnął i ponownie przytulił Clary.
Wtulając się w niego czuła wolność i swobodę a ramiona oddzielały ją od wszelkiego zła. Demon próbował się podnieść i wyzywał duchy za bark ostrzeżeń, natomiast starzec miał to kompletnie gdzieś. Był o wiele silniejszy od przeciwnika. Skupił się teraz zupełnie na dawno niewidzianej Clarissie.
-Hm..przy naszym ostatnim spotkaniu miałaś 8 lat! Jakże ten czas szybko leci...Wyrosłaś na piękną dziewczynę..
Uzdrowicielka była zupełnie oszołomiona. Nie wiedziała co o tym myśleć i co odpowiedzieć swemu wybawcy.
Teraz wiedziała, że demon jej nie zagraża chodź wciąż uparcie starał się dopiąć swego.

<Garu, coś ktoś? xd)

Od Garudy - Cd. Clarissy

Clarissa skuliła się o ile to możliwe będąc przypiętym do ołtarza. Zapłakała cichutko.
- Nie robiłbym tego na twoim miejscu. - powiedział duch.
- Dlaczego? - warknął demon.
- Właśnie duchy zaczęły plotkować, że zbliża się jej dziadek. A właściwie pra...praprapra... no dziadek. - powiedział zadowolony.
Wcale nie podobało mu się jak traktowano dziewczynę. Dlatego z przyjemnością to mówił.
- Kto niby? I tak jej nie znajdzie!
- Już znalazł. Mówię przecież, że wściekł się i tu zmierza.
Garuda wydał się nieco mniej pewny niż przed chwilą.
- Kim on jest?
Clarissa spojrzała przytomniej. Pradziadek?
- To Malador.
Demon zachłysnął się zaskoczony.
- CO?! Ale... ale on nie żyje od stuleci.
- Powiesz mu to jak już tu wparuje. O ile będzie chciał słuchać. A chyba nie, po tym co zrobiłeś jego wnuczce.
- Kłamiesz! On nie żyje!
Duch oparł się o ścianę i prawie przeleciał na drugą stronę.
- Malador. Nom, jest bliziutko. Można powiedzieć, że praktycznie na progu.
- Zaklęcia go powstrzymają.
Usłyszeli głuchy huk, a drobinki z sufitu posypały się im na głowy.
- Tak myślisz? Uwierz mi on bardzo lubi te dziewczyny. Są jedynymi które toleruje i uznał jako swoje latorośle. Nie chcesz wejść mu w drogę.
- Do diabła z tym! - wrzasnął chwytając ją za włosy i przykładając sztylet do gardła.
W tym samym momencie wybuch wstrząsnął ruinami. Tuż obok Garudy, w zielonym obłoku pojawił się wysoki mężczyzna w ciemnoczerwonym płaszczu. Spod sporego kaptura błysnęły zielone oczy. Chwycił mocno za nadgarstek demona i ze spokojem odciągnął od szyi dziewczyny. Gdy niebezpieczeństwo minęło odrzucił go z nekromantycznym błyskiem na pobliską ścianę. Spojrzał na ducha.
- Nie uprzedziłeś mnie wczesniej. - warknął straszliwym szeptem.
- Wybacz Panie.
Wyszeptał zaklęcie a łańcuchy zamieniły się w proch.

<Clarisso? Spotkanie rodzinne? xD >

Od Clarissy - Cd. Garudy

Dziewczyna przygryzła wargę..
-Proszę..-szepnęła cicho
-Czyżbyś martwiła się o niego?-zaśmiał się mężczyzna
Clarissa przymknęła oczy. Jeśli on zabije Desmodora...Nie, nie martwiła się o siebie. Nigdy nie myślała o sobie i nawet w chwili śmierci troszczyła by się o innych mając nadzieje, że jej strata nie będzie niczym specjalnym.
-Tak..-przyznała cicho- Martwię się bardzo o niego..
-No to już wiem. Zginie na twoich oczach, a zaraz za nim i ty stracisz życie..Albo nie..Hm..Najpierw ty.On będzie na to patrzył i zrozumie ból który ja czułem przez tyle lat...Widząc jak krzyczysz i błagasz o ratunek on będzie zupełnie bezbronny. Nie będzie mógł się ruszyć i pomóc swojej "ukochanej". W następnym czasie zajmę się nim..Genialne prawda?-zaśmiał się cicho
-Jesteś obrzydliwy-szepnęła uzdrowicielka-Myślisz, że zemsta sprawi, że poczujesz się lepiej? Tak nie jest. Siłą konfliktów nie załatwisz, a tym bardziej zabijając kogoś. Chcąc zemsty niszczy nas to od środka. Czasem lepiej porozmawiać. Trzeba nauczyć się wybaczać nie zależnie jaką krzywdę ktoś nam wyrządził.-monolog płynąc z jej ust został przerwany siarczyście wymierzonym policzkiem.
Bordowo włosa syknęła z bólu, a z przygryzionej wewnątrz skóry zaczęła sączyć się stróżka krwi
-Milcz głupia. Jak śmiesz mówić o takich głupotach. W świecie gdzie dobro i pokój nie istnieją. Nie rozumiesz sytuacji, a pleciesz jakbyś była zupełnie obeznana z całą sprawą. Jak gdyby nigdy nic urządziłaś gadkę o treści "Trzeba umieć wybaczać". Jesteś naprawdę żałosna
Nefilim czuła ból..Może powinna się powstrzymać od wygadywania takich rzeczy. Bała się, że jeśli choćby jeszcze jedno słowo zostało wypowiedziane przez nią na głos on zabiłby ją.

Garuda?)