.

.
.
.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakończone. Pokaż wszystkie posty
>Szablon wykonała Jill dla Zaczarowane-Szablony
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakończone. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 stycznia 2015

Od Ifrysa Cd Hazel

Szybowałem wysoko ponad chmurami, ciesząc się chłodem gwieździstej nocy. Księżyc jaśniał, roztaczając srebrny blask. Gdzieś tam w dole spało spokojnie miasto. Moje myśli pomknęły w stronę upadłej. Ciekawe jakie zlecenie umknęło mi sprzed nosa. Niestety nie śmierdziałem ostatnio groszem, więc przebolałem odmowę Anioła. Nagle lekki wietrzyk przyniósł ze sobą czyjś szept. "Ifrysie...". Ktoś mnie wzywał? Niewiele osób znało prawdziwe imię, które starannie skrywałem. W postaci ciemniejszej mgły pomknąłem w dół ku ziemi. Wiatr i tym razem towarzyszył mi, wskazując drogę. Już z oddali rozpoznałem czarne skrzydła dziewczyny przemierzającej wąskie uliczki. Towarzyszył jej wilk, rzucający uważne spojrzenia w ciemniejsze zakamarki. Zatrzymała się gwałtownie, kładąc dłoń na karku zwierzęcia. 
- Jednak przybyłeś. - szepnęła cicho, gdy wylądowałem kilka metrów za nią, przyjmując ludzką postać.
- Na wezwanie pięknej kobiety. - ukłoniłem się dwornie - Rozumiem, że zmieniłaś zdanie Kwiatuszku.
- Skąd...? Nieważne. - machnęła obojętnie ręką - Mam dla ciebie...
Słowa zamarły na kształtnych ustach Hazel, która wygięła się niemożliwie w tył, unikając tym samym ostrza wycelowanego w kasztanową głowę. Niewielki sztylet wbił się po rękojeść w piaskowy tynk starego budynku.
- Precz z demonami! - kilkunastoletni podlotek wyskoczył zza rogu kamienicy, wyjąc jak potępieniec. 
Wymachiwał przy tym nieudolnie krótkim mieczem podprowadzonym zapewne pijanemu strażnikowi. Wilk zawarczał groźnie, obnażając ostre kły, zamilkł jednak na jedno skinienie pani. Dziewczyna opuściła ramiona wzdłuż ciała, spoglądając na dzieciaka obojętnie. Chłopak zamachnął się mieczem, celując w pierś. Jego przeciwniczka wykonała zwinnie unik, więc siła ciosu przeważyła, ciągnąc obdartusa ku wybrukowanej ziemi. 
- Rzucanie nożami w bezbronnych idzie ci znacznie lepiej. - zadrwiła. 
Dzieciak podniósł się na równe nogi i ustawił w pozycji bojowej podpatrzonej u kogoś z równie niewielkim doświadczeniem w walce. 
- Mistrz kazał oczyścić miasto z poczwar takich jak ty! - splunął w stronę Hazel.
Wilk ponownie zawarczał, obserwując uważnie panią, gotów rzucić się zuchwalcowi do gardła na najmniejszą oznakę przyzwolenia. Postanowiłem nie interweniować w śmieszny pojedynek. Zająłem się czymś bardziej konstruktywnym, czyli przeczesywaniem pobliskich uliczek w poszukiwaniu potencjalnych wspólników chłopca.

<Hazel?>

piątek, 26 grudnia 2014

OD Ifrysa Cd Annie

Drobna postać o smukłych kształtach zadrżała lekko w moich ramionach. Jej włosy pachniały egzotycznymi perfumami. Czyżby podarunek od bogatego klienta? Mocniej ująłem rękojeść sztyletu przyciśniętego do krtani dziewczyny, z trudem skupiłem myśli na czekającym mnie zadaniu.
- Czego chcesz? - szepnęła cicho zrezygnowanym głosem.
- Informacji kotku. Przychodzili do ciebie najznamienitsi spośród arystokracji. Zapewne znasz wiele sekretów.
- Czego pragniesz panie? Sprawię, że zapomnisz o całym świecie... - słowa przechodziły jej z najwyższym trudem, choć starała się wymówić je uwodzicielsko. 
Ile w życiu wycierpiała? Nie, jestem tu wyłącznie po informacje...! - nakazałem sobie ostro w myślach. Wiele dziewcząt dziennie popada w niełaskę losu.
- Nie przybyłem tu po przyjemności Kwiatuszku. Nie odbieram kobietom tego, czego z własnej woli nie chcą mi dać. - schowałem sztylet i puściłem szatynkę.
Delikatnie odwróciłem dziewczynę w swoja stronę i uniosłem drobną brodę. Niechętnie spojrzała mi w oczy.
- Czego więc chcesz? - spytała niepewnie.
- Lord Bairre. Był twoim wielbicielem. Powiedz wszystko co o nim wiesz, a w zamian spełnię o czym marzysz skrycie Annie. Podaruję ci wolność...
Dziewczyna wstrzymała oddech i zachwiała się lekko. Podtrzymałem ją, napawając się bliskością.
- Znam twoje zwyczaje pani i mam swoje sekrety. - uśmiechnąłem się przebiegle.

<Annie?>

wtorek, 23 grudnia 2014

Od Asmistusa - Cd. Hazel

Mag gwizdnął przeciągle, widząc przerażonego chłopca wielkości kukiełki.
- Ładnie.
Hazel uniosła wyżej głowę zadowolona. Asmistus zabrał pudełeczko i machnął niezgrabnie dłonią w stronę przemienionego akolity. Albert jęknął wstając.
- Bogowie ale mi głowa pęka. - wyszeptał. - Miałem taką straszną wizję...
- Albercie. Idź odpocząć. - polecił Mistrz.
- Mmm dobrze. - wstał i chwiejnym krokiem wyszedł.
Asmistus złączył palce w piramidkę i spojrzał zamyślony na dziewczynę.
- Na przyszłość, ruszysz mojego ucznia, ruszasz mnie. Rozumiesz?
Kiwnęła głową zagryzając wargę. Wstał a pudełeczko i jego elementy zniknęły.
- No dobra a teraz sprawdźmy czy nie osiągnęłaś już szczytu swoich możliwości. Po co mi uczeń który się nie rozwija?
Prychnęła idąc do niego.
- Kolejny test?
- Nie. Informacja dla mnie. - stwierdził z prostotą. - Zostaniesz wysłana do labiryntu pod katedrą. Musisz znaleźć wyjście ale ostrzegam. Nie będziesz miała żadnych mocy oprócz absolutnie podstawowych zaklęć. Nic nie powinno cię zabić ale zranić może. Jak coś cię złapie, przegrywasz. Rozumiesz?

<Hazel? ^^ >

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Od Calipso - Cd. Leo

Calipso aż zdrętwiała z zaskoczenia. Leo Valdez przepraszający za cokolwiek? Ten Leo Valdez, którego tak nienawidziła, jednocześnie czując do niego coś więcej niż sympatię? Niemożliwe. Po tym, jak go traktowała go Ogygii, jak uderzyła go w kuźni, on ma jeszcze czelność przepraszać ją?! W całym swoim długim życiu pod postacią nimfy nie widziała kogoś tak sprzecznego.
Jakby z oddali dotarł do niej głos Leona:
- Calipso? Calipso, proszę powiedz coś. Nie patrz się tak przed siebie, proszę. Naprawdę nie chciałem cię tak zostawić. To nie miało tak wyjść. – poczuła jak szorstka dłoń dotyka jej ramienia, a chwilę później twarz chłopaka przesłoniła jej widok na tętniące życiem miejsce. Dawno już nie miała okazji widzieć tak kolorowego miejsca, wypełnionego przeróżnymi zapachami. Gwarno tu było, a dziewczyna nie mogła się nadziwić jak wiele spraw do załatwienia może mieć przeciętny człowiek. Zanim Valdez zasłonił jej widok, od dłuższego czasu obserwowała przygarbioną staruszkę, która wciąż przechodziła od stoiska do stoiska, coraz bardziej obładowana torbami. Dlaczego nikt nie pomoże jej tego dźwigać?
- Calipso! – tym razem głos chłopaka wyrwał ją z zamyślenia. Drgnęła lekko i zdziwiona uświadomiła sobie, że Leo dalej przed nią stoi.
-Nie. –dziewczyna tylko to potrafiła z siebie wydusić.
- Co? Cal, jakie nie? – Leo lekko się zaniepokoił.
- Nie przepraszaj mnie. Nie masz prawa. – widziała, że Valdez chce coś powiedzieć, lec z uciszyła go gestem ręki. – Nie masz prawa i nie powinieneś mnie przepraszać. To tobie należą się przeprosiny. Za Ogygię, za kuźnię…- ręce nifmy zaczęły lekko drżeć, więc sięgnęła to swojego chlebaczka i wyciągnęła z niego zmasakrowaną koszulkę. A raczej jej kawałek.
- Cały czas nosiłaś tą szmatkę przy sobie? Cal…
- Tak. Zrobiłam ja dla ciebie, kiedy zmieniłam o tobie swoje zdanie. Miała być niezniszczalna… A ty nawet ją potrafiłeś zepsuć…- uśmiechnęła się nieznacznie.
<Leło?>

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Od Lien - Cd. Micaha

- Zaczekaj.- zawołała Lien łagodnie. Micah powoli przystanął i obrócił się, unosząc brwi w pytającym geście. - Jacy właściciele? Święty spokój? Posłuchaj mnie uważnie, bo powtarzać nie będę. Wszyscy, którzy uczęszczają do Akademii, nieważne czy jako członkowie, czy sympatycy, tak ja Erin są ze sobą związani i przynależą tu, by chronić innych i doskonalić swoje umiejętności. Wypełniamy zlecenie, lecz także bronimy bezbronnych przed niebezpieczeństwami z góry. Zasady są jasne, a ty je znasz. Smok, człowiek czy zmiennokształtny leżą na tej samej linii szacunku i wartości. Nie ma mowy o posiadaniu kogoś, bo posiadanie żywej istoty jest niemożliwe. Nawet w przypadku kanarka, czy szynszyla jest to tylko ograniczanie wolności, a zwierzę trzymane w klatce nie jest nasze! Myślisz, że dlaczego przeszło tysiąc lat temu zmodernizowano tutaj system nauczania? Bo gdyby tego nie zrobiono smoki wykończyły by ludzi, lub odwrotnie. Jeźdźca i smoka łączy niezwykła więź, która podtrzymuje ich życie i wzmacnia. Nigdy nie powiedziałam, że Temeraire jest mój, bo nie mam do tego prawa! Więc nie zarzucaj nam czegoś, z czym nigdy się nie zetknęliśmy. Kiedy jesteś smokiem, osoba która cię dosiada jest dodatkową parą oczu i chroni twój grzbiet przed ewentualnym abordażem. Natomiast jeśli udajesz się do miasta, jeździec wzbudza większe zaufanie niż sam smok, bo jest bliższy ludziom. Jeśli tego nie rozumiesz, nie wiem czego tu szukasz. No i po co przybyłeś do Akademii jeśli według ciebie wszystko już potrafisz? Zastanów się i odpowiedz, gdy będziesz gotów. - Lien wskoczyła na grzbiet Temeraire'go i odleciała do Akademii.

<Micah? :3 >

Od Selthusa - Cd. Anastasi

Nekromanta siedział na parterze karczmy i zmuszał się do zjedzenia kiepskiej zupki warzywnej. Chwycił łyżkę i strącił ohydne mięsiwo które pływało w talerzu. Odsunął jedzenie jak najdalej. Apetyt mu nie dopisywał szczególnie gdy przed sobą miał coś takiego. Albis, jego brat siedział nieopodal i również nic nie jadł.
- Co jest? - zapytał Selthus splatając ze sobą ręce.
- N...nic. Tylko się martwię.
- Czym? - westchnął zirytowany.
- Ta dziewczyna którą przyprowadziłeś. Boję się, że nie przeżyje.
- Co z tego?  - mruknął nekromanta.
- Żartujesz? To straszne!
Selthus zmierzył go karcącym wzrokiem.
- Niemal każdy kiedyś umrze bracie. - celowo tak dobrał słowa, gdyż jego to nie dotyczyło.
Był nieumarłym. Poświęcił część duszy dla brata. Zapłacił straszliwą cenę za igranie ze straszliwymi siłami.
- To... pójdziemy do niej? - zapytał młodszy.
- Po co?
- Selthusie. - skarcił go Albis i wstał, kierując się na schody.
Nekromanta wymruczał kilka przekleństw i ruszył za nim. Wyminął niezbyt ciekawe towarzystwo, ignorując ich rozbiegane, groźne spojrzenia. Nikt nie przepadał za nekromantami. Bano się ich w równym stopniu co nienawidzono. Dlatego nikt jeszcze go nie zabił. Albis doszedł do drzwi pokoju i przekręcił kluczyk. Zobaczył przytomną dziewczynę i aż klasnął w dłonie.
- Jak się czujesz? Masz zawroty głowy? Boli cię coś? Nudności? - trajkotał radośnie, siadając na pobliskim krześle.
Selthus z westchnieniem zamknął drzwi. Za nim wszedł również Kropek, mały stworek zjadający najdziwniejsze rzeczy.
- Ja... czuję się lepiej. - wymamrotała.
Albis dotknął jej czoła. Miał lodowatą dłoń.
- Wybacz. - powiedział zawstydzony. - Muszę tylko coś sprawdzić.
- No i? Przeżyje? - zapytał Selthus.
- Wydaje się, że trucizna została całkowicie zneutralizowana. - powiedział zadowolony chłopak - Będziesz zdrowa za jakieś dwa, trzy dni.
- Dlaczego aż tyle? - zapytał nekromanta.
- Muszę mieć pewność.
- Co mi grozi? - zapytała cichutko.
- Jeśli się mylę a to niemożliwe, zostaniesz zamieniona w ghula.

<Anastasio? :3 >