.

.
.
.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kobieca intuicja. Pokaż wszystkie posty
>Szablon wykonała Jill dla Zaczarowane-Szablony
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kobieca intuicja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 marca 2015

Od Flawii Cd Serana

Flawia uśmiechnęła się, gdy dowiedziała się, że Canay skończył swoją robotę. Zdecydowała jednak, że nie pójdzie tam, ponieważ chłopak che pewnie odpocząć. Poza tym nie chciała aby wpadł przez nią w kłopoty, ostatniej nocy, gdy się spotkali na następny dzień dostał karę. Może będzie lepiej jak da chłopakowi odetchnąć po dzisiejszej karze. Nagle do jej głowy wpłynęło pytanie. Co by zrobili jej rodzice gdyby im powiedziała że mieszka z zabójcą? Nie byliby chyba zadowoleni, nie pozwoliliby jej wyjść z domu. Czemu nie bała się mężczyzny który stał obok niej? Po prostu wiedziała że nie zrobi jej krzywdy. Gdyby miał ją zabić już dawno by to zrobił. Poza tym teraz był jej starszym bratem. Nie rodzonym, ale traktowała go jak rodzinę. Co by teraz robiła gdyby wtedy na niego nie wpadła? Zapewne nic pożytecznego, chodziłaby jak codzień po mieście i kłóciłaby się z ludźmi w karczmach. To była prawdziwa zabawa. Lubiła patrzeć jak ludzie się denerwują i przeklinają rudowłosą dziewczynę chcąc odizolować się od niej. Dla Serana była miła, bardzo miła, nigdy tak się nie zachowywała. Cóż mogła jednak poradzić? W jakiś szczególny sposób uwielbiała swojego starszego brata.
Odsunęła się od toaletki i rozejrzała się po komnacie. Jej wzrok zatrzymał się na łóżku, pod którym Asai nadal siedział. Była zaskoczona że pies nadal nie wyskoczył spod łóżka. Nie była pewna czy robił to z wdzięczności czy rozumiał jej zamiary. Dziewczyna osobiście wolała drugą opcję. Nie mogła tu jednak trzymać psa w nieskończoność, przecież wieczorem ktoś będzie musiał dać coś do jedzenia. A jeśli któryś lokaj zobaczy brak nowego przyjaciela Flawii to od razu zawiadomi Serana. Powinna więc to powiedzieć że przetrzymuje psa w komnacie, aby uniknąć późniejszych kłopotów. Mężczyzna nadal stał oparty o toaletę i spoglądał w lustro, po chwili ich spojrzenia się spotkały. Braciszek wydawał się smutny, uśmiech na jego twarzy nie zmieniał faktu że Flawia widziała w jego oczach coś co go martwiło. Jako jego siostra powinna go jakoś pocieszyć.
-Wiesz co braciszku?
-Nie wiem Flawio.
-Chętnie pójdę obejrzeć te cudne motyle które są w pokoju obok. Pójdziesz ze mną. - Flawia chwyciła jego rękę i skierowała się w stronę drzwi. Może jutro porozmawia z lokajem, ale dziś musiała zająć się swoim bratem. Nie może pozwolić by chodził smutny i przygnębiony. - Jeśli chodzi o Canaya to chciałam się go tylko o coś spytać.
-O co takiego? - Spytał szybko Seran spoglądając na dziewczynę, która w ostatniej chwili skierowała się do szafy. Wybrała cienki szal chcąc ochronić gardło przed wszystkim co mogłoby spowolnić jej powrót do zdrowia.
-Chciałam go spytać gdzie jest kuchnia. Lubię tam przebywać tyle wspaniałych zapachów unosi się w powietrzu. Jutro chciałabym zrobić ciasto z owocami. O nie! Zrobię ciasto czekoladowe. Mówię ci, nigdy nie jadłeś tak wspaniałego ciasta czekoladowego jakie ja piekę. Mam nadzieję że w kuchni znajdę wszystko co mi będzie potrzebne. Wpadłam na genialny pomysł! - Zawołała i się uśmiechnęła do mężczyzny, który słuchał jej uważnie, choć w jego oczach nadal tkwił smutek. - Póki nie będę mogła wychodzić na zewnątrz, chcę przyrządzać posiłki w kuchni. - Już otwierała drzwi gdy spod łóżka wyskoczył Asai. Od razu podbiegł do dziewczyny machając ogonem. - Nie chcesz zostać sam, prawda? Wzięłam go na chwilę do swojej komnaty bo chciałam żeby nie musiał siedzieć sam na dworze. I był na prawdę grzeczny do czasu gdy ktoś nie otwiera drzwi. Myślę że on się martwi o mnie. Psy są na prawdę mądre, mimo że gdy rzuca się patykiem to one potrafią biegać w jedną i w drugą. I tak jestem zadowolona że nie wyszedł wcześniej, wytrzymał po łóżkiem na prawdę dużo czasu.

~Braciszku? Tylko się nie złość.~

piątek, 13 marca 2015

Od Serana - Cd. Flawii

Czasem w życiu przychodzi taki czas, że trzeba wziąć się w garść i wypomnieć sobie wszystkie złe rzeczy, by o nich zapomnieć. Ludzie często jednak wolą zachowywać je w kącie umysłu, by przeszkadzały w drodze do szczęścia. Niektórzy zawsze już będą żyć stłumieni poprzez wyrzuty sumienia i brak empatii świata, tak to już jest w okropnej naturze. Musieliśmy jednak sobie radzić, śmiało stawiać kroki naprzód by stawać się co raz to lepszymi ludźmi. Gdy tak szedłem wolnym krokiem do pokoju siostry chciałem wszystko spokojnie przemyśleć, zatrzymać się w miejscu i powstrzymać narastający pęd chwili. Czas leciał tak szybko, z każdą sekundą odczuwałem bolesne zmiany otoczenia. Nagle poczułem w płucach nieprzyjemne ukłucie, które wcale nie zwiastowało nic dobrego. Usiadłem natychmiast na pobliskim fotelu, odchylając głowę do tyłu. Zamknąłem oczy powoli, a przed oczami stanął mi obraz sprzed lat. Byłem jeszcze zwykłym dzieckiem, bezbronnym aniołkiem. Padał wtedy śnieg, nieopodal hulała burza śnieżna. Ja jednak wtedy niczego nie świadomy spokojnie turlałem się w białym puchu, śmiejąc się tubalnie. Wtedy też jeden z moich kolegów rzucił we mnie śnieżką i to zabójczą. W puchu ukryty był wielki kamień, który rozpędzony z łatwością rozkruszył mi żebro. Po wielkich lamentach z mojej strony w końcu zdecydowali się wezwać medyka, a ja zostałem dość nieprofesjonalnie operowany, przez co do dzisiejszego dnia muszę się borykać z problemami dotyczącymi oddychania. Złapałem się obiema dłońmi za ramiona i pochyliłem się mocno do przodu, zgodnie z zaleceniami mojego medyka. Na szczęście nic już się nie wydarzyło, więc mogłem w spokoju ruszyć dalej do celu jakim były drzwi do pokoju mojej byłej narzeczonej. Znów zobaczyłem bolesny obraz ukochanej oczami wyobraźni, co wprowadziło smutek do moich i tak już ponurych myśli. Była bezsprzecznie perfekcyjna w każdym calu, kochałem ją z całych sił, a mimo to okazała się kobietą bezduszną i łapczywą tylko na mój majątek. Przypomniałem sobie o jej wyznaniu zdrady, o mojej tamtejszej chęci mordu tego idioty, który rozkochał w sobie moją Nerilan. Nigdy wcześniej w moim życiu nie miałem większej zachcianki wbicia miecza w czyjeś ciało, odebrania istnienia niż tamtego dnia. Ileż ja wycierpiałem przez te wszystkie raniące słowa. Ba, nadal moje serce kuliło się z bezradności i rozpaczy po tej kobiecie. Wszelkie moje uczucia zostały wraz z nią wyssane do cna i myślałem, że już nigdy nie powrócą. Jednak myliłem się, poznając Flawię, a następnie Tenebris. Te dwie kobiety rozpaliły we mnie dwie, zupełnie odmienne miłości. Bo nie miałem wątpliwości, że je kochałem całymi resztkami moich sił, dla nich byłem gotów poświęcić życie. Uśmiechnąłem się delikatnie, ocierając wierzchem dłoni zawilgotniałe oczy. Zatrzymałem się przed drzwiami siostry, przybierając neutralny wyraz twarzy, by nie dać poznać po sobie moich poprzednich przemyśleń. Zapukałem zdecydowanie w drzwi, czekając cierpliwie na ich otworzenie. Stanąłem twarzą w twarz z Flawią, więc spojrzałem jej w oczy jak to już miałem w zwyczaju. Zaczęła mi się bezsensownie tłumaczyć, choć nie zadałem jej żadnego pytania. W ciszy przetrwałem jej stosunkowo krótki, lecz ciągnący się niemiłosiernie monolog, starając się sobie przypomnieć po co też ja tu przyszedłem. Uśmiechnąłem się ledwo zauważalnie, a moje oczy zabłyszczały pod impulsem euforii. Chwilę później chwyciłem rękę siostry, w której to znajdowała się porcelanowa filiżanka. Z ust Flawii wydobył się cichy okrzyk zaskoczenia, na który odpowiedziałem jej serdecznym śmiechem. Odstawiłem naczynie na blat, po czym znów ująłem dłoń dziewczyny, kierowany coraz to nowszymi pomysłami czerpiących swoją esencję ze zwykłych impulsów, nieprzemyślanych gestów. Zazwyczaj nie myślałem tak lekkodusznie, ale ten raz mogłem sobie na to pozwolić. Po chwili już w spokoju tańczyłem z nią na środku pokoju, nie zwracając uwagi na brak muzyki. Cały czas prowadziłem, zmieniając tępo naszych kroków. Często okręcałem ją w delikatnym piruecie, raz nawet uniosłem na dłoniach w górę, niczym dostojnego łabędzia. Tańczyliśmy tak około dziesięciu minut, a na pewno nie więcej niż piętnastu, lecz mimo to wymęczyłem się za wszystkie czasy. Flawia jednak nie rozluźniła się ani razu, cały czas był sztywna i spięta, jakby czegoś się obawiała, ukrywała coś. Wolałem jednak zapomnieć szybko o takim wrażeniu, ciesząc się chwilą. Zaczerpnąłem głęboko powietrza i wypuszczając je usiadłem na fotelu. Zaśmiałem się tubalnie, co było jak najbardziej szczerą reakcją na widok iście zdezorientowanej miny Flawii, która stała teraz przy toaletce, trzymając się ręką jej blatu. Postanowiłem nie wyjaśniać jej słowami mojego zachowania, bo sam nie potrafiłem dobrze wytłumaczyć sobie całego zajścia. W gruncie rzeczy jednak na tym polegała cała zabawa czerpana przeze mnie z tegoż incydentu. Wstałem niechętnie z siedziska i podszedłem do niej, również opierając się o drewniany mebel. Nie patrzyłem na nią tym razem, mój wzrok zawiesił się bezwiednie na jednej z falbanek utworzonej przy poduszce dziewczyny. Zapewne nikt tej fałdce nie poświęcał wiele czasu podczas jej istnienia, dlatego postanowiłem sprawić jej radość wpatrywaniem się w nią. Nie analizowałem jej koloru, kształtu czy innych błahostek, tylko po prostu pochłaniałem ją wzrokiem. Prychnąłem z pogardą na to niedorzeczne zajęcie, przez co moja towarzyszka natychmiast skierowała na mnie wzrok. To był czas by się odezwać.
- Flawio, muszę przyznać, że zapomniałem, czego to od ciebie oczekiwałem. Canay, spytasz? Na co ci ten nieudacznik nie traktujący poważnie swojej pracy? Cóż, właśnie skończył swoją pracę i zapewne odpoczywa w jednym z pokoi służby. Możesz tam iść, jeśli chcesz.- dodałem z ostatnią rezygnacją. Najlepiej w ogóle nie dopuściłbym do spotkania tej dwójki. Czemu los zawsze stawiał mnie w najgorszych sytuacjach? Czy kiedykolwiek chciałem by moja przybrana siostra uganiała się za jednym z służących? Nigdy bym o tym nawet nie pomyślał, a teraz proszę, najgorsze koszmary się iściły. Nikt nie mówił, że byłem zły, po prostu zasmuciłem się faktem, że moja ulubienica życzy sobie spotkania z tym niehonorowym i nieobowiązkowym człowiekiem, jakim był ów Canay. Chętnie nauczyłbym go jeszcze nie raz w życiu rozsądku, ale jeszcze nie nastał na to odpowiedni moment. Na pewno nie przegapiłbym takiej znakomitej okazji do pozbycia się zbędnego balastu. Co prawda wcześniej nie lekceważył swoich obowiązków, lecz dzisiejszej nocy załatwił sobie u mnie potępienie na wieki. Potrząsnąłem głową odrzucając ciężkie myśli, by przywrócić na twarz uśmiech. Przez przypadek musnąłem dłonią nadgarstek siostry, co spowodowało jej natychmiastowe spojrzenie na mnie, a wcale nie chciałem wyrywać jej z przemyśleń. Na wyjaśnienie więc wprowadziłem na twarz najpiękniejszy z moich przepraszających, niewinnych uśmiechów, które były tak dobrze znane w mojej młodości.

<Flawio? Ględzenie o niczym, a poczucie winy i tak mnie zżera.>

środa, 4 marca 2015

Od Flawii Cd Serana

Flawia usiadła do stołu w zamyśleniu. Czyli jednak wiedział o jej chorobie, gdyby było inaczej nie powiedziałby że będzie musiał znaleźć zajęcie dla niej przez kilka następnych dni. Zabierając się za jedzenie wpadła jej do głowy pewna myśl. Uśmiechnęła się delikatnie widząc jak Seran się jej przygląda, ciekawe czy wiedział że rudowłosa dziewczyna coś knuje. Zapewne nie, ale to dobrze gdyby wiedział co chcę zrobić od razu dowiódłby ją od tego pomysłu. Flawia bawiła się przez chwilę kawałkiem kaczki, ale gdy spostrzegła raczej niezadowolone spojrzenie swojego brata, szybko zjadła niewielki kawałek jasnego mięsa. Obiad był wspaniale przygotowany, wyśmienita kaczka, ziemniaki i jakaś sałatka. Z filiżanki unosił się zapach szałwii. Nie odzywała się podczas jedzenia choć przyszło jej do głowy kilka tematów. Seran szybko skończył obiad, choć jadł wcale nie tak szybko. Flawia po chwili skończyła obiad i wstała od stołu. Głowa bolała ją trochę słabiej niż przedtem, ale nagle poczuła nieprzyjemne drapanie w gardle. Cicho zakaszlała i uśmiechnęła się delikatnie, jakby chcąc powiedzieć że wszystko jest w porządku.
-Pójdźmy teraz do motylarni, myślę że spodoba ci się tam. - Powiedział Seran idąc obok Flawii. Dziewczyna musiała się wydostać poza zasięg jego wzroku.
-Może pójdę tam pod wieczór teraz chętnie bym się położyła. Głowa mnie trochę boli.
-Skoro tak uważasz. - Razem z Seranem wróciła do jej pokoju, jak zawsze było tam jasno i ciepło. Ta komnata była na prawdę przepiękna, choć osobiście miała ochotę się przenieść do innego pomieszczenia, trochę cieplejszego. - Potrzebujesz czegoś? - Spytał rozglądając się po komnacie podczas gdy Flawia dochodziła do łóżka.
-Mam tu wszystko czego dusza może zapragnąć. Dziękuję braciszku. - Seran uśmiechnął się tylko niepewnie i wyszedł z komnaty. Dziewczyna usiadła na łóżku i dotknęła dłonią czoła. Czyżby nie wydało się Seranowi dziwne to że Flawia nie ma ochoty zobaczyć tego ci znajdowało się w pokoju obok? Siedziała tak jeszcze pięć minut zastanawiając się gdzie może być jej brat. Miała nadzieję że siedzi teraz w swoim gabinecie. Wstała z łóżka i podeszła do szafy wybierając z niego płaszcz. Szybko go nałożyła i cicho wyszła z pokoju przemykając drzwi. Mało nie dostała zawału gdy trafiła na pokojówkę.
-A panienka to gdzie się wybiera?
-Ja właśnie się wybierałam po coś do picia. - Powiedziała Flawia biorąc tacę z jakimś naparem w pięknej filiżance.
-W płaszczu?
-Zimno mi trochę było, a nie chcę się jeszcze bardziej rozchorować.
-Rozumiem.
-Dziękuję, wieczorem odniosę tacę do kuchni. Poproszę kogoś aby mnie tam zaprowadził. - Mówiąc to miała na myśli Canaya który pewnie skończy do wieczora zajmować się pracą w ogrodzie. Weszła ponownie, tym razem z tacą do swojego pokoju i odprawiając pokojówkę. Położyła tacę z naparem na stoliku i wzięła filiżankę z której upiła troszeczkę napoju. Było całkiem dobre choć zdecydowanie wolała miętę. Odłożyła filiżankę i zmarszczyła czoło. Przecież ona nie zleciła nikomu przygotowania naparu z ziół. Czyli jednak dobrze myślała, lekarz wszystko powiedział Seranowi o jej chorobie dając mu wypis co powinna spożywać Flawia aby mogła szybko powrócić do zdrowia. Gdy stwierdziła że pokojówka już dawno odeszła wyszła szybko z pokoju. Ruszyła jak najciszej wzdłuż korytarza by po chwili móc wyjść na zewnątrz. Otworzyła drzwi i uderzyło w nią chłodne powietrze, było takie przyjemne i świeże. Zagwizdała nie za głośno mając nadzieję że jej przyjaciel przebiegnie. Nie wiedziała czy zna te formę przywołania, szybko jednak czarny pies ukazał się jej oczom. Podbiegł do niej merdając ogonem i zaszczekał dwa razy. Dziewczyna kucnęła i pogłaskała psa uciszając go. Podniosła każdą łapę sprawdzając czy nie ma ba nich błota lub czegoś innego. Chwyciła psa za obrożę u szeptała nakazując mu zachować ciszę. Wydawało się dziewczynie że pies zrozumiał polecenia ponieważ stał się spokojny i przyglądał się jej ciekawie, chcąc sprawdzić czy Flawia jest z niego zadowolona.
-Dobrze, grzeczny Asai. Musisz być teraz bardzo cichutko. - Powiedziała i uśmiechnęła się do psa. Otworzyła drzwi i weszła trzymając Asaia za obrożę. Ruszyła razem z nim w stronę swojej komnaty. Po korytarzu na szczęście nikogo nie było, ale z drugiej strony odgłos stukania obcasów i pazurów uderzających o podłogę roznosił się po całym korytarzu. Szybko weszła po schodach i dotarła do komnaty. Otworzyła drzwi i wpuściła psa do środka, rozejrzała się i stwierdziła że wszystko jest na swoim miejscu. Zdjęła płaszcz i zawiesiła go do szafy. Podeszła do psa i pogłaskała go po głowie, zamerdał wesoło ogonem. Nie rzucał się już na ptaki przebywające w klatce. Dziewczyna podeszła do drzwi i zapukała w nie. Asai szczeknął dosyć głośno ale od razu ucichł gdy Flawia spojrzała na niego niezadowolona. - Nie wolno zaczekać. Nie Asai. - Zapukała w drzwi jeszcze raz. Asai zawarczał obnażając kły. - Ciii. - Podeszła do psa i poprowadziła go do łóżka. Podniosła pościel i pokazała psu miejsce pod łóżkiem. - Tu będziesz siedział gdy ktoś wejdzie. Na wszelki wypadek położę tu jednak posłanie. - Powiedziała szybko wyjmując posłanie z torby. Włożyła je pod łóżko i pokazała przyjacielowi aby tam wszedł. Ten jednak chyba nie zrozumiał o co chodziło dziewczynie więc ta go wepchnęła pod łóżko z niejakim trudem. - Siad. - Pies usiadł na posłaniu nie wiedząc dlaczego ma siedzieć pod łóżkiem. - Zostań Asai, zostań. - Flawia opuściła pościel i podeszła do drzwi pukając w nie. Spod łóżka wydobyło się głośne warczenie. - Cicho Asai. - Pies zamilkł i Flawia wróciła do łóżka zadowolona z efektu, mimo że pewnie Asai zapomni o całej choć bardzo krótkiej lekcji. Siedziała po chwili na łóżku głaszcząc psa i pijąc napar. Nagle usłyszała pukanie do drzwi. Asai od razu skierował swoją głowę w stronę drzwi.i zawarczał nieco ciszej niż wcześniej czując dotyk Flawii na szyi. Podniosła pościel i wpychając psa po łóżko. - Zostań i bądź cichutko. - Puściła pościel poprawiając ją i podeszła do drzwi. Otworzyła je i spojrzała na człowieka przed sobą. Seran patrzył na nią nieco obojętnie, jakby był znudzony patrzeniem na Flawię. Dziewczyna uśmiechnęła się słabo patrząc w jego oczy niepewnie. - Chcesz czegoś ode mnie braciszku? Już wypiłam swój napar więc nie musisz się o mnie martwić... Canay już skończył pracować? Chciałam go o coś poprosić.

~Seran? Mam nadzieję że praca Flawii nie pójdzie na marne.~

niedziela, 1 marca 2015

Od Serana - Cd. Flawii

Flawia. Ta istota od początku zaczęła mnie swoistą naturą zaskakiwać, wręcz fascynować. Potrafiła świetnie mną zawładnąć, sam nawet nie zdawałem sobie sprawy z jej igraszek. Wprowadzała mnie w zupełnie inny stan niż mi znany, cały czas była dla mnie wielką zagadką. Na dodatek była moją przybraną siostrą, choć znałem ją przez głupie trzy dni. Wszystko potoczyło się bardzo szybko, jak niewiarygodna historia rodem z najznakomitszego teatru w królestwie. Pomyśleć, że gdybyśmy obydwoje nie wybrali się wtedy do miasta za przeczuciem to nigdy byśmy się nie poznali była niezbyt pokrzepiająca, jednak zaraz uspokajał mnie jej widok przy moim boku. Jej powalający uśmiech i rude kosmyki naprawdę wnosiły do mojego zamku tyle szczęścia, że było to aż ponad moje najśmielsze oczekiwania. Nieraz zachowała się nieco dziecinnie, jednak udowadniała w innych sytuacjach swoje świetne opanowanie i rozwagę. Coś jednak jej dziś zaszkodziło, mimo prezentu jaki jej sprawiłem. Musiała się biedna zaziębić podczas nocnych podróży. Jakże byłem głupi nie pilnując sam tej damy, doprawdy. Na myśl o nieokrzesanym służącym aż mimowolnie zacisnąłem pięści ze złością. Przed chwilą wyszedł lekarz, informując mnie o zaleceniach co do dziewczyny. Zasmucił mnie fakt jej potrzeby pozostania w posiadłości, jednak nie chciałem ryzykować pogorszeniem się jej stanu. Patrzyłem na wywary do podania Flawii ze znużeniem. Siedziałem sam w pustej jadalni, obserwując pusty stół nakryty nieskazitelnie białym obrusem. Tuż przede mną było nakrycie z porcelany, a obok srebrne sztućce. Ująłem w dłoń ciężki widelec i począłem stukać w kant kieliszka napełnionego do połowy naparem z szałwii, bowiem nie piłem nigdy alkoholu do obiadu w mym domu. Metaliczny odgłos rozniósł się po całym pomieszczeniu, stopniowo zanikając. Chwyciłem się za skroń, starając sobie przypomnieć co też miałem jeszcze do zrobienia. W tym tygodniu nie szykowałem się na żadne zabójstwa, zlecenia wszystkie już wykonałem poniedziałkowej nocy. Zabijając siedem osób jednego dnia można zwariować, fakt... Dla mnie było to brutalną normalnością. Przyjrzałem się moim złotym obcasom od obuwia i zastukałem nimi dla zabawy. W tym momencie od strony drzwi wjechały służące z wielką złotą tacą na której prezentowała się kaczka w pomarańczach. Zignorowałem je właściwie, kiwając tylko głową z uznaniem. Wręczyłem jednej z nich receptę Flawii, następnie przystąpiłem do monotonnego posiłku. Kiedy to kończyłem już swą porcję usłyszałem jak drzwi wejściowe się otwierają, lekko skrzypiąc. Zobaczyłem tam siostrę i aż odebrało mi dech w piersiach. Wyglądała doprawdy cudownie w nowym ubraniu, jak najprawdziwsza z dam. Sam byłem w istocie lwem salonowym, ale ona naprawdę prezentowałaby się świetnie przy moim boku. Obserwowałem ją z uwagą, uśmiechając się tylko. Przyszła w końcu niepewnie do stołu, proponując mi coś zupełnie absurdalnego - lekcje tańca. Nienawidziłem, nie potrafiłem i nie chciałem tańczyć, było to zajęcie dla leniwych i nic nie wartych burżujów z rodów szlacheckich, czyli poniekąd też i mnie. To zajęcie przywoływało we mnie zresztą zbyt wiele wspomnień, szczególnie związanych z pięknością mojego życia w postaci Nerilan. Tak, gdy ona zatańczyła płomienne tango lub dostojnego poloneza można było tylko patrzeć i niedowierzać jej wdziękom. Cudowna kobieta, moja pani i władczyni. Tak mnie omotała, że zostałem na bruku (przynajmniej psychicznym). Pokręciłem głową, stwierdzając, że to nie jest najlepszy moment na myślenie o niej. Wstałem z krzesła, podchodząc do siostry. Nieoczekiwanie chwyciłem ją za dłoń, okręcając ją w piruecie. Gdy już zachwiała się lekko opuściłem ją na moje przedramię i spojrzałem prosto w oczy, uśmiechając się zagadkowo. Delikatnie postawiłem ją do pionu, odwracając się. Założyłem na powrót moje rękawiczki i z godnością poprawiłem przekrzywione pióro w kieszeni. Nie odwracając się do Flawii orzekłem:
- Dzisiaj nie mam na to ochoty, siostro. Może innym razem. Teraz usiądź przy stole i zjedz ze mną obiad. Potem pójdziemy do motylarni koło twego pokoju, tam się dostatecznie wygrzejesz na twoje dolegliwości. Skoro następne dni musisz spędzić w domu, będę ci musiał znajdować zajęcia.- uśmiechnąłem się sarkastycznie, w myślach słysząc jedno gromkie: touche, oznaczające moją mocną kartę wyciągniętą w jej stronę. Tak, świetnie to rozegrałem. Zapewne liczyła na to, że lekarz nie udzielił mi żadnych informacji, biedaczka. Tymczasem wiedziałem wszystko o stanie Flawii i w moim obowiązku było zadbać o tę kruchą istotę, którą to darzyłem takim dziwnym mi oddaniem.

<Flawio? Mam nadzieję, że się nie gniewasz>

poniedziałek, 23 lutego 2015

Od Flawii - Cd, Serana

Flawia otworzyła oczy gdy usłyszała jak Seran zamyka drzwi. Leżała tak jeszcze dosyć długo czując nasilający się ból w głowie. Nagle ktoś zapukał, a dziewczyna od razu zerwała się z łóżka mało się nie łamiąc gdy zleciała na podłogę. Podniosła się z grymasem bólu na twarzy i podeszła do drzwi masując obolałą rękę. Otworzyła drzwi i ujrzała mężczyznę, znała tego medyka bardzo dobrze. Niecałe dwa miesiące temu przyszedł, aby obejrzeć jej kostkę którą wykręciła podczas wyskakiwania przez okno na skrzynie i beczki które stały w uliczce. Szkoda tylko że góra jednej z beczek nie wytrzymała i pękła, a Flawia wleciała do środka. Wracała później w połowie mokra do domu, ponieważ w środku beczki znajdowała się jakaś dziwna lepka ciecz przypominająca miód tylko że była znacznie rzadsza. Medyk uśmiechnął się do niej i wszedł do środka.
-A co panienka Flawia tu robi?
-Piśnij choć słowo moim rodzicom, a już nigdy nikogo nie wyleczysz. - Zagroziła dziewczyna zamykając za medykiem drzwi. Nie rozmawiali zbyt długo ponieważ mężczyzna zaczął ją badać, by po chwili mógł określić stan w jakim znajdowała się Flawia. Po kilku minutach odsunął się od niej i pokiwał głową.
-Czeka cię siedzenie w domu przez kilka dni...
-Co!? - Krzyknęła dziewczyna podchodząc do medyka. To co właśnie powiedział było dla niej jak wyrok śmierci.
-Nie może panienka wychodzić z domu. Jeżeli panienkę przewieje to rozchoruje się panienka nie na żarty. Trzeba teraz uważać na pani zdrowie, musi panienka wygrzewać się aby choroba szybko przeszła. Źle się skończy jeśli tym razem panienka mnie nie posłucha. - Dziewczyna pokiwała że smutkiem głową, a medyk wypisał jakie napary miała pić. - To życzę szybkiego powrotu do zdrowia panienko.
-Dziękuję. - Odpowiedziała zamykając za medykiem drzwi i podeszła do łóżka chowając kartkę pod poduszką. Miała nadzieję że medyk nie powiadomi Serana o jej stanie... Pogoda była zbyt piękna aby nie wychodzić z zamku. Po kwadransie przyszły pokojówki i pomogły jej się przyszykować do obiadu. Chwilę później była ubrana w piękną sukienkę którą polecił jej braciszek. Makijaż został poprawiony na znacznie delikatniejszy, a fryzura została jeszcze raz ułożona.
-Nie wygląda panienka najlepiej. - Powiedziała jedna z pokojówek i przyglądała się jej bladej twarzy mimo iż było jej bardzo ciepło co powinno spowodować delikatne rumieńce.
-Medyk stwierdził, że się troszeczkę przeziębiłam, ale to nic poważnego. - Powiedziała i uśmiechnęła się jakby chciała podkreślić ostatnie słowa. Źle się czuła nie wspominając o tym że dostała listę z naparami jakie powinna pić. - Zaraz będzie obiad?
-Tak.
-W takim razie już pójdę. - Powiedziała i szybko wyszła z pokoju kierując się do jadalni. Po drodze spotkała Canaya, od razu poczuła jak robi się jej lepiej. Podeszła do niego i przyjrzała mu się.
-Przepraszam. Gdybym wczoraj nie wyszła w nocy nie musiałbyś zajmować się żywopłotem. Dużo ci jeszcze zostało pracy?
-Nie panienko. - Odpowiedział rozglądając się niepewnie po korytarzu. Zapewne obawiał się że nagle może pojawić się Seran który znajdzie mu kolejne zajęcie, aby się nie nudził.
-Widziałeś może medyka? - Spytała wnosząc delikatnie głowę, aby móc spojrzeć mu w oczy.
-Tak, wyszedł jakieś dziesięć minut temu. Widziałem jak Seran zamyka za nim drzwi. Stało się coś?
-Nie tak po prostu się zastanawiałam... Może spotkamy się później Canay.
-Do widzenia panienko. - Powiedział kłaniając się, a Flawia szybko ruszyła do jadalni. Seran już stał przy stole i uważnie ją obserwował. Dziewczyna szybko podeszła do krzesła.
-Mam nadzieję że nie musiałeś na mnie długo czekać... Myślałam że mogłabym nauczyć cię tańczyć. Co ty na to? - Spytała nie chcąc wchodzić na temat dotyczący jej zdrowia. Ile mu powiedział medyk? Może więcej niż dla niej, medycy nie raz zachowywali jakąś część prawdy dla siebie. Tak, nie raz już usłyszała negatywne opinie na ich temat od ludzi którzy rozmawiali dosyć głośno na ulicach. Uśmiechnęła się do Serana nie chcąc sprawiać żadnych podejrzeń.

~Serku? Co powiesz na lekcje tańca?~

sobota, 21 lutego 2015

Od Serana - Cd Flawii

Zadziwił mnie widok mojej siostry na łóżku, wyglądała jeszcze bardziej krucho i blado niż zwykle. Nawet jej rude kosmyki, zazwyczaj lśniące intensywnym kolorem niczym lisia kita tym razem jakby straciły swój połysk i zyskały swoistego rodzaju matowość. Zasmuciło mnie to, aż bałem się w głębi o jej stan zdrowotny. Zdjąłem moje rękawiczki, rzucając je na pobliski fotel. Usiadłem na łóżku Flawii, która teraz również była wyprostowana na nim jak struna od cytry czy innej wiolonczeli. Przeprowadziłem z nią krótki dialog, który zapadł na jej wypowiedzi. Gorliwie zapewniała mnie o swojej pełnej dyspozycji jakby chciała coś zatuszować, ukryć swoje prawdziwe odczucia lub myśli. Westchnąłem głęboko, łapiąc się dłonią za skroń, która ni stąd ni zowąd zaczęła mi boleśnie pulsować. Fakt, że moja siostra (choć przybrana) ma przede mną coś do ukrycia był dla mnie wręcz raniący, co sam przyjąłem ze zdziwieniem. Zazwyczaj wcale nie przejmowałem się takowymi błahostkami, właściwie to mało co wywoływało u mnie uczucie zainteresowania lub przejęcia, musiało to być coś naprawdę godnego uwagi. Dotknąłem powoli czoła Flawii, zważając na moje ruchy ze szczególną sobie troską. Nie chciałem przecież siostry zadziwić albo, co gorsza, wprowadzić w stan zniesmaczenia moim, bądź co bądź, śmiałym zachowaniem. Czoło dziewczyny było dość ciepłe, jednak w moim mniemaniu nie wychodziło ponad normę, a taką przynajmniej miałem nadzieję. Odwróciłem wzrok w miejsce wazonu z delikatnymi kwiatami jakimi były białe lilie. Poprzetykane z długimi laskami cynamonu sprawiały wrażenie eleganckich a zarazem niewinnych, jakby przepraszających za swą urodę łapiącą za serce. Przez myśl przeszło mi jednak, że warto byłoby odpowiedzieć siostrze na zadane mi pytanie, bo zdawało mi się że trochę za długo zwlekałem z odpowiedzią. Musiałem się skupić by przypomnieć sobie treść pytania jakie zostało skierowane do mnie. W końcu odkryłem, że chodziło mojej jakże urodziwej siostrze o powód mojego przybycia. Odwróciłem głowę w jej kierunku i zauważyłem, że ta leżała już na łóżku, jakby zbyt zmęczona czekaniem na moją interakcję.
- Przyszedłem z czystej ciekawości, bo jak na moje kryteria rozpakowywałaś się trochę więcej czasu niż byłbym w stanie sobie wyznaczyć na tę czynność. W każdym razie, zaraz zawołam do ciebie medyczkę. Jeśli okaże się, że zgodnie z twoją wersją jesteś zdrowa to radzę ci zejść na obiad. Przypominam również, że damie przystoi przebrać się przed posiłkiem. Osobiście proponuję ci tą świetną suknię z atłasową koronką o kolorze karmelu, będzie świetnie podkreślać twoje oczy. Tymczasem siostrzyczko...- tu zawahałem się chwilę, nie będąc pewny swojego kroku. Tak dawno tego nie robiłem, że wcale nie miałem pewności co do tego nieznanego mi ruchu. Dla wielu tak oczywisty, codzienny. Dla mnie, okrutnego zabójcy i człowieka godnego najgorszych tortur w piekle, gest ten był zupełnie odmienny i tak niespodziewany i przepełniony swoistym urokiem oraz nutą tajemniczością, że aż przebiegł mnie dreszcz. W pewnej chwili zamyśliłem się, nie do końca pewien swojego dosyć haniebnego czynu, wychodzącego ponad oczekiwania innych ludzi. Może i tłumy miałyby inne zdanie niż ja, ale ja teraz właśnie przeżywałem krótką falę dreszczy i stresu. Tak trudno było mi się na to zdobyć, tak trudno było mi nachylić się i złożyć delikatny pocałunek na policzku dziewczyny, tak cichej i nieruchomej. Może zapadła w sen, a może nadal trwała przy mnie, w świecie jawy, a nie pięknych marzeń sennych? Nie byłem tak odważny by to sprawdzić. Zsunąłem się szybko z łóżka i wyszedłem z pokoju, kierując się do gabinetu pokojowych. Poleciłem posłać kogoś po medyka do Flawii, jednocześnie oznajmiając o wyznaczonej przeze mnie godzinie obiadu. Sam poszedłem szybkim krokiem do mojego pokoju, czując na sobie ciężkość tego dnia. Jaką miałem ochotę zanurzyć się z lubością w miękkie falbany mej nowej pościeli, zatopić twarz w poszewce z przedniego kaszmiru. Nie uczyniłem jednak tego, starając się myśleć trzeźwo. Podszedłem do mojego lustra w złotej ramie i zobaczyłem mój tragiczny wręcz stan. Wyglądałem doprawdy okropnie. Zmierzwione włosy, przekrzywiona muszka i zbyt długo trzymany zarost od razu rzucały się na widok. Potem odkryłem jeszcze z zażenowaniem sińce pod oczami i małą plamkę z gruntu ogrodowego na świeżej białej koszuli. Na początek przemyłem twarz wodą, przecierając dokładnie oczy. Zauważyłem też suchość moich warg spowodowaną zbyt długim przebywaniem na wietrze. Zniwelowałem ją odrobiną miodu, wsmarowując go z dokładnością w wargi. Następnie starłem nadmiar wilgotną chustą. Chwyciłem za grzebień i przywróciłem ład moim kręconym włosom, przy okazji spryskując je nowym specyfikiem, który miał podobno nadać im swoistego blasku. Siebie popryskałem perfumami o zapachu cytrusów zmieszanych z morską wodą i przystąpiłem do wybierania sobie nowego stroju. Otworzyłem szafę z najlepszymi ubraniami, przeglądając po kolei każdy frak, garnitur i inne odzienia wierzchnie. W końcu zadecydowałem z lekkim uśmiechem na twarzy. Wyjąłem z szafy frak ze złotymi zdobieniami. Miał w swojej kieszeni filuterne białe pióro, usztywnione jakimiś dziwnie pachnącymi płynami. Następnie wziąłem jedną z moich czarnych koszul. Miała wysoki, postawny kołnierz i dodawała swoim fasonem znacznej elegancji. Zdjąłem poprzednie ubranie, przy okazji obserwując swój nagi tors. Szybko ubrałem się i już chciałem wyjść, gdy pokręciłem głową ze zdenerwowaniem. Spodnie, buty oraz rękawiczki nie zostały jeszcze przeze mnie wybrane, a ja chciałem już sobie odejść. Poprawiłem sobie mankiety fraka i wybrałem dość obcisłe spodnie, również o kolorze czarnym, co dodało mojemu stroju elegancji, ale i trochę smutku. Żeby nie uchodzić do końca za takiego dodałem sobie buty ze złotymi, męskimi obcasami. Galanteria i przewrotność w jednym. Poprawiłem pióro w kieszeni, jeszcze raz obejrzałem się w lustrze i w końcu ruszyłem na posiłek, mając nadzieję, że zobaczę tam moją drogą Flawię.

<Flawio? Przepraszam za długi brak odpisu, ale uzupełniam go modnisiem Seranem na zgodę>

środa, 11 lutego 2015

Od Flawii - Cd. Serana

Dziewczyna patrzyła na lokaja, który dalej przycinał żywopłot. Może Seran miał rację, na pewno miał rację. Był od niej starszy i wiedział o czym mówi. Flawia pogłaskała Asaia, który grzecznie siedział i rozglądał się po ogrodzie. Może Flawia zajęłaby się czymś pożytecznym? Wstała z ławki i odpięła smycz od obroży psa. Ten spojrzał na nią zaciekawiony i ruszył powoli przez trawnik jakby był panem tego ogrodu. Chodził z nosem przy trawie jakby czegoś szukał. Flawia przez chwilę go jeszcze obserwowała, ale jej wzrok zatrzymał się na jednym punkcie. Canay nadal przycinał żywopłot, cóż za okropna kara, przecież to była jej wina. Człowiek nie jest ze stali, każdy musi spać, każdy z nas ma jakieś granice. Poczuła na sobie spojrzenie Serana więc zwróciła swój wzrok w jego stronę.
-Gdzie idziesz?
-Do pokoju. - Odpowiedziała ruszając w stronę zamku. Miała nadzieję że nikt nie rozpakował jej,bagaży. Nie chciała aby,ktoś dotykał jej rzeczy, chyba że wyraźnie da na to zgodę. - Mam kilka rzeczy którymi powinnam się zająć.
-Może ci pomóc?
-Wolę sama tym się zająć braciszku. - Seran kiwnął głową i zaczął obserwować psa. Asai dumnie chodził po ogrodzie, co jakiś czas zerkał czy jego przyjaciele nie zostawili go samego. Jak dostanie budę będzie mógł w niej wygodnie odpocząć. Flawia po chwili szła korytarzem, myślała o wszystkim i o niczym. Podejmowała się jakiemuś pomysłowi, ale po chwili go porzucała i zapominała że w ogóle istniał. Po chwili doszła do komnaty. Całe szczęście nikt nie otwierał jej bagażu. Otworzyła torby i zaczęła wszystko chować do szafy. Figurki i inne drobne rzeczy układała na półkach. Gdy skończyła podeszła do wyjścia na balkon, nie otwierała jednak drzwi. Wszystko dobrze widziała, uśmiechnęła się delikatnie. Lubiła tak stać i obserwować, było to jednym z jej ulubionych zajęć. Przychodziły wtedy jakieś dziwne myśli. Teraz jednak nie myślała o niczym konkretnym. Zastanawiała się co teraz robi Seran, nadal pewnie siedział i o czymś myślał. Flawia podeszła do łóżka i usiadła na nim. Wczorajsze nocne spacerki trochę ją zmęczyły. Nie czuła się tym bardziej że chodziła boso po lodowatej podłodze. Będzie pewnie chora, czuła słaby ból w głowie, ale to może być tylko zmęczenie. Dziewczyna zdjęła pantofelki i w sukni położyła się na łóżku, było takie wygodne jak w jej domu. Wcześniejszym domu. Flawia zamknęła oczy i już miała pogrążyć się we śnie gdy nagle usłyszała pukanie do drzwi. Nie miała siły się podnieść z łóżka i sprawdzić kto znajduje się za drzwiami komnaty.
-Proszę. - Zawołała dziewczyna siadając na łóżku i obserwując drzwi. Nagle ktoś delikatnie otworzył drzwi jakby nie będąc pewien czy dobrze usłyszał. Tym kimś okazał się Seran, spojrzał na nią pytająco i podszedł bliżej.
-Źle się czujesz? - Flawia poprawiła się na miejscu i dając znak aby Seran usiadł na łóżku. Powinna mu mówić że źle się czuje? Będzie tylko się niepotrzebnie martwił. Chociaż z drugiej strony jak nagle mu gdzieś padnie nieprzytomna to pewnie będzie jeszcze więcej problemów. Uśmiechnęła się delikatnie do niego i dotknęła fryzury sprawdzając czy nie rozwaliła się. Była nadal cała co bardzo zaskoczyło Flawię, gdyż jej fryzury ledwo trzymały się przez dwie godziny.
-Troszeczkę... Ale nie martw się o mnie, to przez te wczorajsze spacerki. Położyłam się później niż ty więc jestem trochę niewyspana. Dlaczego tu przyszedłeś? - Spytała patrząc na balkon, było słonecznie, mimo że chmurki co jakiś czas przepływały po niebie. Ogólnie było ładnie i przyjemnie. Znów pomyślała o chłopaku, który przez nią musiał teraz przycinać żywopłot. Nagle wyobraziła sobie ich wspólny spacer, rozmawialiby o wszystkim i o niczym. Pogoda byłaby taka jak dzisiejszego dnia. Wszystko byłoby takie wspaniałe... Powinna tak nie tak bujać w obłokach gdy obok był Seran. Lepiej aby nie wiedział o czym teraz myślała. Nie lubił Canaya, a on przecież nic złego nie robił. Przeniosła wzrok na Serana czekając aż w końcu odpowie.

~Braciszku?~

poniedziałek, 9 lutego 2015

Od Serana - Cd. Flawii

Flawia siedziała ze mną na ławce, prowadziliśmy rozmowę na całkiem przyzwoitym poziomie, nie martwiąc się o nic. Pomówiliśmy odrobinę o jej nowym psie i miejscu na jego nocleg, jak i o tym działającym mi na nerwy lokaju. Przeszliśmy się nawet z naszym pupilem po moim zamku, jak i kilku pokojach. Służący zwracali na to uwagę, co niektórzy nawet słowną. Bowiem nigdy w tym miejscu nie mogła postać żadna łapa, szpon czy co tam jeszcze zwierzęta mają. Tym razem jednak musiałem się na to godzić, chociaż gdy zobaczyłem pierwszą ubłoconą łapę na moim nowym, sprowadzonym prosto z Katazis. Załatwić było mi go bardzo trudno, bo musiałem się skontaktować z pewną znaną mi syreną, która (jak to już one mają w naturze) próbowała mnie uwieść swoim śpiewem. Na szczęście w porę znalazłem na plaży trochę wodorostów i włożyłem ja sobie do uszu, przez co późniejsza konwersacja była utrudniona, ale udana. Mój obiekt do pochwał był wykonany cudnego kaszmiru o kolorze niezwykle ciemnej lazury. Nie sam intensywny kolor i jego delikatność były tak wspaniałe, lecz złote nici, którymi był poprzeszywany. Nici te, rozwieszone i moczone tygodniami w morskiej wodzie nabrały nowego blasku i dzięki temu wszywając je w całość wydawało się, że są one jakby w środku, pod taflą wody co tworzyło doprawdy nieziemski widok. Kiedy się więc po nim chodziło można było się poczuć, jakby chodziło się po pięknej, morskiej toni. Teraz jednak musiałem się pogodzić z tym, że będzie musiał zniknąć szybko z holu głównego, pozbawiając go takiego wspaniałego wrażenia. Nic dziwnego więc, że wróciliśmy do ogrodu, który również został odrobinę zniszczony przy moich najlepszych rabatkach. Usiedliśmy na jednej z ławek wraz z moją siostrą i wróciliśmy do rozmowy. O dziwo, sama z siebie zapytała mnie o swoje lekcje etykiety. Było mi to rękę, nie powiem. Zamierzałem ją nauczyć wszystkiego, by chodzić z tą damą na bankiety, na które to byłem zapraszany praktycznie co weekend czy święto. Ostatnio nawet nie poszedłem na bal w pałacu władcy, chociaż byłem zaproszony. Teraz miałbym już partnerkę do tańca jak i rozmowy, wiec nie spędziłbym nocy na słuchaniu szczebiotania młodych dam z dobrych domów, które przedobrzyły miarę napojów dla dorosłych. Nagle Flawia zerwała się z ławki, więc natychmiast złapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem w moją stronę. Potem ujrzałem, jaki był powód jej nagłego zachowania. Otóż ten perfidny i leniwy chłopaczyna nie mógł unieść jednej z gałęzi i się po prostu przewrócił, co należy do rzeczy zupełnie ludzkich i normalnych, więc nie było czym tu się fascynować, a tym bardziej już rwać do pomocy. Zresztą za chwilę zrucił z siebie ten dręczący jego biedne rączki konar i znów wrócił do pracy, nie ważąc spojrzeć w naszym kierunku. Choć raz się posłuchał swojego pana i żywiciela, miał szczęście. Jedno spojrzenie w naszą stronę, a z chęcią bym go wyrzucił i przyjął każdego innego adepta na jego miejsce. Denerwował mnie i to bardzo. Zwróciłem jednak uwagę na Flawię, która patrzyła na mnie teraz pytającym wzrokiem.
- On tak jak wszyscy musi być silny. Nauczyć się jak przezwyciężać swoje lęki, swoje słabości. I przede wszystkim dowiedzieć się w końcu, że to ja jestem jego panem, a nie na odwrót. Zapamiętaj coś Flawio, bo to będzie pierwsza Twa lekcja życiowa: Nigdy nie ulegaj widokom słabości, nie próbuj na nie reagować. Bowiem wtedy wszyscy cię wykorzystają, wezmą na litość. Tymczasem to ty powinnaś omamić ich, pokazać kto i kim rządzi. To tyle, siostro.- powiedziałem te słowa z ręką na sercu, bowiem była to dla mnie jedna z najważniejszych zasad życiowych. "Nie ulegaj, nie łam się przez innych, bądź twardym jak skała" zabrzmiały mi w uszach słowa piosenki śpiewanej przez moja opiekunkę. Nigdy nie śpiewała jej przy mnie i mym bracie, ale często patrzyliśmy przez uchylone drzwi i po prostu słuchaliśmy tej pieśni. Mógłbym ją wyśpiewać całą, była moją ulubioną, przypominała o najlepszym czasie mego dzieciństwa. A jednak rana w sercu pozostała. Przecież dając się na litość doprowadziłem do śmierci rodziców. Kiedy byłem jeszcze malutki pewien chłopak nabrał mnie, że jeśli potrzymam jego kolię z diamentami, to będę miał szczęście. Kiedy odmówiłem, zaczął przejęcie płakać, więc uległem mu. Ten uciekł, a mnie posądzono o jej kradzież. Pamiętam, jak mężczyźni w czarnych szatach wkroczyli do naszej posiadłości, jak schowałem się za mamą. Jak zaczęli się kłócić, że miałem zawisnąć na stryczku. A potem poszli na układ: dwie dusze za jedną. Tak oto pocałowali mnie po raz ostatni i kazali zamknąć oczy. Kiedy je ze zniecierpliwieniem otworzyłem, miałem przy stopach dwa trupy, a po tamtych łotrach nie było śladu. Rodzice oddali za mnie życie, a ja zmarnowałem ich istnienie swoim własnym życiorysem. Takie właśnie są błędy kierowania się ślepym altruizmem.

< Flawio? Dywan, lekcja, przeszłość... wszystko>

niedziela, 8 lutego 2015

Od Flawii - Cd. Serana

Flawia głaskała swojego nowego przyjaciela, miał takie miękkie futro. Nagle usłyszała jakby gdzieś daleko, zdenerwowany głos swojego brata. Odwróciła się w stronę skąd dochodziły głosy. Jej brat okrzykiwał Canaya, który widocznie czymś zawinił. Postanowiła dowiedzieć się o co chodzi. Podeszła razem ze swoim przyjacielem do dwójki i spojrzała na nich.
-Braciszku nie krzycz na niego on się poprawi.
-Nie ma czego poprawiać skoro się ciągle obija.
-Ale on pewnie...
-Nie broń go, musi się nauczyć że jest w pracy, a nie na wakacjach. Nie pozwolę, aby obijał się i oglądał za... Rozglądał po ogrodzie.
-Rozumiem. Canay wracaj do pracy. - Flawia wzięła Serana za rękę i odprowadziła o na bok, trzymając w jednej dłoni smycz.
-Twój pies śpi na dworze.
-Ale ja wzięłam dla niego posłanie.
-Będzie miał budę, wygodną budę. - Dziewczyna spojrzała na psa, był taki zadowolony. Rozglądał się po całym ogrodzie zapamiętując jego nowy dom. Zbliżyli się do wejścia i Seran spojrzał na psa. - On zostanie.
-Najpierw zwiedzi nasz dom od środka. - Powiedziała Flawia wchodząc przez drzwi. Pies szedł niepewnie rozglądając się po pomieszczeniu, lokaje przechodzący obok patrzyli dziwnie na psa. Widocznie Seran nigdy nie pozwalał wpuszczać żadnych zwierząt do środka. Może nie chciał aby coś zniszczyły? Tak, to bardzo możliwe. Dziewczyna ruszyła w stronę pokoju, w którym dziś spała. Gdy doszli na miejsce weszła razem ze swoim przyjacielem do pomieszczenia. Pies gdy usłyszał ćwierkanie ruszył w stronę klatki z ptakami. Ten przyglądał się przez chwilę i nagle szczeknął, a małe istotki zaczęły latać wystraszone. - Asai, niewolno. - Powiedziała surowo i pacnęła delikatnie psa po nosie. Ruszyła w stronę wyjścia i spojrzała na jej towarzysza, nie był już taki zadowolony. Nos był bardzo czułym punktem u psów i nawet słabiutkie uderzenie powodowało wystarczający impuls, aby pies się uspokoił. Przy drzwiach stał Seran który patrzył obojętnie na psa.
-Dlatego nie powinien tu przebywać. Poza tym ma całkiem grubą sierść i mógłby tu się przegrzać.
-Rozumiem. - Powiedziała wychodząc z pokoju i ruszyła w stronę wyjścia. Myślała teraz o lokaju. Canay przez nią musiał pracować cały dzień. Gdyby nie wyszła z pokoju to nie byłoby żadnego problemu. Biedak był zapewne zmęczony i nie usłyszał kiedy wyszła z pokoju. Po chwili cała trójka znów była w ogrodzie. - Seranie?
-Słucham?
-Czy jak będę tu mieszkała to też będę miała lekcje?
-Oczywiście, jestem twoim bratem i muszę cię wszystkiego nauczyć.
-A kiedy będzie pierwsza lekcja? - Spytała podczas gdy oboje patrzyli jak Canay pracuje. Zastanawiała się czy lekcje tutaj będą tak samo okropne jak w jej poprzednim domu. Nie, raczej nie. Jeśli Seran będzie ją wszystkiego uczył to wszystkie lekcje będą fajne. Była tego pewna. Canay mocował się z jakąś grubszą gałęzią, ogromnego żywopłotu. Nagle lokaj oderwał gałąź, okazało się że wcale nie miała żadnych liści. Canay upadł razem z gałęzią na trawę.
-Canay... - Powiedziała cicho i już miała ruszyć do żywopłotu, aby pomóc chłopakowi lub chociaż sprawdzić czy nic mu się nie stało. Nagle poczuła uścisk na ręce. Seran trzymał jej rękę mocno, ale nie tak żeby mogło ją zaboleć. Czemu ją zatrzymał?

~Serku? Czy pierwsza lekcja właśnie się zaczęła? ~

sobota, 7 lutego 2015

Od Serana - Cd. Flawii

Kiedy tak pierwszy raz spojrzałem na tego psa nie pomyślałem za dużo, oprócz "Pies jak pies i tyle". Wokół było ich tyle ładniejszych, na przykład piękny i dumny doberman czy też świetny bernardyn. Zdjąłem ostrożnie rękawiczkę i podrapałem wybranka Flawii za uchem, bojąc się szczerze o możliwe wszy. Wtedy dojrzałem w dwukolorowych oczach psiaka potencjał i chęć ucieczki z tego miejsca. Może nie chciał stać się taki jak reszta tych idealnych psów, może się temu wszystkiemu opierał. Taki niewypał, jak i ja. Poczułem, że jednak mi się spodobał i będzie dobrym towarzyszem. Sierści nie miał za długiej, więc nie powinien był jej gubić za dużo, o co wcześniej się tak zamartwiałem. Odwróciłem się od klatki, zostawiając Flawię sam na sam z nowym pupilem, a sam podszedłem do mężczyzny który tej całej sytuacji się tylko przyglądał. Rozmawialiśmy trochę o cenie, która okazała się wyjątkowo niska. Jednak na każde pytanie o choroby czy inne przykre dolegliwości odpowiadał przecząco. Miał nietęgą minę, bo nie udało mu się mnie choć trochę wycisnąć z brzęczących monet. Dałem mu do rąk własnych umówioną cenę, a potem dokupiłem jeszcze dużą klatkę ze stopu żelaza i miedzi. Wtedy to mój woźnica i pracownik tejże hodowli zanieśli ją do wnętrza karocy na podłogę, przez co podróż stała się niewygodna. Nie przeszkadzało to jednak mej siostrze w niczym, bo znalazła sobie miejsce przy klatce i przysiadła tam. Głaskała nowego członka rodziny i mówiła doń przesłodzonym głosem. Podśmiewałem się z niej trochę pod nosem, lecz w głębi duszy coś mnie alarmowało. Jakże byłem szczęśliwy iż mojej siostry nikt teraz nie widział. Miała się jeszcze dużo nauczyć na moim dworze i ja musiałem tego dopilnować bezwzględnie. Najwidoczniej jej rodzice dawno się poddali, bo nie mieli do dziewczyny odpowiedniego podejścia. Widziałem oczami wyobraźni bal na cześć mojej siostry i nas tańczących w pierwszej parze. Wyglądałby pięknie, najlepsze pokojówki by tego dopilnowały. Miałaby piękny kok włoski z delikatną białą różą przy uchu. Ogółem byłaby rozświetlona przez kremową suknię i pasujący do tego makijaż. Naprawdę chciałbym aby niczego jej nie brakowało, by była przez te następne lata jej życia rozpieszczona jak prawdziwa księżniczka. Chciałbym, aby się na to wszystko zgodziła. Oczywiscie nie więziłbym jej jak ptaszka w klatce, dawałbym jej pełną swobodę. Po prostu zmieniłaby wygląd, ale już nie charakter. Nagle ujrzałem za oknem mój zamek... Nasz zamek. Ucieszyłem się z tego powodu i przykazałem Flawii usiąść spokojnie, co uczyniła z ociąganiem. Gdy przekroczyliśmy mury zamku zamknięto bramę, a powóz zatrzymał się na podjeździe z małych białych kamieni. Wysiedliśmy z niego, a pies został wypuszczony. Od razu pobiegł do ogrodu, gdzie zaczął w szaleńczym biegu torować sobie drogę. Na darmo były moje krzyki i błagania, a moja duma zamieniała się w śmietnik. W końcu jakiś lokaj złapał psa za obrożę i przypiął mu piękną smycz. Rozpoznałem w nim tego samego człowieka który dzisiejszej nocy nie dopilnował Flawii. Przekazał koniec smyczy mojej siostrze do rąk własnych, jeszcze mając czelność z nią rozmawiać. Ja sam podszedłem ze skruchą do zniszczonych rabatek z kwiatami i przyklęknąłem przy nich ze smutkiem. Czyżby to miał być ich koniec? Ten pies musiał się nauczyć manier i to obowiązkowo. Dotknąłem delikatnie zbolałych roślin i zawołałem ogrodników, którzy dziś mieli wolne w związku z karą tego młodzika. Mieli się natychmiast zająć ratowaniem mojego ogrodu, a zarazem i wizerunku. Poszedłem do ławki umieszczonej pod łukiem z białych róż i patrzyłem na szczęśliwą Flawię spacerującą z jej pupilem. Ten widok wybaczył pierwsze błędy zwierzaka i wyzerował jego konto. Potem zobaczyłem, że Canay wodzi za nią wzrokiem, więc czekałem aż łaskawie spojrzy na mnie. Stało się to po niedługim czasie, a ja mu od razu pokazałem, co ma robić. Będzie mi się tu jeszcze obijał bez sensu. Moja siostra zaczęła teraz głaskać psa na wszystkie możliwe sposoby i, cóż, po prostu okazywała swój entuzjazm. Nie przeszkadzało mi to, mogła sobie na to przecież pozwolić w gronie zaufanych sobie ludzi. Oparłem się dłonią o brodę i wodziłem za wszystkim wzrokiem. Moja laska spoczywała tuż przy mnie, błyszcząc swoim czarnym drewnem. Skojarzyła mi się o dziwo z patykiem, który to rzucała moja siostra psu na odległość. Przynosił go dzielnie, aż doszczętnie się nie zmęczył. Czas płynął bardzo powoli, jakby bez nadziei na koniec moich przemyśleń i znudzenia. Mógłbym co prawda dołączyć do siostry, jednak mi to nie przystało, a już na pewno nie było w dobrym tonie brudzenie się w trawie. Widząc, że Canay nadal nie skupia się na pracy tylko na mej siostrze postanowiłem jakoś zareagować. Już nawet nie udając dobrego gustu poszedłem szybkim krokiem do mężczyzny i, cóż po prostu zacząłem go okrzykiwać.
- Co ty sobie wyobrażasz, Canay?! Nie dość, że nie wykonujesz swojej pracy za karę, to jeszcze patrzysz się na Flawię jakby była jakimś twoim celem! Chcesz stracić posadę w tak szybki sposób w jaki się tu znalazłeś, czy też wolisz trochę popracować?! Zastanów się, głupcze, bo następnej szansy może nie być! Na twoje stanowisko jest takich mnóstwo, dobrze wiesz! A teraz do roboty!- wiedziałem, że zwracałem na siebie uwagę, ale ten młodzieniec naprawdę przesadzał. Nie dosyć mu było pierwszego przewinienia, to jeszcze miał czelność odkładać sobie pracę i to wtedy, gdy ja byłem w pobliżu, śmieszne. Właśnie, to nie było zabawne, tylko śmieszne, żałosne. Grabił sobie u mnie młodzieniec całkiem sporo, a przyjęty był warunkowo jak na razie. Powinien uważać, a nie oglądać się za moją siostrą. Nie dziwiłem się, że mu się spodobała. W końcu, komu by się ona nie spodobała, prawda? Jednak nie znaczyło to, że miał mieć czelność tak się z tym okazywać. Nie wiedziałem co to za chłopak, ale od dziś postanowiłem go bacznie obserwować. Tego było za wiele.

< Flawio? Ratujesz go wbrew woli brata, czy jednak nie?>

Od Flawii - Cd. Serana

Flawia przyglądała się wszystkim psom, każdy był piękny na swój sposób. Jedne wyższe, drugie mniejsze. Dorosłe i szczeniaczki, wszystkie osobniki wspaniale się prezentowały.
-Jakiego pieska pan poleca? - Spytała dziewczyna patrząc do wnętrza każdej klatki.
-Zależy jakiego panienka chce.
-Nie wiem, szczeniaka raczej nie. Chciałabym, aby miał tak nie wiem. Rok? Może dwa lata. Nie musi umieć wiele komend, sama mogę go wiele nauczyć. Młode psy szybko się uczą. Mam rację? - Mężczyzna tylko skiną głową. Flawia spojrzała na klatki, zatrzymała się przy jednaj z nich. Dostrzegła w niej i dostrzegła całkiem sporawego psa. Miał czarną, średniej długości sierść i co najbardziej ciekawiło dziewczynę w tym psie to były jego oczy. Jedno oko brązowe, a drugie intensywnie niebieskie. Cóż to był za widok... Flawia kucnęła i przystawiła dłoń do klatki zdejmując rękawiczkę. Pies przysunął się bliżej i powąchał dłoń, merdając przy tym ogonem. Dziewczyna dostrzegła na jego piersi biały krawacik. - Mieszaniec?
-Właśnie o to chodzi że nie. Tylko ten jeden urodził się w całym miocie inny. W porównaniu ze swoją dwójką braci jest z nich wszystkich najgorszy. Próbowałem wszystkich metod, ale on nie chciał się ich nauczyć, przynajmniej nie każdej. Potrafi tylko siad, leżeć, daj łapę i nic więcej. Taka czarna owca w całej hodowli. Co do maści to też jest zaskakujące, ponieważ jego bracia uzyskali maść po matce, a ten po ojcu. Ale nadal nie rozumiem co jest z tymi oczami, powinny być brązowe.
-To choroba, ale nie groźna, właściwie to nie wpływa na życie w żadnym stopniu. Czytałam kiedyś o tym. W każdej rodzinie zdarzają się wyjątki... Bardzo mi się podoba ten piesek. Ile ma lat? - Spytała Flawia głaszcząc zwierzę po jego dużej o szlachetnym kształcie głowie. Miał takie ładne, nietypowe oczy. Dziewczyna miała wrażenie że ten osobnik swoim wzrokiem potrafi przeniknąć ściany. Był wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju.
-Półtora roku.
-W takim razie da się go jeszcze wytresować, tylko że ten pies potrzebuje trochę miłości, czułej ręki. Niech pan spojrzy w jego oczy. Co pan widzi?
-Niesfornego psa z którego nic nie wyrośnie.
-A ja widzę mądrego, posłusznego i wrażliwego psa o ogromnym sercu. Gdy będę smutna, on przyjdzie i mnie pocieszy. On na pewno nauczy się wielu komend... Ja go nauczę. - Powiedziała pewnie wstając i nakładając rękawiczkę.
-Ależ panienko, jest jeszcze tyle wspaniałych psów. - Powiedział pokazując jej psa obok. Miał dłuższą sierść i ciemne oczy, nic go nie różniło od innych psów. Był niemalże maszyną w zwierzęcym ciele. Pies obserwował dziewczynę wypinając dumnie pierś i podnosząc wysoko głowę.
-Jest zbyt poważny, brakuje mu uczuć... Radości.
- W takim razie może tego? - Pokazując mu małego pieska, chyba jeszcze szczeniaka, który kręcił się w kółko próbując złapać swój ogon. - Również rasowy, wesoły i jakże uroczy.
-Możliwe, ale powiedziałam że nie chcę szczeniaka.. - Powiedziała dziewczyna patrząc na szczeniaka, jednak zwróciła głowę w stronę klatki gdzie był jej wyjątkowy pies. Patrzył na nią pytającym wzrokiem, nie chciał tu być. Potrzebował miłości, każdy kto miał psa dostrzegał to od razu. `Proszę zabierz mnie stąd. Nauczę się wszystkiego, ale weź mnie ze sobą.` Właśnie to wyrażał jego wzrok, był tu taki nieszczęśliwy. Samotny. Spojrzała na inne psy, każdy patrzył tak samo obojętnie, ale i pewnym wzrokiem. One na pewno znajdą dobrych opiekunów, są przecież wspaniale wytresowane. Jednakże Flawia potrzebowała psa, który będzie jej przyjacielem, a nie ozdóbką. Nauczy go komend i dobrego zachowania, nie będzie na nikogo skakać i kopać dołków. Chociaż i tak pewnie już się tego oduczył. - Biorę tamtego psa. To mój ostateczny wybór. - Powiedziała Flawia podchodząc do klatki i przyglądając się psu. Zamerdał ogonem jakby rozumiejąc, że został wybrany. Flawia szybko poszła po Serana.
-Wybrałaś już? - Spytał uważnie ją obserwując.
-Tak. Chodź pokarzę ci go. Jest wyjątkowy, będzie moim przyjacielem i twoim też. Zamknij oczy. - Powiedziała biorąc go za rękę i prowadząc jak małe dziecko. - Mam nadzieję że ci się spodoba, jak go zobaczyłam to myślałam że... Nie wiem, ale jest taki wspaniały. Mądry i wrażliwy, różni się od innych psów. On posiada duszę, będzie idealny. Jeśli ci sienie spodoba to będę mogła wziąć innego psa. A i jeszcze coś, mimo wyglądu jest psem rasowym. - Gdy w końcu się zatrzymali Flawia uśmiechnęła się i kucnęła razem z Seranem przed klatką. W ten sposób łatwiej będzie mu spojrzeć w oczy. Co jeśli mu się nie spodoba? - Dobra, otwieraj. I jak? Ten pan mówił, że potrafi tylko trzy komendy i ma półtora roku, więc da się go nauczyć jeszcze bardzo wielu rzeczy. Ja go nauczę i będzie moim przyjacielem. Co o nim sądzisz? Jeśli ci nie przypadł do gust to... Możemy wziąć innego. - Powiedziała wkładając rękę do klatki i głaszcząc psa. Patrzył na Serana, ale i tak merdał ogonem. Był idealny, przez to że był inny.

~Serku? A tobie się podoba? Ma 107 cm ^^~

Od Serana - Cd. Flawii

Stało się, moja siostra dzieliła już mój zamek wraz ze mną. Oczywiście nie zamierzałem kazać jej mieszkać w piwnicy, byłem w posiadaniu tak wielu pokoi, że spokojnie mogła sobie któryś wybrać. Stwierdziłem jednak, że (przynajmniej na razie) będzie się odnajdywać w pokoju Łabędzia, czyli tym samym w którym spędziła dzisiejszą noc. Uważałem, że żegnała się z rodzicielami stanowczo za krótko, raniąc ich uczucia. Nie miałem jednak zamiaru mówić jej o moich myślach, bo było to przecież niegrzeczne. Jak chciała, tak i zrobiła, chociaż pewnie nawet nie powiedziała rodzicom dokładnie gdzie mój zamek się znajdował, albo z kim to miała mieszkać. Cóż, nie liczyło się to teraz. Byłem taki szczęśliwy, że moja droga Flawia będzie już zawsze przy moim boku, nikt mnie jej nie odbierze. Wypatrywała teraz przez okno budynków hodowli najlepszych psów w całym mieście. Znałem osobiście jej właściciela, bo kiedyś spełniłem mu zlecenie, więc mogłem liczyć na naprawdę najlepszych towarzyszy, bo w końcu zasługiwała na takiego. Tylko ona się dla mnie liczyła, nikt nie był godzien choćby jej dotknąć. Ja, jako jej brat już zawsze będę jej bronił, tak sobie właśnie obiecałem. Przy mnie nie spotka jej żadna troska, razem już o wszystkim zapomni, rozjaśni swoją twarz i otrze na zawsze łzy. Ja byłem nieważny, moje poglądy i zmartwienia nadal we mnie pozostaną, będę mógł wszystko wspominać, płakać i cierpieć. Jednak teraz po tej melancholii mogłem pójść do mojej jedynej siostry, która to miała mi zastąpić brata, rodziców i narzeczoną w jednym. Czy da radę, czy mogę ją o to prosić? Chyba nie powinienem tyle wymagać, chciałbym tylko żeby już zawsze mi ufała i nigdy nie opuściła. Je też nie mogłem jej zranić w żaden sposób, nie pozwoliłbym sobie na kolejną stratę. Popatrzyłem na jej bagaże, na ten wręcz wymalowany entuzjazm na twarzy. Wyglądała dziś doprawdy przepięknie, pokojówki bardzo dobrze się spisały. W czerwonym było jej do twarzy, fakt, jednak trochę za dużo nałożyli jej tego agresywnego koloru. Wolałbym ją widzieć w jakimś delikatnym, subtelnym kolorze, takim jak jej wczorajsza piżama. Jednak kolor ubrania i piękny makijaż nie zmieniał faktu, że i tak widziałem w niej tę samą dziewczynę w męskich spodniach i niesfornym warkoczu, taką samą, jaką spotkałem ją pierwszym razem. Nie mogłem pozbyć się jednak wrażenia, że po tych zabiegach wygląda lepiej, jak na prawdziwą damę przystało. Nie mogłem się na nią napatrzeć, zapomniałem nawet o tym, że powinienem był wypatrywać jak i ona przez okno, udając zadowolenie. Szczerze mówiąc, fundowałem tego psa wyłącznie po to by uszczęśliwić Flawię, sam bym się na ten zakup nie zdecydował. Lubiłem co prawda psy czy inne zwierzęta, jednak nie potrafiłem się jakoś do nich przywiązać. Ich żywot był tak krótki, a one i tak nie potrafiły nic dobrze wyrazić. Miałem tylko nadzieję, że moja siostra zachowa się rozsądnie i nie będzie spała z tym zwierzęciem w jednym pokoju. Sam zastanawiałem się, gdzie go umieścić na noc, bo w dzień będę musiał przeboleć, iż ten będzie biegał po ogrodzie, albo co gorsza po zamku. Westchnąłem cicho, starając się nie zwracać na swoją osobę uwagi. Zbliżaliśmy się już do celu, więc wyprostowałem się na miejscu i czekałem. W końcu kareta zatrzymała się z głośnym rżeniem koni. Woźnica zszedł ze swojego miejsca i otworzył nam drzwi. Puściłem dziewczynę przodem, a ta, wspierając się na dłoni mężczyzny, wysiadła z powozu. Sam poprawiłem moją marynarkę o kolorze lazury i białymi dodatkami, a następnie również opuściłem karetę. Wspierałem się o stylową laskę, wykonaną z doskonałego czarnego hebanu, a jej rękojeść zakończona była pięknym kryształem w kształcie kuli. Zrobili mi ją na zamówienie, lecz używałem takowej bardzo rzadko i tylko wtedy, gdy niezwykle zależało mi na wizerunku. Szliśmy tak po tym bruku, gdy naprzeciw wyszedł nam niski człowieczek w meloniku. Ukłoniliśmy się sobie po starej znajomości, następnie pocałował Flawię w dłoń. Dobrze, że miała rękawiczkę, bo nie zasługiwał na taki gest.
- Chcemy sobie wybrać psa razem z tą damą. Przygotuj jak najlepsze, liczę na ciebie.- podkreśliłem słowo "najlepsze", aby zrozumiał, że jeśli cokolwiek złego stanie się z wybranymi przez niego kandydatami, to szybko zapomnimy o naszych ostatnich interesach. Ten tylko pokiwał energicznie głową i pognał na złamanie karku do budynków. Wszystkiemu towarzyszył odgłos szczekania psów, widziałem nawet niektóre. Poszliśmy we wskazanym kierunku do pomieszczenia. Usiadłem na kanapie, moja przybrana siostra w takim przypadku postąpiła tak samo. Zapaliły się świece a na namalowanej na podłodze linii stanęły duże psy, jak i szczeniaki. Zatrzymały się jak oparzone przed wyznaczoną granicą i usiadły na gwizdek dobiegający z lewej strony. Tresowane, to bardzo dobrze. Przełożyłem nogę na nogę i przechyliłem się bliżej. Przyszedł do nas w końcu mężczyzna w meloniku i oświadczył nam, nie ukrywając stresu, że są to jego najlepsze czempiony. Wyjąłem z kieszeni kilka monet i wcisnąłem mu do kieszeni.
- W takim razie pokaż nam, jak się zachowują.- warknąłem, opanowując się z trudem na rzucenie się na tego zdradliwego sknerę z pięściami. Zależało mu tylko na tym, by zarobić jak najwięcej na naszych odwiedzinach. Może nawet odzyska dzisiaj zapłaconą mi niegdyś kwotę, kto wie? Miałem to w szczerym poważaniu, liczyła się tylko radość na twarzy Flawii. Mężczyzna klasnął w ręce, a psy położyły się na znak, wszystkie prosto i idealnie. Potem wziął wielki kawałek mięsa i przesunął każdemu z nich przed nosem. Żaden nie rzucił się na jedzenie, choć widać było, jak tego pragną w ich błyszczących oczach. Potem odbyło się rzucanie przedmiotami na odległość i łapanie przez tych kudłatych przyjaciół człowieka. Wszystko robiły jak na zawołanie, jakby były zaprogramowane. Było to fakt faktem idealne, ale jakże nudne. Chciałbym trochę bardziej niezależnego psa, więc po chwili całe przedstawienie mi się znudziło i patrzyłem już tylko nieobecnie na te stworzenia, tak starające się, by zaprezentować się z jak najlepszej strony. Wiedziały, że dziś któryś z nich opuści tą hodowlę, znajdzie prawdziwy dom, gdzie będzie się zwracać uwagę wyłącznie na niego. Zacząłem nerwowo stukać palcami o rant kanapy, chciałem już by Flawia zdecydowała. Wreszcie zgasło światło, a potem pomieszczenie znów rozbłysło równomiernie. Zobaczyłem mnóstwo klatek z psami, które już przestały szczekać. Kiwnąłem głową w udawanej podzięce do niziołka i podszedłem do mojej siostry z mocno bijącym sercem. Moje kroki odbijały się echem od podłogi, a oczy wszystkich zwierząt zwrócone był na mnie.
- Możesz wybrać którego tylko chcesz. No już, obejrzyj je sobie.- rozpromieniłem się, wskazując otwartą dłonią na wszystkie psy. Dziewczyna nie czekała dłużej, tylko pobiegła do wszystkich zwierząt jakie nas otaczały. Nie miałem zamiaru jej przeszkadzać, więc usiadłem powtórnie na mebel i czekałem spokojnie. Tamten podreptał za moją siostrą, zapewne by namówić ją na zalety jak najdroższych pupili. Nie przeszkadzało mi to, wierzyłem, że dziewczyna wybierze rozsądnie. Myślałem, czy wolałbym aby wybrała dorosłego osobnika czy też szczeniaka. Rasowy czy kundel, było mi wszystko jedno. Chodziło tu tylko o to, by siostrzyczka była szczęśliwa i zapomniała o żałobie po swoim byłym przyjacielu i towarzyszu zarazem. Oparłem się wygodnie i zamknąłem oczy. Miałem tak teraz czekać nieskończoność, czy tylko kilka minut? Nic nie było dla mnie teraz pewne. Nigdy nie miałem ukochanego zwierzaka, choć zawsze obracałem się w ich towarzystwie. Nigdy jakoś nie odczuwałem potrzeby posiadania takiego towarzysza, wolałem ludzi po stokroć. Może jednak wiedząc, że będzie ten osobnik nowym lubym Flawii, mógłbym się przekonać do tego nowego członka rodziny. Nagle usłyszałem szybkie kroki i otworzyłem oczy. Wstałem i podszedłem do Flawii, która chwyciła mnie za dłoń i poprowadziła w kierunku wiodącym zapewne do jej wybrańca. Była rozpromieniona, więc ja też się rozluźniłem. Kazała mi zamknąć oczy i czekać. Byłem bardzo ciekawy, jak to wygląda nasz przyszły podopieczny.

< Flawio? Tobie zostawiam opis>

Od Flawii - Cd. Serana

Flawia spojrzała na szafę z ubraniami, zeskoczyła z łóżka i nałożyła kapcie. Zbliżyła się do szafy i spojrzała na suknie, wszystkie były piękne. Zwróciła również uwagę na buty, pantofelki były przepiękne. Dotknęła delikatnie, czarnego pantofelka, a potem musnęła palcem wszystkie rzeczy które znajdowały się w szafie. Ileż to Seran musiał wydać, aby kupić te wszystkie rzeczy. Nagle dziewczyna usłyszała pukanie do drzwi, zwróciła twarz w ich stronę. Szybko do nich podeszła i je otworzyła, stały za nimi trzy pokojówki. Flawia uśmiechnęła się do nich radośnie i wpuściła je do środka.
-Wejdźcie. - Powiedziała czekając aż wszystkie wejdą po komnaty. Kobiety zatrzymały się przed szafą i spojrzały na stroje, cicho o czymś rozmawiając. Flawia zbliżyła się do nich patrząc na suknie. - O czym rozmawiacie?
-Ach. Pani, wszystkie uważamy, że najlepiej byłoby gdyby pani nałożyła czerwoną suknię i czerwone pantofelki.
-Nazywajcie mnie po imieniu... - Dziewczyna spojrzała na spodnie, chętnie by je nałożyła, ale nie wypadało iść na śniadanie w spodniach. - No cóż ja się zgadzam, nie mam nic przeciwko waszemu wyborowi.
Kobiety wzięły sukienkę i pantofelki. Bardzo szybko pomogły jej się ubrać, choć było raczej więcej rozmów niż całego ubierania.
-Ależ panienka jest szczupła. Czy pani cokolwiek je?
-Tak, jem tyle ile potrzebuję, ale się nie przejadam.
-Wczoraj panienka nic nie zjadła. A może pani nie je niektórych dań bo jest na nie uczulona?
-Nie, nie jestem na nic uczulona. - Odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem, aby pocieszyć pokojówki. - Po prostu wczoraj nie byłam głodna, ale dziś na śniadaniu, zjem bardzo dużo pysznych dań. Jestem tego pewna. Sama bym sobie poradziła z tą suknią.
-Panienko Flawio, to należy do naszych obowiązków. Gdy ktoś ich nie wypełnia, ponosi tego konsekwencje. Canay właśnie się o tym przekonał.
Dziewczyna zmrużyła oczy nie do końca rozumiejąc, co pokojówka miała na myśli. Stwierdziła że spyta później Serana o co chodzi. Canay był dla niej miły gdy wpadła na niego tuż przy schodach. W sumie to nie rozmawiali zbyt długo, bo dziewczyna zostawiła kapcie przed gabinetem swojego braciszka. Mniejsza z tym, grunt że się nie przeziębiła.
-Rozumiem.
-Dobrze to teraz delikatny makijaż. - Powiedziała jedną z pokojówek uśmiechając się do dziewczyny. Flawia podeszła do toaletki i usiadła na krześle. Spojrzała w swoje odbicie, zawsze nakładała sobie tylko odrobinę pudru i nic więcej. Natomiast pokojówki zajęły się wszystkim profesjonalnie i wzbogaciły jej zwykły makijaż znacznie bardziej niż mogła to sobie wyobrazić. Na twarz miała nałożone więcej pudru niż zwykle to robiła. Policzki zostały upiększone za pomocą niewielkiej ilości różu. Usta zostały pomalowane delikatnie czerwoną szminką. Niby taki mały zabieg, a różnica była widoczna z kilometra. Teraz Flawia wyglądała bardziej... Kobieco? Tak, chyba właśnie o to słowo chodziło. Ale została jeszcze jedna ważna rzecz - Włosy. Tak, teraz przyszedł czas na jej ogniste długie włosy.
-Cóż... Co by tu zrobić z tymi pięknymi, długimi włosami?
-Może warkocz? - Zaproponowała Flawia, zawsze go robiła. Czasem zdarzało jej się zrobić również zwykły kucyk lub chodzić w rozpuszczonych włosach.
-Flawio zrobimy coś znacznie, ładniejszego niż zwykły warkocz. - Kobiety zaczęły zabierać się za robienie fryzury, na początku czesały delikatnie jej włosy. Po kilku minutach, fryzura była skończona. Piękny, całkiem spory kok zdobił jej głowę. - Nie przejmuj się tymi pasemkami włosów. One muszą tak, wychodzić lekko się kręcąc. Wygląda panienka na prawdę pięknie.
-Ile czasu zostało do śniadania?
-Jeszcze dwadzieścia minut. Zdążymy... I już. Wstań pani i pokaż nam się, abyśmy mogły stwierdzić, czy niczego nie brakuje. - Flawia wstała i odwróciła się do pokojówek. - Pani tak pięknie wygląda, wszystko wspaniale się komponuje.
-Ach, bardzo dziękuję za te jakże przemiłe słowa... Chodźmy już może na śniadanie. - Powiedziała Flawia ruszając w stronę drzwi komnaty. Otworzyła je i wyszła, powoli ruszyła w stronę jadalni. Po korytarzu niósł się odgłos stukania obcasami o podłogę. Gdy Flawia dotarła na miejsce wszystko było już przygotowane. Dziewczyna dostrzegła, że Seran czeka już przy stole. Podeszła więc z uśmiechem i oboje szybko zasiedli, aby zjeść śniadanie. Flawia zaczęła nabierać wszystkiego po trochu na talerz. Podczas jedzenia przypomniała sobie że miała o coś spytać swojego braciszka. Wzięła chusteczkę i wytarła usta, patrząc na mężczyznę.
-Czemu Canay dostał karę? Przecież nic nie zrobił.
-.Miał cię pilnować, a ty sobie wyszłaś zwyczajnie z pokoju i błąkałaś się po zamku.
-Musiałam cię znaleźć... Canay na prawdę nic nie zrobił.
-Zasnął, podczas gdy miał cię pilnować..
-Chciałabym zauważyć, że twój lokaj nie jest ze stali. Sam braciszku zasnąłeś przy tamtych papierach i nawet się nie zbudziłeś gdy cię przykryłam kocem. Gdyby świeczka nie zgasła to wróciłabym w kapciach, ale było ciemno i tak zimno w stopy, że już nie chciałam ich szukać. No i potem wpadłam na Canaya... Martwił się o mnie.
-Raczej o swoją posadę.
-Myślę że nie. - Odpowiedziała pewnie i wzięła filiżankę z herbatą. Przypomniała sobie wczorajsze spotkanie z lokajem. Pamiętała jak wygląda, ale najbardziej zapamiętała te niebieskie oczy. - Braciszku?
-Słucham?
-Czy... - Zastanawiała się jak to najlepiej ująć w słowach. - Mogłabym zamieszkać u ciebie? Mogę nawet spać w piwnicy. - Spojrzała na Serana, ten się tylko uśmiechał.
-Możesz jeśli tylko chcesz.
-Chcę braciszku, oczywiście że chcę. - Powiedziała szczęśliwa szybciej jedząc śniadanie. Zastanawiała się jak to wszystko powie rodzicom, i tak przecież pójdzie. Ale będzie musiała z nimi porozmawiać, wypadałoby. - Dziękuję. - Szybko skończyli śniadanie i ruszyli do komnat aby zaraz móc wyjechać do miasta. Na początku pojadą do niej, a później pojadą po psa. Nigdy nie była taka szczęśliwa. Szybko wyjechali z posiadłości Serana, Flawia usiadła przy oknie wpatrując się w budynki miasta. Całkiem szybko dotarli do jej domu. Dziewczyna poczuła jęk w jej brzuchu wnętrzności się przewracają. Wyszła i ruszyła do swojego domu. Sługa skłonił się i otworzył drzwi.
-Długo panienki nie było.
-I tylko na chwilę wróciłam. - Odpowiedziała Flawia wchodząc do domu. Od razu dostrzegła rodziców którzy stali przy oknie i patrzyli na bramę.
-Nareszcie wróciłaś córeczko... Co to za suknia? I ta fryzura, ten makijaż.
-Nie ważne... Wyprowadzam się. - Powiedziała ruszając w stronę schodów, aby jak najszybciej spakować się i stąd odejść.
-Co?! - Spytali od razu rodzice Flawii.
-To co powiedziałam, nie macie prawa mnie zatrzymać. Jestem już dorosła i wiem co robię. Nie chcę słuchać was całe życie... - Powiedziała wchodząc do pokoju i otwierając szafę. Wzięła największe trzy torby jakie miała w pokoju. Zaczęła pakować najważniejsze rzeczy. Rodzice stali przy wejściu do pokoju wiedzieli, że Flawia nie zmieni zdania.
-Ale gdzie będziesz mieszkać?
-W na prawdę wspaniałym miejscu.
-To weź to. -Powiedziała matka podając jej ogromną i cholernie ciężką torbę. Kiedy ją zdążyła spakować? Flawia otworzyła ją, były tam pieniądze i błyskotki.
-Musisz się przecież jakoś utrzymać.
-Dzięki matko. - Powiedziała zapinając wszystkie torby. Rodzice przywołali kilku służących, a ci wzięli torby. W jednej z nich było posłanie, miski, zabawki, smyczy i obroża dla nowego psa. Chociaż obroża będzie pewnie trochę za duża. Zależy czy kupią szczeniaka czy dorosłego psa. Szybko wyszli z domu i zatrzymali się w progu. - Odwiedzę was niedługo. - Powiedziała i przytuliła ich delikatnie, aby po chwili lecieć w stronę karety. Słudzy szybko zapakowali torby na tył tak aby niczego nie uszkodzić. Flawia szybko oderwała się od rodziców i popędziła do karety. Pomachała tylko ręką wszystkim na pożegnania i wsiadła z ulgą do pojazdu. Gdy odjechali Flawia postanowiła przerwać ciszę.

~Serku? Oni już zawsze będą razem.~

piątek, 6 lutego 2015

Od Serana - Cd.Flawii

Noc przebiegła mi głównie na śnieniu o jakichś absurdach, jakby mój mózg nie miał niczego lepszego do roboty, niż marzenia o jakichś dyrdymałach, które do niczego nie inspirowały, ani nie napawały mnie żadną ciekawą refleksją. Co prawda gdzieś w środku tego lubego mi wypoczynku nagle ujrzałem twarz mojej przybranej siostry w stroju, który był zafundowany przeze mnie. Gdyby tak oddała się pod moje skrzydła przestałaby nosić spodni, a zaczęłaby się przyzwyczajać do nadwornego szyku. Sam chodziłem w kamizelkach ze skóry i tym podobnych, ale zdarzało się to zazwyczaj tylko w nocy, a nie podczas podróży na miasto. Zresztą, nauczyłaby się tylu pożytecznych rzeczy ze mną. Bo może i byłem bezwstydnym zabójcą, ale na etykiecie dworskiej znałem się jak nikt inny, była dla mnie niezwykle ważna i często hamowała mnie od tych wszystkich prostackich zachowań, jakich nauczyłem się w gorszym czasie moich kart historii. Zresztą, zazwyczaj były one gorsze. Obudziłem się jednak w środku nocy, bo poczułem zapach stopionego doszczętnie wosku. Ignorując to, że byłem przykryty kocem (zapewne przykryła mnie jakaś miła mi pokojówka) rzuciłem się do ratowania moich dokumentów. Były zalane woskiem, co oznaczało prawdziwą katastrofę. Zdrapywałem je paznokciami, ale w końcu wstałem by zawołać kogoś z służby, by je jakoś oczyścił. Nie zdążyłem jednak dokończyć tej czynności, bo przy moich drzwiach ujrzałem rozrzucone w dwie strony kapcie. Poznałem je bardzo dobrze, choć patrzyłem na nie może chwilę. Należały do mojej drogiej Flawii. A to, że się tu znajdowały zdradziło moją siostrę. Podróżowała sobie w środku nocy po zamku, weszła bezceremonialnie do mojego gabinetu, jednego z dwóch miejsc, które nie były jej znane, bo na to stanowczo nie pozwoliłem. To jeszcze bardziej potęgowało moją złość. Nie była to złość jednak skierowana wyłącznie od mojej przybranej siostry, lecz do lokaja, któremu kazałem jej pilnować całą noc. Półgłówek pewnie przysnął mimo mojego zakazu i przeoczył wyjście dziewczyny. To było dla mnie niedopuszczalne. Złamał mój stanowczy zakaz, mogłem poprosić kogoś bardziej zaufanego niż tego nowicjusza na dworze, fakt. Chwyciłem kapcie w dłonie i ruszyłem, nawet zapominając o tym, że się nie przebrałem po nocy. Korytarz szybko przeminął mi pod stopami, potem wszedłem na górę i zobaczyłem tamtego, który tak sobie zawinił. Nie miał tęgiej miny, już widział, że jestem zły. Gdy się do niego zbliżyłem wstał natychmiast i zaczął się burkliwie tłumaczyć, jednak miałem tego dość.
- Złamałeś mój zakaz! Spałeś, podczas gdy Flawia sama błąkała się po zamku. Za to spotka cię odpowiednia kara, dziś będziesz zajmował się przycinaniem żywopłotu. Sam!- krzyknąłem jeszcze na odchodne, po czym prędko pognałem do pokoju Flawii i już u celu szybko nacisnąłem klamkę, widząc Flawię w swoim łóżku. Jakże byłem rad, że nic jej już nie groziło, była zupełnie bezpieczna. Uśmiech na jej twarzy lekko złagodził mój gniew, więc tylko uniosłem jej kapcie w górę, wskazując na nie niemo. Ta zadowolona powiedziała mi coś z pytaniem, gdzie znalazłem jej część garderoby. Jakby nie wiedziała gdzie je zostawiła, śmieszne. Nie potrafiłem się na nią złościć, miała wiec przewagę. Jednak i tak bardzo się martwiłem. A za to już nie mogłem jej tak łatwo odpuścić, nie tym razem. - Dobrze wiesz, skąd je wziąłem. Z mojego gabinetu. Czemu tam poszłaś?- westchnąłem, łapiąc się jedną ręką za głowę. Spojrzałem potem na Flawię zbolałym wzrokiem, licząc na to, że miała jednak dobry powód do wyjaśnienia tej całej sytuacji, która jednak malała już swoją wagą w porównaniu z innymi. Skoro dziewczyna była bezpieczna i cała, to już nie musiałem się tak martwić. Rozluźniłem się więc trochę na moim miejscu, jednak nie zmieniało to faktu, że byłem mocno zirytowany całym tym porannym zajściem. Dziewczyna patrzyła na mnie swoimi dużymi oczami, jakby nie mogąc zrozumieć powagi całej sytuacji i zarazem powodu, dla którego mogłem być tak podminowany jak w tej chwili. Może to i dobrze, może i nie. Z jednej strony słodka niewiedza zawsze jest lepsza, ale stan faktyczny także powinien być pokazany, może i łagodniej w jej przypadku jednak w każdym razie ta też powinienem był postąpić, nie przyjmując do moich działań kłamstwa, którym zresztą sam się brzydziłem. Jako przykładny brat (chociaż i nieprawdziwy) powinienem był dawać je przykład, a nie uczyć jej złych manier. Może i była już dorosła, jednak wydawała się o kilka lat młodsza, jakby miała odkrywać świat na nowo jeszcze mnóstwo razy. Niby taka nieświadoma czyhających w koło niebezpieczeństw, jakby miała stawić czoła wszystkiemu w późniejszym czasie.
- Chciałam tylko się spytać, czy miałbyś coś przeciwko, gdybym założyła dziś tę samą suknię co i wczoraj. Nie wiedziałam, że to jakiś problem...- westchnęła ze skruchą, widząc moje zmartwienie. Czyli powód okazał się takim absurdem? Nie robiła tego naumyślnie, fakt. Przecież ja jej wcale jasno nie zakazałem wychodzić z pokoju, mogłem tow sumie przewidzieć, że jej ciekawość i rozbudzenie spowodowane moją obietnicą o psie skłonią ją do wyruszenia w drogę po zimnym korytarzu w poszukiwaniu właśnie mnie. Fakt, to było całkiem do przewidzenia, a jednak ja to przegapiłem w moim zabieganiu. Głupi ja, to wszystko moja wina. Przecież mogłem ją ostrzec, jakoś przekazać wiadomość, jednak tego nie uczyniłem. W takich okolicznościach mój cały stres skierowany na Flawię zniknął i przeniósł się na mnie, jednak i tu szybko wyparował. Dlaczego tak się stało? Otóż chciałem jej pytanie pokrzepić jakimś gestem i na całe szczęście miałem odpowiedź. Nie byłem przecież tak głupi, by zostawiać ją w moim domu tylko z jedną suknią, w dodatku należącą do niej. Posłałem wczorajszego wieczora nie tylko po ubrania nocne ale i po kilka nowych butów, sukien, halek, kapeluszy, damskich rękawiczek i wszystkiego, czego mogła tylko potrzebować. Przecież miała mnie odwiedzać, a kto wie może nawet i ze mną zamieszkać? Taki stan byłby mi bardzo na rękę, bo nie musiałbym jej cały czas dowozić i odwozić z zamku do zamku. Była w końcu pełnoletnia, wiec mogła się spakować i pożegnać dom rodzinny. Nie wiedziałem tylko, czy by tego chciała, ale zgodziłbym się od razu na taką propozycję. Spojrzałem również na nowe kosmetyki i przyrządy do włosów leżące na toaletce. Trochę mnie to wszystko kosztowało, ale i tak była to tylko niewielka część tego skarbu, który był ukryty w moim bunkrze daleko za zamkiem. Uzbierał się ten dobytek przez lata, wiec teraz nareszcie miałem na co go wydawać. Mogłem właściwie dać jej połowę majątku, ale jeszcze nie byłem na to gotów do końca. Jeszcze się tak dobrze nie zżyliśmy, a moje pieniądze nadal stanowiły dla mnie wielką wartość, nawet większą niż była ona w rzeczywistości. Podszedłem wiec bezceremonialnie do szafy przy jednej ze ścian i ją otworzyłem. Tam były sukienki i kapelusze, w drugiej buty, w następnej halki, gorsety i inne potrzebne rzeczy. Kupiłem jej nawet jedną parę spodni, skoro już tak bardzo je lubiła. Jednak nadal ich nie tolerowałem. Uśmiechnąłem się, opierając się o otwarte trzy szafy.
- Naprawdę myślałaś siostro, że pozwoliłbym abyś chodziła w tym samym ubraniu? Zakupiłem wszystko, co potrzebne. Zaraz przyjdą tu pokojówki, by cię ubrać, umalować oraz uczesać. Potem pójdziemy na śniadanie... I nie licz, że znów nie zjesz posiłku. Potem, zgodnie z moją obietnicą pojedziemy wybrać ci nowego psa do zaprzyjaźnionej hodowli. A teraz wybierz sobie któreś z tych ubrań, mam nadzieję, że ci się spodobają. Kupili je moi słudzy odpowiedzialni za moją godną garderobę, więc powinny być zakupione z myślą o najnowszych trendach. Do zobaczenia na śniadaniu, siostro.- to powiedziawszy, podszedłem do drzwi i wyszedłem z pokoju. Podążyłem szybko do pomieszczenia dla służby i poleciłem pięknie przygotować Flawię na dzisiejszy dzień. Sam zaś poszedłem już całkowicie spokojny do kuchni, by pomóc tam trochę przy śniadaniu. Często ten posiłek robiłem wraz z służbą, więc nie było w tym nic odstającego od normy, przynajmniej dla takiego człowieka, jakim byłe ja. Może i pan domu, ale nie chciałem być tu bezużyteczny.

< Flawio? Ot, taki prezencik od braciszka...>

Od Flawii - Cd. Serana

Flawia nie była pewna czy dobrze usłyszała... Czy Seran właśnie powiedział że kupi jej psa? Może żartował? Nie była pewna, ale sam fakt że to powiedział ucieszył ją ogromnie. Zamknęła oczy wsłuchując się w.. Ciszę. Uśmiechnęła się i wstała, nie potrafiła zasnąć tak nagle. Nałożyła kapcie i podeszła do drzwi prowadzących na balkon. Było ciemno, choć blask księżyca oświetlał krajobraz swoim bladym światłem. Wokół jasnej kuli porozrzucane były gwiazdy.
-Dziękuję... Za to że mogłam poznać mojego braciszka, nie jest rodzonym bratem, ale jedynym na tym świecie. Za to że zgodził się nim zostać. Dziękuję ci za wszystko co się dziś wydarzyło, ale mam jedną prośbę... - Spojrzała na księżyc jakby miał wyrazić zgodę na jej życzenie. Wierzyła że to on spełnia ich wszystkie prośby i zsyła szczęście. Zawsze tak było, nie pamiętała skąd wzięła ten nawyk, ale robiła to praktycznie każdego wieczora. Czasem w myślach, a czasem na głos. Tym razem szeptała, jakby w obawie że jakiś lokaj ją usłyszy. Wyszłaby na wariatkę, na jakąś opętaną dziewczynę, a tego nigdy nie chciała. Nikt kto gadał do siebie nie był normalny. - Bo dziś Seran był bardzo smutny. Chciałabym prosić o to, aby mój braciszek już nigdy nie był przygnębiony, już nigdy nie płakał z powodu wspomnień. Oczywiście nie chcę aby zapomniał o swojej byłej ukochanej kobiecie, ale żeby pamiętał o dobrych wspomnieniach z nią związanych. Skoro ja mogę być szczęśliwa, chcę aby on też zaznał tego szczęścia... Każdy na nie zasługuje, nawet najgorsi ludzie żyjący na tym świecie... Chcę tylko o to poprosić, o nic więcej. Przecież to nie jest takie trudne do spełnienia... Chciałabym zostać tu już na zawsze... - Nagle do umysł dziewczyny wpłynęła pewna myśl. Mogłaby wziąć wszystkie potrzebne rzeczy ze swojego pokoju i powiedzieć po prostu rodzicom że się wyprowadza. Przecież i tak przez większość dnia nie było jej w domu... Ale był jeden problem. - Księżycu? Czy Seran zgodziłby się abym się tu wprowadziła? Mogłabym nawet zamieszkać w piwnicy... Zamiast odwiedzania Serana, odwiedzałabym moich rodziców. Przecież jestem już samodzielna i dorosła. Po co mam mieszkać z rodzicami z którymi prawie nigdy nie rozmawiam? Zwykle się kłócimy, więc tyle z tej rozmowy wychodzi. Jutro może spytam Serana czy... Nie, nie będę aż tak nachalna. Powinnam być mu wdzięczna za wszystko, a nie jeszcze więcej od niego żądać. Też mu powinnam dać coś od siebie. Tylko co? - Spuściła wzrok na balkon, Seran wspominał że jego była narzeczona hodowała tu białe róże. Ale czy gdyby je również zaczęła hodować to czy wspomnienia jej braciszka nie powróciły? Można było przecież zamienić te róże na jekieś inne kwiaty... Chociaż róże były piękne, a może herbaciane róże by tu pasowały. Były inne, miały trochę mniejsze kwiaty, ale były równie piękne jak te białe. Można spróbować, ale jeśli Seranowi się nie spodoba to pozbędzie się ich i wymyśli coś innego... Do jej umysłu szybko wpłynęła kolejna myśl. Przecież ona nie ma niczego na zmianę. Fakt ma jeszcze tą zieloną sukienkę, ale nie wybadało kobiecie stawiać się kolejnego dnia tej samej sukni. Pójdzie może się spyta czy Seran nie pogniewałby się, gdyby zjawiła się kolejnego dnia w tym samym ubraniu. Szybko ruszyła w stronę drzwi, cicho je otworzyła wychodząc na zewnątrz. Zeszła po schodach po ciemku, gdy trafiła na korytarz zaczęła otwierać lekko każde drzwi zaglądając do środka, a właściwie to tam wchodziła i sprawdzała, odsłaniając zasłony i wpuszczając trochę światła by zobaczyć czy nikt nie leży na łóżku. Dziwne nigdzie nie mogła znaleźć swojego braciszka. Gdy dotarła na koniec korytarza i wymacała jeszcze jedne drzwi. Jak to się stało że wcześniej ich nie dostrzegła? Tak, już pamiętała. Gdy wychodziła razem z Seranem, z pokoju który teraz właśnie obejrzała jej braciszek zasłonił umiejętnie sobą drzwi do tego pokoju. Odtworzyła szybko w głowie mapę pokoi, nie kojarzyła aby tam była, na pewno nie. Przysunęła cicho do drzwi i dotknęła klamki... Orzeł, nie przepadała za tymi ptakami. Cicho otworzyła drzwi i zajrzała do środka. Nareszcie znalazła Serana, tylko że on już spał na siedząco. Flawia zdjęła kapcie i weszła do pokoju. To chyba był gabinet, bo nie było tu żadnego łóżka. Co miała zrobić? Przecież nie dałaby rady go przenieść, pewnie by go nawet z krzesła nie podniosła. Ewentualnie mogłaby go z nim przewrócić, ale tego też nie była pewna. W każdym razie nie chciała próbować go podnosić... Powinna go czymś przykryć, dostrzegła że świeczka się już wypala. Szybko wyleciała z pokoju trafiając na korytarz, podłoga była okropnie zimna, ale ona już nie miała czasu oglądać się za kapciami. Z wyciągniętymi rękoma szybko trafiła na drzwi od ostatnio sprawdzanego pokoju. Całe szczęście zasłony były odsłonięte więc widziała wystarczająco dobrze, aby wziąć koc. Szybko z nim wyszła zamykając za sobą cicho drzwi. I znów bawiła się w obmacywanie ścian, po chwili jednak trafiła do gabinetu. Przykryła swojego braciszka kocem, nawet nie drgnął. Cóż sen potrafił zrobić z człowiekiem, nawet taki czujny zabójca nie potrafił mu się przeciwstawić, poddając się jego działaniu. Flawia cicho ziewnęła i już miała wychodzić gdy nagle świeczka zgasła. Niezadowolona dziewczyna powoli wyszła z gabinetu na korytarz. Miała ważenie że podłoga była zrobiona z lodu, a było tak ciemno, że nigdzie nie widziała swoich kapci. A raczej, kapci które dostała. Nie miała zamiaru znów się bawić więc ruszyła do pokoju w którym dziś miała spać. Było tak zimno że postanowiła pobiec, zakładała że po całym zamku roznosi się odgłos bosych stóp uderzających delikatnie o podłogę... Lodowatą podłogę. Dobiegała do schodów gdy nagle dostrzegła błysk. Nie miała jednak zamiaru się zatrzymywać, było zbyt zimno. Tym bardziej, że nie wzięła też szlafroka. Jednak ten ktoś zatrzymał ją tuż przed schodami.
-Ach, tu panienka jest. Właśnie sprawdzałem czy u pani wszystko w porządku gdy nagle zobaczyłem, że pani nie ma.
-O tej godzinie? Jak masz na imię? - Spojrzała na lokaja, był w ładnym eleganckim w ubraniu. Miał średniej długości, chyba brązowe włosy. Ale było ciemno więc nie mogła dostrzec wszystkich szczegółów. Oczy miał chyba niebieskie, były bardzo ładne, takie łagodne. Był starszy od niej może o rok, dwa lata.
-Canay, pani.
-Nie jestem panią Canay. Jestem Flawia. - Powiedziała szybko podając mu rękę, a właściwie to chwyciła jego dłoń i potrząsnęła nią delikatnie. Była taka ciepła...
-Panienka zmarzła... Flawio czemu nie masz kapci? - Spytał poprawiając się i patrząc na jej bose stopy. Dziewczyna szybko nimi przebierała nie chcąc, aby przymarzły do podłogi.
-Nie ważne, wracaj do siebie Canay. Dobranoc. - Odpowiedziała uśmiechając się lekko i wbiegając po schodach by jak najszybciej powrócić do swojego pokoju.
-Dobranoc Flawio. - Usłyszała tylko cichy i zmieszany głos chłopaka. Porozmawiałaby z nim, ale było zimno, a ona sama była już dosyć zmęczona. Szybko po omacku trafiła do swojego pokoju. Wleciała szybko pod kołdrę ciesząc się ciepłem. Przez chwilę jeszcze myślała o lokaju, a raczej o jego pięknych łagodnych oczach. Szybko zasnęła, a rankiem zbudziło ją pukanie do drzwi.
-Proszę! - Zawołała, aby ten ktoś ją na pewno usłyszał. Drzwi się otworzyły i jej braciszek wszedł do pokoju... Z jej kapciami w ręce. - O! Znalazłeś moje kapcie! Gdzie leżały? - Spytała zadowolona, siadając na łóżku.

~Braciszku?~

Od Serana - Cd. Flawii

Propozycja Flawii wydała mi się tak absurdalna, że aż chciało mi się śmiać. Piosenka nucona z jej strun głosowych jako podkład muzyczny dla naszej dziwnej pary była co prawda dość adekwatna do sytuacji, ale i tak mi przeszkadzała. Nie lubiłem tańca, toteż nie tańczyłem już pięć długich lat. Jednak pomyślałem, że warto byłoby zadbać o jakąś lepszą muzykę, nawet dla tak kameralnego bankietu. Tylko nasza dwójka na podłodze z drewna brzozowego musiała wyglądać doprawdy komicznie, jednak i ta przywołałem do nas jednego z moich lokai, który potrafił grać na tym cudnym instrumencie jakim były skrzypce. Właściwie nie rozumiałem czemu ich nazwa była pochodna od skrzypienia, tak niepodobnego do ich realnego dźwięku. Nasz muzyk zaczął grać pierwszą lepszą melodię, właściwie całkiem mi nieznaną. Pamiętałem jak ująć partnerkę, ale na tym kończyła się moja cała wiedza o tańcu. Przez to Flawia zaczęła prowadzić mnie, co było według etykiety absolutnie zabronione. Co jednak etykieta mogła nam zrobić w tym pokoju, takim dwóm duszom, które po prostu chciały się sobą nacieszyć. Nawet nie odbierałem dobrze tego, że tańczyliśmy, było to dla mnie jakąś odległą czynnością. Po prostu stawiałem stopę za stopą, mając szczerą nadzieję, że robię to do rytmu. Kiedy tamten skończył to długą nutą, nakazałem mu zagrać inną melodię. Teraz przyśpieszyła z lekka, wiec trudno się dziwić, że było mi jeszcze trudniej niż poprzednio. Nie przejmowałem się jednak tym w tym momencie, cieszyłem się, że jestem teraz wraz z moją przybraną siostrą w tym pokoju i nic nam się nie stanie. Nie było takiej siły która by mnie teraz powstrzymała od kontynuowania tańca. Pozwoliliśmy sobie jeszcze na jeden, już ostatni. Zapomniałem o smutkach i troskach na chwilę, zresztą patrząc na dziewczynę trudno było o takowych rzeczach myśleć. Gdy już ostatecznie muzyka przestała grać wyprosiłem naszego grajka i zostałem sam na sam z Flawią. Na początku nie wiedziałem czy powinienem był wszczynać rozmowę, nie wiedząc nawet jaki temat podjąć. Ograniczyłem się teraz do siedzenia z nią na kanapie jak ten dureń i patrzeniu w jasną ścianę. Tym razem jednak czułem się taki pusty w środku, nie myślałem tyle co zwykle. Jednak z tego stanu wyrwało mnie ziewniecie Flawii. Dzięki temu przypomniałem sobie, że przyszliśmy tu po to, aby dziewczyna poszła spać, a nie tańczyła i myślała o niebieskich migdałach czy jakimś innym absurdzie.
- Teraz już czas byś poszła do łazienki. Zaprowadzę cię. W międzyczasie wszystkie rzeczy potrzebne do toalety przywieźli mi z miasta, wiec nie musisz się martwić.- uśmiechnąłem się do niej, zapraszając tym samym do podążenia za mną korytarzami. Dziwnie mi było teraz ją tak prowadzić, ale otworzyłem drzwi i na tym się moje obowiązki skończyły. Usiadłem na fotelu i czekałem aż moja przybrana siostra wyjdzie z pomieszczenia. Miałem tylko nadzieję, że kupili jej ubranie nocne na wymiar, by nie musiała paradować w czymś do ziemi, albo dusić się w ciasnym wdzianku. Czekanie to umiliłem sobie obserwowaniem obrazów moich przodków wiszących na całej długości korytarza, co było w rodzinach szlacheckich bardzo popularną ozdobą domu. Zazwyczaj nie lubiłem chodzić za tymi trendami, jednak ten mi się podobał. Gdy doszedłem do prapraprapraprapradziadka i jego małżonki - Roamusa i Wirji Clainar (po nim dostałem swoje drugie imię) z łazienki wyszła postać odziana w piękną, bursztynową koszulę nocną i całkiem dobrany szlafrok w kolorze kory sosnowej. Miała na nogach również kapcie o kolorze cynamonu, więc wszystko tworzyło miły obraz dla moich dwukolorowych oczu. Dzięki temu służba jeszcze nie dostała nagany z mojej strony, ale i tak nie spodobał mi się fakt, że nikt nie spiął w jakiś dogodny sposób włosów mojej, bądź co bądź, młodszej siostry. Podszedłem do niej szybkim krokiem i ruszyliśmy do jej tymczasowego pokoju, by czasem nie przemarzła, bowiem na korytarzu panował większy chłód niż w pokojach. Już w pokoju Flawia zdjęła z siebie szlafrok i weszła pod kołdrę. Starałem się nie myśleć, że w tym samym łóżku pięć lat temu spała co noc moja narzeczona. Wziąłem świecznik ze stolika nocnego i z kieszeni wyjąłem metalowe gasidło, by szybko wpuścić mrok do pokoju. Tak dawno ten pokój nikogo nie gościł nocą, że aż miło było popatrzeć. Czułem jak te cztery ściany się po prostu radują. Ptaszki w klatce już spały, przytulone do siebie, jakby były papużkami nierozłączkami. Chciałem już wyjść, nawet obróciłem się na pięcie, ale w ostatnim momencie powiedziałem dość głośno, by Flaiwa mnie przypadkiem nie zignorowała.
- Jutro gdy zjemy śniadanie wracamy do miasta. Nie tylko do twojego domu, ale i po nowego psa dla ciebie. A teraz śpij, droga siostro.- uśmiechnąłem się i nie zwlekając dłużej nałożyłem przyrząd na płomień. Zrobiło się ciemno, a ja wyszedłem szybkim krokiem, by czasem dziewczyna nie zdążyła zadać żadnego pytania. Tak, zdecydowałem dać jej ten prezent. Skoro tak bardzo go potrzebowała, to ją tym uszczęśliwię. Sam poszedłem do mojego gabinetu, zapaliłem świecę i spojrzałem na zlecenie od jednego z mieszkańców miasta. Pokłócił się z pewnym człowiekiem i dlatego pragnął jego zabójstwa. Pomyślałem jednak o Flawii i o jej słowach, że każdy ma swoją szansę. Dlatego ja tez postanowiłem ją dać temu Bogu ducha winnemu człowiekowi i spaliłem ten list w płomieniu świecy. Oczywiście wiedziałem, że nie przestanę zabijać. Ale przynajmniej mogłem się odrobinę ograniczyć. Siedziałem tak jeszcze długo, aż wreszcie czytając kolejne akty i dowody zbrodni,a raczej ich brak, bo to było moim priorytetem by ich nie zostawiać zmęczyłem się do cna. W takim wypadku, czytając artykuł w gazecie o "Nowym ataku Czarnego Kundla" zasnąłem na moim biurku.

< Flawio? Tyle wrażeń na jedną noc.>

Od Flawii - Cd. Serana

Flawia spojrzała na swojego braciszka, był smutny tak jak ona jeszcze całkiem niedawno. Cóż... Życie nigdy nie było takie proste jak mogłoby się wydawać. Dziewczyna dotknęła delikatnie ręki Serana, nic nie zrobił więc pociągnęła go na środek pokoju. Usiadła na podłodze dając znak mężczyźnie, aby zrobił to samo. Oboje usiedli i spojrzeli sobie w oczy, Flawia uśmiechnęła się ciepło chcąc pocieszyć Serana.
-Wiem że jestem młoda i mało wiem o związkach... Rozumiem że czujesz ogromny ból w sercu po stracie ukochanej osoby, ale widocznie tak miało być. Los szykuje dla ciebie coś lepszego, jestem tego pewna. Dzięki twojej historii dowiedziałam się dlaczego moi rodzice nie chcą mi kupić nowego psa. Wiem że mówienie teraz o tym to głupota, ale chcę to opowiedzieć... Bo wiesz kiedyś miałam takiego,dużego psa, ale nie był groźny. Zawsze o niego dbałam, czesałam go, karmiłam, dawałam mu wodę, bawiłam się z nim. Czemu nie bawiłam się z siostrą? Bo mnie zawsze odtrącała i ciągle się kłóciłyśmy. Coloven, tak nazywał się mój pies, był moim najlepszym przyjacielem. Żył jedenaście lat, a to i tak dużo jak na takiego ogromnego psa. Miałam go przy sobie od wieku pięciu lat, niestety zdechł dwa lata temu. - Dziewczyna widziała oczami wyobraźni pupila, który biega w sadzie nie chcąc dać się złapać Flawii. Miał złotą sierść i mądre, brązowe oczy, którymi obserwował każdy jej ruch. Mimo sprzeciwu rodziców, ta pozwała mu spać w swoim pokoju. Nadal tam była jego miska na wodę i jedzenie. - Umarł we śnie, przynajmniej nie cierpiał... Nie tak jak ja, pamiętam doskonale ten ból gdy go dostrzegłam przy łóżku, tuż pod moją ręką. Widocznie chciał zapamiętać mój dotyk, chciał zostać pogłaskany tuż przed odejściem z tego świata. - Dziewczyna czuła łzę płynącą po policzku, dała jednak znak Seranowi że nie musi nic robić. Możnaby powiedzieć że lubiła te łzy, były dla niej ważne. Przecież zawsze gdy płakała przychodził jej jedyny przyjaciel na tym smutnym świecie i pocieszał ją. Pozwał jej się przytulić tak że łzy dziewczyny spływały ma jego miękkie, złote futro. Świetnie wszystko rozumiał, gdy była chora leżał obok jej łóżka gotowy w każdej chwili lecieć po pomoc. Flawia była taka szczęśliwa, że ma takiego wspaniałego przyjaciela. Gdy rodzina nie zwracała na nią uwagi i siedziała u siebie samotna, Coloven podchodził do niej i trącał zimnym, mokrym nosem w policzek dziewczyny, jakby chciał powiedzieć "Nie płacz, ja tu jestem i zawsze będę. Nigdy cię nie zostawię, bo jesteś moją jedyną przyjaciółką. Na zawsze, nic nas nie rozdzieli. " - Był wspaniałym psem, nadal mam w pokoju jego dwie miski, posłanie, smycz, obrożę. Nie wyrzuciłam ich, bo to były i są rzeczy mojego przyjaciela, który kiedyś po mnie przyjdzie. Będę znów z nim się bawić, będę mogła robić co chcę. Gdy tylko po mnie przyjdzie powiem jak bardzo za nim tęskniłam. Wiem że jest przy mnie jego duch, który mnie pilnuje. On mnie zawsze prowadzi, gdy ja ślepo stawiam kroki w ciemnościach... Rodzice nie chcą mi kupić psa bo twierdzą że nie pokocham go tak samo jak wcześniejszego psa. Owszem, nie zastąpiłby mi mojego przyjaciela, ale bym i tak go kochała. Jednak moi rodzice mszczą się za to że ich nigdy nie słucham... Jestem pewna że z tymi rzeczami wiążą się również dobre wspomnienia. Czasem trzeba spojrzeć na coś nieco pozytywniej, a wszystko wokół ciebie stanie się choć trochę piękniejsze... Poza tym, wiem że niedługo spotkasz kobietę i pokochasz ją jeszcze bardziej niż twoją byłą.
-To niemożliwe... - Odpowiedział smutno, ale Flawia mu przerwała nie chcąc słyszeć końca tego zdania.
-Możliwe braciszku, tylko musisz zmienić te wspomnienia. To nie jest łatwe, ale wierzę że dasz radę. Jesteś silny, silniejszy niż myślisz, nawet nie wiesz że potrafisz coś takiego. Postaraj się zmienić te wspomnienia dla mnie... Dla twojej młodszej siostrzyczki. - Powiedziała ocierając delikatnie jego łzę z policzka. - Chcesz zatańczyć? Ja lubię to robić gdy jestem smutna, ale teraz to ty jesteś smutny. Noe chcę widzieć cię smutnego braciszku. Chodź i zatańcz że mną. -Powiedziała powoli podnosząc się z podłogi. Zaczęła coś nucić i podała Seranowi dłoń, aby pomóc Seranowi. W mgnieniu oka senność odpłynęła, Flawia musiała zająć się tym, aby poprawić humor swojemu braciszkowi.

~Serku? Zatańczysz ze swoją siostrzyczką? ~

czwartek, 5 lutego 2015

Od Serana - Cd. Flawii

Chętnie tuliłbym tak Flawię godzinami, bo już wiedziałem, że mogłem już powiedzieć jej wszystko bez żadnych wyrzutów sumienia, nie zwracając uwagi na wszystkie dyrdymały. Nie mogłem jednak przesadzać, nie chciałem stracić jej zaufania. Gdyby mnie odwiedzała w tym wielkim domostwie, to może zyskałoby ono trochę wesołości, tak tu potrzebnej. Na jej prośbę przebudowałbym go w co tylko by chciała, jednak nie chciałem jej tego mówić. Nie tak prędko, wszystko z czasem. Teraz liczyło się tylko to, że Flawia miała zostać u mnie na tę noc i żadna rzecz nie była dla mnie tak ważna jak ten fakt. Szliśmy już korytarzami do jej tymczasowego pokoju. Nie widziała go jeszcze podczas naszego krótkiego zwiedzania, przerwanego tym całym poruszeniem związanym z paktem naszego niebiologicznego rodzeństwa. Mogłem więc iść teraz śmiało, nie przejmując się tym, że dziewczyna przeżywa w środku rozrywające smutki i żale. Nasz krok był więc teraz sprężysty i szybki, jakbyśmy zamienili się w małe dzieci z beztroską w oczach. Szliśmy szerokimi schodami na górę, której nie zwiedzaliśmy wcale. Z chęcią jeszcze pokazałbym jej resztę pokoi, ale w tym momencie ziewnęła cicho, co zmusiło mnie zrezygnowania z tej koncepcji. Szliśmy więc praktycznie na koniec korytarza. Z jej pokojem sąsiadowała motylarnia i pokój z moimi pamiątkami z podróży. Nacisnąłem klamkę z szlachetną głową łabędzia i teatralnie wskazałem Flawii drogę, jakby nie wiedziała gdzie podążyć. Z czasem sama nauczy się całego planu zamku, byłem tego pewien. Teraz już wszystko było możliwe. Tak jak myślałem, od razu podbiegła do klatki z ptakami. Ja natomiast spojrzałem na toaletkę, na której stały jeszcze flakony z najdroższymi perfumami i od razu oddałem się wspomnieniom. Widziałem czeszącą swe bujne czarne loki Nerilan, moją byłą narzeczoną. Widziałem oczami wyobraźni, jak z przyjemnością rozmawia z moją służbą, jak mnie całuje codziennie. Była dla mnie kobietą idealną, odgadywała wszystkie moje myśli. Aż w tym pokoju, przy tej samej toaletce mnie opuściła. Podczas naszej kłótni w której przyznała się do tej okropnej zdrady stała tam i krzyczała na mnie, że nie poświęcałem jej czasu, że nic dla niej nie robiłem. To jednak nie była prawda. Spędzałem z nią każdą wolną chwilę, spełniałem każdą, choćby zupełnie absurdalną zachciankę. Wtedy potłukła o mnie połowę tych flakonów, raniąc nie tak bardzo moje ciało (w końcu rozcięcia od szkła się goją) jak moją duszę, łamiąc mi dostatecznie serce. Nagle poczułem, że coś jest nie tak. Zamiast pięknej Lady Perg ujrzałem moja drogą Flawię, patrzącą na mnie ze zdziwieniem.
- Teraz to ty płaczesz?- zapytała z troską, a ja dopiero teraz zauważyłem, że policzki mam pokryte tym ciepłym płynem. Nadal nie potrafiłem dobrze wspominać tej kobiety by nie zapłakać gorzko. Tak, nadal się nie pogodziłem z tym, że mnie zostawiła jak tego biednego psa na drodze. Bo tak właśnie ona ze mną uczyniła, zapominając o wszystkich moich uczuciach. W końcu opamiętałem się i powoli otarłem łzy moim rękawem. Uśmiechnąłem się, a przynajmniej starałem się to zrobić. Jak to w końcu wyglądało! Ten, który przed chwilą ją tak gorliwie pocieszał, rozkleił się teraz jak noworodek. A tym kimś byłem właśnie ja, jej przybrany brat na którego patrzyła teraz z mieszanymi uczuciami. Nie wiedziałem, co jej odpowiedzieć, czy stać mnie na prawdę. W końcu jednak ona się mi zwierzyła, czemu wiec ja miałbym zostać jej dłużny? Jak zwykle jednak nie miałem zamiaru mówić za wiele, może kilka słów lub zdań. Spojrzałem na ulubione ptaki mojej narzeczonej i to mnie namówiło ostatecznie do zaufania.
- W tym pokoju rzuciła mnie moja była narzeczona, Nerilan Perg. Te perfumy należały do niej, tym ptakom nadawaliśmy wspólnie imiona. Na tym tarasie hodowała białe róże, a w tej komodzie trzymała wszystkie prezenty ode mnie. Z czasem nawet zbudowaliśmy na nie osobny pokój, ale te najcenniejsze zachowała tutaj. Nadal tam są, wiesz? Nie zabrała ze sobą nic, chciała bym przez to cierpiał jeszcze bardziej. I udało jej się.- westchnąłem, czując że mimowolnie zaciskam dłonie w pięści. W tym miejscu czaiło się tak wiele wspomnień, że aż wolałem sobie ich nie przytaczać. Najlepszym było to, że u dołu znajdował się mój pokój, więc dobrze, że nie zrobiliśmy sobie schodów do ułatwionej drogi rano, choć taki pomysł pojawił się w planach. Tęskniłem za nią, jednak już nawet nie wiedziałem, gdzie się teraz znajdowała. Zresztą, wolałem się od niej odciąć. Teraz stała przede mną inna kobieta i to na nią musiałem zwrócić swoją uwagę.

< Flawio? No jak się Twój brat rozkleił...>