.

.
.
.

piątek, 28 listopada 2014

Od Ifrysa Cd Rosalie

- Nie patrz tak na mnie. - mrugnąłem do elfki - Dobrze się z tobą współpracuje Kwiatuszku. Szkoda tylko, że zostawiliśmy broń. - westchnąłem ciężko. 
Podziwianie wschodzącego słońca pozwoliło nam i zwierzętom odpocząć nieco i nabrać sił. Wreszcie postanowiliśmy osiodłać wierzchowce i ruszyć w dalszą drogę. Pogoń z pewnością zgubiła trop w ciemności, więc przez pewien czas powinniśmy być bezpieczni. 
- Szybko ich nie zobaczymy. - moja towarzyszka uśmiechnęła się promiennie.
Czarny ogier parsknął cicho, strzygąc uszami.
- Chyba powiedziałaś to w złym momencie. W nogi! - ruszyliśmy nieomal równocześnie, a tuż za nami z zarośli wypadło dwóch bandytów z napiętymi łukami. 
Na nasze szczęście nie byli najlepszymi strzelcami. Wskazałem Rosalie boczną dróżkę, sam chwyciłem gruby konar tuż nad głową i siłą rozpędu wywinąłem salto do tyłu. W samą porę, by usiąść tuż za plecami mężczyzny z przepaską na oku. Pozbawiłem rabusia przytomności ciosem w bok głowy. Przy okazji odzyskałem własną broń skradzioną przez oprychów. Zrzuciłem nieprzytomnego z konia i pomknąłem w stronę ogierka. W galopie przesiadłem się na Haliadora i natychmiast zawróciłem zwierzę. Śladem Stokrotki pomknął drugi ze złoczyńców, a jak przystało na dżentelmena, należało pomóc damie w opresji. Uśmiechnąłem się do własnych myśli i zmusiłem zwierzę do szybszego biegu.

<Rose?>

Od Iris Cd Yunashiego

Przywarłam do gorących prętów, starając się za wszelką cenę nie spoglądać w dół. Silniejszy powiew wiatru sprawił, że zadrżałam z zimna. Podciągnęłam kolana pod brodę i otoczyłam je ramionami. Niestety nie na wiele się to zdało. Pręty klatki wyglądały jak płomienie i dawały złudne uczucie ciepła, ochładzając się przy najmniejszym dotyku. Krajobraz w dole szybko zmienił się, zielone lasy ustąpiły miejsca białym zaspom śnieżnym. Mroźny wicher świszczał złowieszczo między prętami. Dalszą część drogi przebyłam, walcząc z nudnościami i sennością. Powoli traciłam czucie w rękach i nogach, a powieki ciążyły niemiłosiernie. Kiedy wreszcie zadowolony z siebie smok wylądował na ośnieżonej półce skalnej, moim oczom ukazało się ogromne wejście do lodowej jaskini. Z rozpaczą spostrzegłam, że na tę wysokość nie wiedzie żadna ze ścieżek. Tymczasem gad chwycił czubek klatki w zęby i pomaszerował dziarskim krokiem do własnego leża. Światło dzienne wpadało do środka przebijając się przez grubą warstwę lodu. Wnętrze było przepięknie oświetlone, zwisające sople pod sklepieniem mieniły się barwami tęczy, jeśli padł na nie zabłąkany promień słońca. Niestety nie miałam sił podziwiać dzieła. Nagle ku mej rozpaczy z wnętrza jaskini dobiegło ciche warknięcie i u wylotu tunelu dostrzegłam kolejny pysk smoka.
- Yunashi przyniosłeś przekąskę?
Drgnęłam nagle, a senność przepadła gdzieś bez śladu.
- Zamierzacie mnie zjeść? - szepnęłam drżącymi z zimna wargami.
- Oczywiście bracie. Przygotuj garnek, przyprawy, a i trochę rozmarynu. - mój prześladowca uśmiechnął się paskudnie.
Niestety nie widziałam w tym nic śmiesznego. Nadal siedziałam skulona na dnie klatki, czekając na bieg wydarzeń. Poczułam lekki wstrząs, kiedy moje więzienie postawiono niezbyt delikatnie. Smoki wdały się w zaciętą dyskusję zapewne na mój temat, gdyż co pewien czas biała bestia spoglądała na mnie gniewnie.
- To łowca! - krzyknął zirytowany błękitny gad.
- Dlaczego nikt nie wysłucha mojej wersji? - spytałam cicho na ile pozwalało na to przemarznięte ciało.
Oba smoki zwróciły łby w moją stronę ze względnym zainteresowaniem.
- Tacy jak wy spalili moją wioskę i wymordowali rodzinę. Nigdy nie spotkałam człowieka, który doświadczył chociaż odrobiny dobra ze strony smoczego gatunku. Dziwicie się, że szukam zemsty? - w miarę wypowiadania kolejnych słów mój głos przybierał na sile.
Na koniec ukryłam twarz w dłoniach, za wszelką cenę próbując powstrzymać cisnące się do oczu łzy. Tak nagły wybuch emocji nie zdarzył mi się odkąd zginęli wszyscy moi bliscy.
- Co chcesz wiedzieć? - spojrzałam zaczerwienionymi oczami na błękitnego smoka.

<Yunashi?>

Od Rosalie cd. Alastora

Dziewczyna patrzyła uważnie na każdy ruch czarownika. Masło, jajko, boczek, sól = jajecznica! Westchnęła z wdzięcznością, gdy mężczyzna postawił przed nią ciepły posiłek. Chwyciła za widelec patrząc na kolację głodnym wzrokiem. Jednak jadła dziwnie spokojnie i elegancko.
- Wyglądasz jak jakaś księżniczka. – powiedział Alastor patrząc na nią.
Uśmiechnęła się z aprobatą i odpowiedziała:
- Nic takiego. Przecież właśnie takie powinny być dziewczyny, prawda? – spytała z przekonaniem. Czarownik wzruszył ramionami i zabrał się do jedzenia. W tym czasie Rosalie odstawiła talerz do zlewu.
- Herbaty? – zaproponowała.
Alastor kiwnął głową. Zaparzyła dwie torebki i postawiła przed nim kubek. Westchnęła myśląc o Lancelocie, Krigar’ze (czemu się nie zjawił?) i … rodzicach.
- Coś nie tak? – z zamyślenia wyrwał ją głos towarzysza.
Spojrzała na niego nieobecnymi oczami.
- Wszystko gra. – powiedziała niezbyt przekonującym głosem.
Po chwili spojrzała na swoją rękę, na błyszczące znaki.
- Jak ty to zrobiłeś? I co to w ogóle znaczy?
(Alastor? Wenę zgubiłam, wiesz może gdzie jest?)

Od Rosalie - Cd. Ifrysa

Coś tu było nie tak. Kobieta była aż przesadnie uprzejma i trochę zbyt słodka. Patrzyłam na nią nieufnie prostując plecy. Za mną czułam chrapliwe oddechy dwóch mężczyzn. Zabrali mi broń byłam w potrzasku. W tym czasie blondynka mówiła coś do Ifrysa. Byłam bardziej skupiona na obserwowaniu otoczenia. Do lasu było niedaleko. Ale jak przekazać Ifrysowi wiadomość? Spojrzałam mu głęboko w oczy. Myślę, że pomyśleliśmy o tym samym. Oddychałam płytko czekając na jego sygnał. W myślach policzyłam wolno do stu. Trzeba uśpić ich czujność.
- Teraz! – krzyknął Ifrys i jak piorun poleciał do lasu. Zerwałam się sekundę później. Oniemiali prześladowcy patrzyli na nas chwilę zdziwieni, po czym zaczęli gonić. Po przebiegniętym kilometrze usłyszeliśmy zaniepokojone prychanie. Z krzaków wyskoczyły nasze dzielne rumaki. Oboje szybko wskoczyliśmy na grzbiety i popędziliśmy jak strzały prosto przed siebie. Przeciwnicy nie mieli szans. Zatrzymaliśmy się dopiero po pół godzinie morderczego galopu. Lancelot charczał głośno przez nos, a karemu ślina leciała z pyska.
- Trzeba im dać odpocząć. – powiedziałam troskliwie. Ifrys bez słowa pokiwał głową. Usiedliśmy patrząc jak niebo zaczyna się pięknie różowić.
- Dziękuję. – powiedział nagle chłopak. Spojrzałam na niego zdziwiona.
(Ifrys? Udało się!)

Od Tari - Cd. Dantego

Przez całą drogę milczała, myślami odpłynęła daleko w przyszłość. Widziała siebie jako kobietę niezależną, która zamieszkała w małym domku na przedmieściach. Jednak była sama, co nie dawało jej spokoju. Z zamyślenia wyrwała ją rozmowa mężczyzn. Zwróciła ku nim wzrok. Zaatakował ją ostry zapach dymu i popiołu. Zakasłała kilkakrotnie, podobnie jak niektórzy z oddziału.
- Co do...- zaniemówiła widząc chaos
- Demony.- odpowiedział Dante
- Dobrze... ekhe... wiedzieć.
Dotknęła dłonią rękojeści miecza chcąc upewnić się, że w każdej chwili może go użyć. Tak samo postąpiła z łukiem.
- Właściwie to gdzie masz bezlota?
- Szwenda się po okolicy. Pewnie wpadnie w najmniej odpowiednim momencie.
- Tak jak ty.
- Jesteś wredny.- mruknęła
- Raczej prawdomówny.
- Świnia!- uderzyła go lekko w ramię
- Może trochę.- pierwszy raz zaśmiał się w jej obecności, bardzo cicho
- Ooo, to jednam potrafisz się śmiać.- zachichotała
Wzrok wojowników skierował się na dowódcę, była to forma pytania.
- Skupić się na drodze!- ryknął białowłosy
Kobieta uśmiechnęła się, lecz już nic nie mówiła. Uniosła głowę, zauważyła pikującego Shadow'a, potem to jak ktoś przebija mu skrzydła strzałami. Dosłownie wyrwała siebie oraz konia z tłumu i popędziła galopem przed siebie.
- Tari, co ty rob...- zawołał Krigar, dalszej części nie usłyszała. Była już za daleko
"Jeśli zginie on, zginę i ja."- pomyślała. Istotnie, elfy związane ze swoimi towarzyszami ginęły w chwili śmierci zwierzęcia. Z każdą chwilą coraz bardziej opadała z sił. Zacisnęła dłonie i usta. Ponaglała konia. Wdarła się do obozu demonów, wywołała tym zamieszanie. Ostatkiem sił zeskoczyła z rumaka i przywarła do ciała gryfa. Znów płakała.
- Shadow, nie poddawaj się.- szeptała wyciągając strzały z jego ciała
Jeden z diabelskich sług zamachnął się by zakończyć istnienie Anor. Spięła mięśnie, zamknęła oczy. Była gotowa na śmierć, ale ta nie nastąpiła. Rozległ się tępy dźwięk uderzenia ostrza w jakiś metal. Niepewnie uchyliła powieki.
- Dante?!- wykrzyknęła
- Masz u mnie spory dług.- sapnął odpierając atak
- To kiedy mogę go uregulować?- zapytała
< Dante? Weny brak ;-;>

Od Luanii - Cd. Diego

Dziewczyna wpatrywała się z przerażeniem w piękny medalion który wręcz promieniował mocą.
- Ale...
- No dalej!
Bariera zaczęła powoli pękać. Wojownicy po drugiej stronie widząc to, zachęceni zdwoili wysiłki.
- Jesteś Dżinem. - wyszeptała ściskając mocniej artefakt.
Oznaczało to, że wpadła w spore tarapaty. Czytała o nich. Dżiny były niezwykle groźnymi istotami które nigdy nie spełniały życzeń tak jak tego wymagaliśmy. Dysponowały praktycznie nieograniczoną mocą. Były okrutne i mściwe dla tych którzy ich zniewolili. Zamknęła oczy.
- Zabierz nas w bezpieczne miejsce.
Kiwnął głową i przyciągnął do siebie zaskoczoną czarodziejkę. Po chwili świat wokół rozmył się i zaczął kręcić nieprzyjemnie. Zacisnęła ręce na jego ramionach aby odzyskać choć część równowagi. Miała tylko nadzieję, że nie znajdzie się w jakimś prywatnym piekle. Gdy otworzyła oczy ujrzała spokojne uliczki nieznanego miasteczka. Byli w pustym parku o tej porze nocy. Najwyraźniej dżin przeniósł ich do innego królestwa gdyż kojarzyła mniej więcej krajobraz. Odeszła kilka kroków, uwalniając się z jego ramion. Wyciągnęła przed siebie medalion lśniący błękitem.
- Przeze mnie ryzykowałeś.  Przepraszam. - powiedziała.
Przekrzywił głowę z lekkim uśmiechem.
- Oddajesz medalion? Tak po prostu? Masz jeszcze dwa życzenia.
Zarumieniła się lekko i zawiesiła mu artefakt na szyi z lekkim ociąganiem. Mogła sobie zażyczyć by jej nie zamieniał w popiół albo w równie paskudną rzecz ale zawsze mógł wymyśleć coś innego. Na dżiny nie ma rady.
- Zignorujmy zasady. Poza tym nie złapałam cię ale sam mi go oddałeś. To chyba się nie liczy? No i nie wyglądasz na dżina. - powiedziała z lekkim uśmiechem.
Uniósł brew.
- Doprawdy? A na co?
- Bo ja wiem? Niepozorny pirat, ewentualnie zabójca lub... - dotknęła ust. - Coś w tym guście. Tak czy inaczej, bywaj.
Odwróciła się na pięcie i zamarła. Niby kojarzyła miasto ale jakie było konkretnie? Przypominało nieco granice Nilfheimu. Kiepściutko w takim razie. Więcej wampirów i nekromantów. Przynajmniej była wśród swoich ale wampirów raczej nie lubiła.
- Pewnie nie wiesz dokładnie gdzie jesteśmy? - zapytała zagryzając wargę.

<Diego? :3 >

Od Alastora - Cd. Rosalie

Przenieśli skrzynkę nieco dalej od magazynu i ustawili na stole. Na ramieniu czarownika nadal siedział Rzepek. Przyglądał się Rosalie bacznie.
- Nie myśl o tym. - powiedział nagle Alastor.
Dziewczyna spojrzała zaskoczona.
- Słucham?
- Mówię do Rzepka. Planuje znów na ciebie skoczyć.
- Skąd wiesz?
Spojrzał na nią z dziwną miną.
- To mój zwierzak. Znam jego pokręcone zwyczaje. - otrzepał ręce i zrzucił jaszczurkę z ramienia. - Póki co jesteśmy bezpieczni. Mówiłem ci już swoje imię?
Pokręciła przecząco głową. Jakoś w tym czasie o tym zapomnieli.
- Jestem Rosalie. - powiedziała podając rękę.
- Alastor Tenebris. - chwycił i potrząsnął lekko. - Dobra Rosalie, pora odpocząć. Dość dziś się narobiłaś.
Wskazał na kuchnię umiejscowioną w sąsiednim pokoju. Była otwarta na niewielką jadalnię ze sporym stołem.
- Zwykle jadam sam. Będzie to dla mnie miła odmiana jeśli tym razem z kimś porozmawiam. - powiedział myjąc ręce i zabierając się za przyrządzenie jedzenia.
Dziewczyna rozejrzała się niepewnie po ładnej kuchni. Były tu wszystkie sprzęty których mógłby potrzebować dobry kucharz.
- Jesteś czarownikiem, wynalazcą i kucharzem? - zapytała siadając.
Rzucił jej rozbawione spojrzenie.
- Muszę sobie radzić. Nie mam dziewczyny która by mi przyrządzała pyszne obiady. - dotknął małego kryształu w kolorze czerwieni który natychmiast rozpalił się ogniem. - Mogę ci udostępnić jedną kajutę. Mam wolną dla gości. - kontynuował przygotowując sporą patelnię. - W końcu przez ten tydzień nie będziesz spała na górnym pokładzie. Mogę być okrutny ale jakieś zasady mam.

<Rosalie? :3 >