-Poczekaj chwilkę.- Odezwał się po raz pierwszy Yeal cicho. Dwie pary
oczu skierowały się w jego stronę. Ayame z gniewem, nieznajomy ze
spokojem.
-Na co?- Spytała.- Szkoda naszego czasu, Yeal. Idziemy.
-Yeal, tak?
Smok zamarł na dźwięk swojego imienia w ustach obcego. Brzmiało dziwnie i
nietypowo. Nie był do końca pewien, czy mu się to podoba czy też nie.
Podniósł wzrok. Nieznajomy był wyższy od niego, przez co musiał nieco
unieść głowę, żeby spojrzeć mu w oczy.
Dziewczyna złapała go za rękę i szarpnęła. Poddał się po chwilę i ruszył za nią, oglądając się co chwilę przez ramię.
-Impertynent.- Warknęła.
-Dlaczego?
Spojrzała na niego z bezgranicznym zdumieniem.
-Może naprawdę chciał nam pomóc.- Wytłumaczył speszony chłopak.
-A może naprawdę był jednym z nich? Może chciał nas poprowadzić
"skrótem", na którym czekała by nas zasadzka? Nie możesz ufać wszystkim
napotkanym na drodze osobom!
-Nie chciałbym ci wypominać, ale sama niedawno mówiłaś, że jestem zbyt nieufny.
-Czy musisz mnie łapać za słowa?
Wyszczerzył do niej zęby.
-Tylko dopóki będziesz sama przeczyć własnym słowom.
Mruknęła coś, co zabrzmiało jak przekleństwo.
Nagle stało się kilka rzeczy naraz. Na drogę wpadło kilkunastu ubranych
na czarno postaci, ktoś złapał Yeala za rękę i chłopak nagle znalazł się
na drzewie. Zamrugał i rozejrzał się. Obok niego kucał tamten obcy,
którego wcześniej spotkali na trasie. Usłyszał krzyk. Spojrzał w dół i
dostrzegł, jak postaci obezwładniają Ayame. Jedna z nich dotknęła jej
skroni. Dziewczynie głos uwiązł w gardle. Gdyby nie trzymające ją ręce,
upadłaby.
Yeal już miał zmienić postać i lecieć jej na ratunek, kiedy poczuł palce
zaciskające się na jego ramieniu. Spojrzał na nieznajomego niemal z
obłędem w oczach. Obcy położył mu wolną rękę na ustach.
-Widzisz tego, który ją obezwładnił?- Zapytał szeptem. Smok mimo
oburzenia, pokiwał głową.- Jest magiem. Jakieś osiem razy silniejszym
ode mnie. Nie ważne, jaką siłę ma jako smok. Takich jak ty zjada na
deser.
-Powinien nas wyczuć.- Warknął Yeal. Mężczyzna uśmiechnął się blado.
-Ja też mam coś do zaoferowania. Według niego, jesteś drobnym
smokopodobnym pupilem maga, czyli mnie. Jesteśmy jakieś trzysta metrów
od nich na trakcie.
-Jak...?
-Maskuję twoją aurę moją.
W oczach smoka zapłonęły ogniki.
-Uratuj ją! Proszę.
<Oliver? :3>
.
.
.
.
środa, 18 lutego 2015
Od Nessara - Cd.Felicii
Nessar pamiętał niewiele. Stracili panowanie nad ukochanym statkiem, który ze świstem przyprawiającym o dreszcze, zaczął pikować w dół. Nie miał szans tego cofnąć. Na nic się zdały umiejętności kapitańskie ani nawet wampirze.
Zostali zaatakowani przez dwa smoki które zapalczywie zionęły kwasowym oddechem, przepalając wszelkie zastawione bariery. Z tego co się zorientował Asteria powinna być jeszcze w miarę sprawna do naprawy...
Ostatnim zaś co pamiętał był przerażający ból i zimno które rozlały się po całym ciele. Nie wiedział ile tak leżał, ale w końcu musiał otworzyć oczy. Zdziwiło go przyjemne uczucie ciepła na twarzy. Jęknął odganiając ręką coś włochatego. Świata zdawał się składać tylko z odcieni szarości i tępego bólu. Rozejrzał się słabo wokół, siadając. Coś niebezpiecznie chrupnęło w kręgosłupie i w porę zdusił krzyk.
- Co do diabła... - szepnął spoglądając tępo przed siebie.
Przed nim siedział piękny wilk o miękkim, nieco brązowym futrze i niezwykle mądrych oczach. Stworzenie przechyliło łebek węsząc z zaciekawieniem. Nessar spojrzał zaskoczony.
- Witaj maleńki. - wyszeptał masując kark. - Też jesteś rozbitkiem? Właśnie... jasna cholera. - wstał siłą woli i zataczając, podbiegł do rozbitego nieopodal statku.
Chyba najgorszy był widok ukochanej w takim stanie. Asteria wyglądała koszmarnie. Przechylona niebezpiecznie na jedną stronę. Deski pokładu wykrzywione i popalone. Wszędzie ciała załogi, ale większość była tylko ranna. Zadziałały w ostatnim momencie zaklęcia zabezpieczające. Na szczęście.
- Rodricku! - wrzasnął nie starając się jednocześnie kryć przerażenia o los przyjaciela.
Przykucnął nie mogąc dłużej ustać na nogach. Jedną ręką gładził mimowolnie wilka którego ciepło i sama obecność koiła nerwy. Pierwszy podniósł się wielki ork. Strząsnął z mokrej czupryny błoto i odczepił pijawkę która łapczywie przyssała się do policzka.
- Kapitanie. W porządku? - wycharczał idąc do kolejnego rannego.
Nessar kiwnął głową jednocześnie spoglądając na spore rozdarcie w koszuli. Brzegi już dążyły się zabarwić szkarłatem. Nie było dobrze. Przycisnął rękę do rany tłumiąc jęk bólu. Przed oczami zatańczyły niepokojące mroczki. Wstał jednak i ruszył nieco chwiejnie do pobliskiego drzewa porośniętego zielonymi, zgniłymi naroślami.
Oparł się, oddychając ciężko.
- Mogło być gorzej. Borg! Sprawdź ilu poległo. Jason zorganizuj bazę. Aru ty pomóż rannym i niech ktoś znajdzie Rodricka! - wrzasnął osuwając się na ziemię.
Jeden z argonian, ludzi jaszczurów podszedł ostrożnie ze sztyletem w dłoni. Wskazał wilczycę z paskudnym uśmiechem.
- Co to za... futrzak? Zabić?
- Spróbuj tylko a zawiśniesz na tym drzewie. Jasne? - wysyczał Nessar. - Nikt go nie tknie.
<Felicio? Awansowałaś na przytulankę xD >
Zostali zaatakowani przez dwa smoki które zapalczywie zionęły kwasowym oddechem, przepalając wszelkie zastawione bariery. Z tego co się zorientował Asteria powinna być jeszcze w miarę sprawna do naprawy...
Ostatnim zaś co pamiętał był przerażający ból i zimno które rozlały się po całym ciele. Nie wiedział ile tak leżał, ale w końcu musiał otworzyć oczy. Zdziwiło go przyjemne uczucie ciepła na twarzy. Jęknął odganiając ręką coś włochatego. Świata zdawał się składać tylko z odcieni szarości i tępego bólu. Rozejrzał się słabo wokół, siadając. Coś niebezpiecznie chrupnęło w kręgosłupie i w porę zdusił krzyk.
- Co do diabła... - szepnął spoglądając tępo przed siebie.
Przed nim siedział piękny wilk o miękkim, nieco brązowym futrze i niezwykle mądrych oczach. Stworzenie przechyliło łebek węsząc z zaciekawieniem. Nessar spojrzał zaskoczony.
- Witaj maleńki. - wyszeptał masując kark. - Też jesteś rozbitkiem? Właśnie... jasna cholera. - wstał siłą woli i zataczając, podbiegł do rozbitego nieopodal statku.
Chyba najgorszy był widok ukochanej w takim stanie. Asteria wyglądała koszmarnie. Przechylona niebezpiecznie na jedną stronę. Deski pokładu wykrzywione i popalone. Wszędzie ciała załogi, ale większość była tylko ranna. Zadziałały w ostatnim momencie zaklęcia zabezpieczające. Na szczęście.
- Rodricku! - wrzasnął nie starając się jednocześnie kryć przerażenia o los przyjaciela.
Przykucnął nie mogąc dłużej ustać na nogach. Jedną ręką gładził mimowolnie wilka którego ciepło i sama obecność koiła nerwy. Pierwszy podniósł się wielki ork. Strząsnął z mokrej czupryny błoto i odczepił pijawkę która łapczywie przyssała się do policzka.
- Kapitanie. W porządku? - wycharczał idąc do kolejnego rannego.
Nessar kiwnął głową jednocześnie spoglądając na spore rozdarcie w koszuli. Brzegi już dążyły się zabarwić szkarłatem. Nie było dobrze. Przycisnął rękę do rany tłumiąc jęk bólu. Przed oczami zatańczyły niepokojące mroczki. Wstał jednak i ruszył nieco chwiejnie do pobliskiego drzewa porośniętego zielonymi, zgniłymi naroślami.
Oparł się, oddychając ciężko.
- Mogło być gorzej. Borg! Sprawdź ilu poległo. Jason zorganizuj bazę. Aru ty pomóż rannym i niech ktoś znajdzie Rodricka! - wrzasnął osuwając się na ziemię.
Jeden z argonian, ludzi jaszczurów podszedł ostrożnie ze sztyletem w dłoni. Wskazał wilczycę z paskudnym uśmiechem.
- Co to za... futrzak? Zabić?
- Spróbuj tylko a zawiśniesz na tym drzewie. Jasne? - wysyczał Nessar. - Nikt go nie tknie.
<Felicio? Awansowałaś na przytulankę xD >
Od Felicii - Do Nessara
Na moje nieszczęście pierwsze promienie słońca padły na moją twarz przez
co w niemalże natychmiastowym tempie otworzyłam oczy. Tę
noc,praktycznie jak każdą, spędziłam w pierwszej lepszej jaskini.
Oczywiście biorąc pod uwagę to że większość z takowych była
zamieszkana..trudno było o jakiś nocleg.
Podniosłam się na łapach i przeciągnęłam.
Przyznam że nie mogłam sobie przypomnieć co dokładnie działo się poprzedniego dnia. Jednak po rozejrzeniu się i zobaczeniu kilku martwych zwierząt zaczęłam się domyślać co się działo..rzeź.
Czym prędzej opuściłam jaskinię,ponownie zaczęłam moją bezkresną podróż.
Zwiedziłam już kawałek świata jednak to nie spełniało nawet w małym stopniu moich ambicji. A było one tak wysokie jak mojej mamy..
Przemierzałam teren w nadziei że znajdę coś co bardziej mnie zainteresuje jednak wszystko co mnie otaczało to błoto,liście,drzewa i jeziora.
Idąc jedną ze ścieżek czułam się jakby to błoto mnie pochłaniało a muszę powiedzieć że pod postacią wilka stąpałam bardzo lekko.
Nagle usłyszałam coś bardzo dziwnego. Podniosłam łeb do góry i spojrzałam w niebo..przez chmury spostrzegłam jakiś niewyraźny kontur..co gorsza zaczął jakby zbliżać się do mnie.
Głośny świst dał mi do zrozumienia że robi się niebezpiecznie.
Ruszyłam biegiem przed siebie by znacznie oddalić się od miejsca w którym może wydarzyć się katastrofa.
Zatrzymałam się i odczekałam kilka minut..huk rozległ się na odległość zapewne kilku kilometrów,ziemia się zatrzęsła. Gdy te zjawiska zniknęły postanowiłam zbadać centrum tego wszystkiego.
Ku mojemu zaskoczeniu zobaczyłam statek w połowie zatopiony w jeziorze.
Przy brzegu leżał jakiś mężczyzna.
I co ja mam teraz zrobić..?
Podeszłam powoli i cicho do ciała.
Dotknęłam jego twarzy mokrym nosem,był ciepły. Obejrzałam z grubsza jego ciało..nie był specjalnie ranny. Zwykły człowiek nie przeżyłby takiego upadku więc mogłam wykluczyć tę rasę. Złapałam zębami jego kołnierz i zaczęłam ciągnąć. Udało mi się wyciągnąć go z wody.
Chcąc by się obudził zaczęłam lizać jego policzek.
Nie chciałam by zginął,nie jestem kimś kto lubi obserwować czyjąś śmierć. A gdybym go zostawiła miałabym go na sumieniu..
(Nessar?)
Podniosłam się na łapach i przeciągnęłam.
Przyznam że nie mogłam sobie przypomnieć co dokładnie działo się poprzedniego dnia. Jednak po rozejrzeniu się i zobaczeniu kilku martwych zwierząt zaczęłam się domyślać co się działo..rzeź.
Czym prędzej opuściłam jaskinię,ponownie zaczęłam moją bezkresną podróż.
Zwiedziłam już kawałek świata jednak to nie spełniało nawet w małym stopniu moich ambicji. A było one tak wysokie jak mojej mamy..
Przemierzałam teren w nadziei że znajdę coś co bardziej mnie zainteresuje jednak wszystko co mnie otaczało to błoto,liście,drzewa i jeziora.
Idąc jedną ze ścieżek czułam się jakby to błoto mnie pochłaniało a muszę powiedzieć że pod postacią wilka stąpałam bardzo lekko.
Nagle usłyszałam coś bardzo dziwnego. Podniosłam łeb do góry i spojrzałam w niebo..przez chmury spostrzegłam jakiś niewyraźny kontur..co gorsza zaczął jakby zbliżać się do mnie.
Głośny świst dał mi do zrozumienia że robi się niebezpiecznie.
Ruszyłam biegiem przed siebie by znacznie oddalić się od miejsca w którym może wydarzyć się katastrofa.
Zatrzymałam się i odczekałam kilka minut..huk rozległ się na odległość zapewne kilku kilometrów,ziemia się zatrzęsła. Gdy te zjawiska zniknęły postanowiłam zbadać centrum tego wszystkiego.
Ku mojemu zaskoczeniu zobaczyłam statek w połowie zatopiony w jeziorze.
Przy brzegu leżał jakiś mężczyzna.
I co ja mam teraz zrobić..?
Podeszłam powoli i cicho do ciała.
Dotknęłam jego twarzy mokrym nosem,był ciepły. Obejrzałam z grubsza jego ciało..nie był specjalnie ranny. Zwykły człowiek nie przeżyłby takiego upadku więc mogłam wykluczyć tę rasę. Złapałam zębami jego kołnierz i zaczęłam ciągnąć. Udało mi się wyciągnąć go z wody.
Chcąc by się obudził zaczęłam lizać jego policzek.
Nie chciałam by zginął,nie jestem kimś kto lubi obserwować czyjąś śmierć. A gdybym go zostawiła miałabym go na sumieniu..
(Nessar?)
wtorek, 17 lutego 2015
Od April - Cd. Fenrisa
Wróciłam do wynajętego domu. Nie był duży. Posiadał dwie sypialnie,
jedna dla mnie, druga dla Marcusa. Mieliśmy także małą kuchnie, salon i
spiżarnie. Pogłaskałam, wygrzewającego się w promieniach Słońca
Nefriego. Spędziłam dzisiaj zaskakujący dzień wraz z Fenem, ale niestety
za dwa dni wracam do domu. Nie powiedziałam Fenrisowi i myślałam że się
już nie spotkamy. Przebrałam się w coś wygodniejszego i usiadłam w
salonie. Siedziałam bez większego celu. Później zebrałam się i ponownie
zmieniłam swoje ubrania . Poszłam do Ulle by zamówić potrzebne towary.
***
Trwało to trochę. Słońce zachodziło wolno. Wróciłam do domu. Kot łasił się o moją łydkę. Nie miałam na nic już sił. Położyłam się i zasnęłam.
***
W przedostatni dzień pobytu w tym miejscu postanowiłam przejść się po rynku. Przyglądałam się postawionym tam kolorowym budką. Kupiłam sobie coś do jedzenia i powędrowałam w stronę lasu. Cały tydzień spędziłam w mieście i chciałam odpocząć od hałasu miasta. Nie widziałam w lesie nic ciekawego, lecz nie zatrzymałam się. Po jakieś godzinie postanowiłam wróć się do miasta, ale nagle ujrzałam białego wilka. Tego samego, co na początku. Przestraszył się czegoś, czego nie widziałam. Wilk zaczął wąchać w powietrzu. Zapomniałam, moje perfumy pachniały nietypowo i mogły go rozdrażnić. Postanowiłam się powoli wycofać. Przez chwilę szłam tyłem, odwróciłam się delikatnie i szłam przed siebie, bardzo cicho.
< Fenris? >
***
Trwało to trochę. Słońce zachodziło wolno. Wróciłam do domu. Kot łasił się o moją łydkę. Nie miałam na nic już sił. Położyłam się i zasnęłam.
***
W przedostatni dzień pobytu w tym miejscu postanowiłam przejść się po rynku. Przyglądałam się postawionym tam kolorowym budką. Kupiłam sobie coś do jedzenia i powędrowałam w stronę lasu. Cały tydzień spędziłam w mieście i chciałam odpocząć od hałasu miasta. Nie widziałam w lesie nic ciekawego, lecz nie zatrzymałam się. Po jakieś godzinie postanowiłam wróć się do miasta, ale nagle ujrzałam białego wilka. Tego samego, co na początku. Przestraszył się czegoś, czego nie widziałam. Wilk zaczął wąchać w powietrzu. Zapomniałam, moje perfumy pachniały nietypowo i mogły go rozdrażnić. Postanowiłam się powoli wycofać. Przez chwilę szłam tyłem, odwróciłam się delikatnie i szłam przed siebie, bardzo cicho.
< Fenris? >
Od Mikoto cd Naix'a
-Wolę przebywać w powietrzu, niż na lądzie.- Wzruszyłam ramionami z uśmiechem.- Umowę możemy podpisać na trasie.
Wciągnęłam na pokład cumy i szpringi, zabezpieczając je dokładnie. Statek opadł nieznacznie. Cofnęłam się do steru. Puszka leniwie wypłynęła z portu. Kiedy nie było ryzyka, że uderzymy w jakiś statek przez gwałtowny podmuch wiatru, zawołałam:
-Do fałów, drogi majtku!
Naix złapał za liny. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że był zdecydowanie silniejszy, niż na to wyglądał. Statek szarpnął lekko. Poczułam, jak w żagle wstępuje życie. Wydobyłam kompas i spojrzałam na niego, jednocześnie usiłując doprowadzić do ładu włosy. Upewniłam się co do kierunku, zablokowałam ster i z dolnej szuflady wyciągnęłam umowę. Skinęłam na chłopaka.
-W normalnych warunkach zajęlibyśmy się tym- machnęłam kartką- mojej kajucie, ale panuje tam mały bałagan, więc chyba wygodniej będzie tu.
Naix przebiegł wzrokiem tekst i spojrzał na mnie znad brzegu papieru.
-Dziwna jesteś, wiesz?
-Słucham?
Zaśmiał się cicho i wziął ode mnie pióro. Podpisał się i oddał mi umowę.
-Nie bałaś się, że do czasu podpisania dokumentów mógłbym cię wyrzucić za burtę? Albo w najlepszym wypadku związać i zamknąć gdzieś pod pokładem.
Spojrzałam na niego starając się rozszyfrować wyraz niepokojąco głębokich, zielonych oczu.
-Oczywiście, że mógłbyś. Ale tego nie zrobiłeś, prawda?
Odwróciłam się, usilnie próbując ukryć zmieszanie. Wyciągnęłam ołówek i spięłam nim sobie włosy. Niemal natychmiast wiatr wyszarpnął część z nich. Opadły na czoło, zasłaniając mi tym samym widok. Westchnęłam i spojrzałam na horyzont. Jakieś dwa, maksymalnie trzy dni, o ile pogoda się nie zmieni. Tu wiele od niej zależało.
-Nie wydaje się, żeby miało padać.- Usłyszałam głos obok siebie. Nawet nie zauważyłam, kiedy podszedł. Wpatrywałam się w niego chwilę.
-Jesteś ode mnie niższy.- Wypaliłam bez zastanowienia. Zdawało mi się, czy dostrzegłam rumieniec?
-No i co z tego.
Wzruszyłam ramionami.
-Tak tylko mówię. Mogę wiedzieć, co cię sprowadza do Fronterizo?- Spytałam usiłując ukryć ciekawość.
<Naix? Tylko mi tu nie umrzyj :) >
Wciągnęłam na pokład cumy i szpringi, zabezpieczając je dokładnie. Statek opadł nieznacznie. Cofnęłam się do steru. Puszka leniwie wypłynęła z portu. Kiedy nie było ryzyka, że uderzymy w jakiś statek przez gwałtowny podmuch wiatru, zawołałam:
-Do fałów, drogi majtku!
Naix złapał za liny. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że był zdecydowanie silniejszy, niż na to wyglądał. Statek szarpnął lekko. Poczułam, jak w żagle wstępuje życie. Wydobyłam kompas i spojrzałam na niego, jednocześnie usiłując doprowadzić do ładu włosy. Upewniłam się co do kierunku, zablokowałam ster i z dolnej szuflady wyciągnęłam umowę. Skinęłam na chłopaka.
-W normalnych warunkach zajęlibyśmy się tym- machnęłam kartką- mojej kajucie, ale panuje tam mały bałagan, więc chyba wygodniej będzie tu.
Naix przebiegł wzrokiem tekst i spojrzał na mnie znad brzegu papieru.
-Dziwna jesteś, wiesz?
-Słucham?
Zaśmiał się cicho i wziął ode mnie pióro. Podpisał się i oddał mi umowę.
-Nie bałaś się, że do czasu podpisania dokumentów mógłbym cię wyrzucić za burtę? Albo w najlepszym wypadku związać i zamknąć gdzieś pod pokładem.
Spojrzałam na niego starając się rozszyfrować wyraz niepokojąco głębokich, zielonych oczu.
-Oczywiście, że mógłbyś. Ale tego nie zrobiłeś, prawda?
Odwróciłam się, usilnie próbując ukryć zmieszanie. Wyciągnęłam ołówek i spięłam nim sobie włosy. Niemal natychmiast wiatr wyszarpnął część z nich. Opadły na czoło, zasłaniając mi tym samym widok. Westchnęłam i spojrzałam na horyzont. Jakieś dwa, maksymalnie trzy dni, o ile pogoda się nie zmieni. Tu wiele od niej zależało.
-Nie wydaje się, żeby miało padać.- Usłyszałam głos obok siebie. Nawet nie zauważyłam, kiedy podszedł. Wpatrywałam się w niego chwilę.
-Jesteś ode mnie niższy.- Wypaliłam bez zastanowienia. Zdawało mi się, czy dostrzegłam rumieniec?
-No i co z tego.
Wzruszyłam ramionami.
-Tak tylko mówię. Mogę wiedzieć, co cię sprowadza do Fronterizo?- Spytałam usiłując ukryć ciekawość.
<Naix? Tylko mi tu nie umrzyj :) >
poniedziałek, 16 lutego 2015
Od Marionette
Wybrałam się na przejażdżkę konną na mojej klaczy Inferno. Byłam
spragniona, więc zsiadłam z konia i poszłam do źródła. Nabrałam zimnej
wody w dłonie i powoli się napiłam. Po drugiej stronie rzeczki
zauważyłam jakąś młodą dziewczynę, leżała, ale nie wyglądała jakby
spała. Podeszłam do niej i zauważyłam zaschniętą krew pod jej nosem.
Musiała się słabo poczuć pomyślałam.
-Halo? Słyszysz mnie? Halo?
Potrząsnęłam jej ramionami i klasnęłam jej przed twarzą. Gdy sprawdzałam jej puls, była bardzo zimna, wręcz przerażająco zimna. Spanikowałam, wzięłam wodę w garść i chlusnęłam jej prosto w twarz.
- Halo słyszysz mnie? - powtórzyłam.
Nagle otworzyła oczy...
-Halo? Słyszysz mnie? Halo?
Potrząsnęłam jej ramionami i klasnęłam jej przed twarzą. Gdy sprawdzałam jej puls, była bardzo zimna, wręcz przerażająco zimna. Spanikowałam, wzięłam wodę w garść i chlusnęłam jej prosto w twarz.
- Halo słyszysz mnie? - powtórzyłam.
Nagle otworzyła oczy...
Od Darricka - Cd. Kyrie
Darrick dzierżył pewnie miecz i wpatrywał się w wampiry. Po ustach błądził mu lekki uśmiech. Stanął po lewej stronie Kyrie i spojrzał ostrożnie.
- Żyjesz?
Przytaknęła zaciskając mocniej zęby. Kiwnął głową i uznał, że nie będzie się nią dłużej zajmował. Miał ważniejsze rzeczy na głowie. Choćby masa wampirów.
- Witam panowie. Piękny dzień na śmierć. - zaczął przyjmując bardziej swobodną pozę.
Strzygi ukazały rzędy ostrych kłów sycząc przeraźliwie.
- Wynoś się łowco.
Na prowadzenie wyszedł wysoki elf, białowłosy o ostrych, niemal zwierzęcych rysach i błękitnych oczach.
- Jesteś Frost. - miał nieprzyjemny głos przyprawiający o dreszcze.
Darrick wykonał drwiący ukłon.
- Czego chcesz? -niewiele go to obchodziło, ale dodatkowy czas na obmyślenie planu zawsze się przyda.
Wampir przeszedł kilka kroków bliżej. Poruszał się z niezwykłą gracją. Niczym polujący kot. Wręcz hipnotyzował samym wyglądem.
- Słyszałem, że nie jesteś głupi. Czy nam pomożesz?
Darrick zaśmiał się z drwiną.
- Przed chwilą sam sobie zaprzeczyłeś. - wymierzył ostrze miecza w pierś wampira.
Ten jednak ze spokojem podszedł jeszcze bliżej, aż niemal nadział się na broń.
- Nie jesteśmy wampirami.
- Ooo doprawdy? Jak dla mnie... - zamarł spoglądając czujniej. Opuścił broń i podszedł znacznie bliżej. Zmrużył oczy. - Zaraz... zaraz... ty, masz rację.
Mężczyzna uśmiechnął się ukazując śnieżne zęby.
- Pomóż nam.
- Ale... jakim cudem tak wyglądacie?! - warknął odskakując.
Ten wzruszył tylko ramionami.
- Nie wiemy. Obudziliśmy się już w takim stanie. Połowa wioski jest, powiedzmy strzygami.
<Kyrie?>
- Żyjesz?
Przytaknęła zaciskając mocniej zęby. Kiwnął głową i uznał, że nie będzie się nią dłużej zajmował. Miał ważniejsze rzeczy na głowie. Choćby masa wampirów.
- Witam panowie. Piękny dzień na śmierć. - zaczął przyjmując bardziej swobodną pozę.
Strzygi ukazały rzędy ostrych kłów sycząc przeraźliwie.
- Wynoś się łowco.
Na prowadzenie wyszedł wysoki elf, białowłosy o ostrych, niemal zwierzęcych rysach i błękitnych oczach.
- Jesteś Frost. - miał nieprzyjemny głos przyprawiający o dreszcze.
Darrick wykonał drwiący ukłon.
- Czego chcesz? -niewiele go to obchodziło, ale dodatkowy czas na obmyślenie planu zawsze się przyda.
Wampir przeszedł kilka kroków bliżej. Poruszał się z niezwykłą gracją. Niczym polujący kot. Wręcz hipnotyzował samym wyglądem.
- Słyszałem, że nie jesteś głupi. Czy nam pomożesz?
Darrick zaśmiał się z drwiną.
- Przed chwilą sam sobie zaprzeczyłeś. - wymierzył ostrze miecza w pierś wampira.
Ten jednak ze spokojem podszedł jeszcze bliżej, aż niemal nadział się na broń.
- Nie jesteśmy wampirami.
- Ooo doprawdy? Jak dla mnie... - zamarł spoglądając czujniej. Opuścił broń i podszedł znacznie bliżej. Zmrużył oczy. - Zaraz... zaraz... ty, masz rację.
Mężczyzna uśmiechnął się ukazując śnieżne zęby.
- Pomóż nam.
- Ale... jakim cudem tak wyglądacie?! - warknął odskakując.
Ten wzruszył tylko ramionami.
- Nie wiemy. Obudziliśmy się już w takim stanie. Połowa wioski jest, powiedzmy strzygami.
<Kyrie?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)