Liwia zaskoczona szła razem z nieznanym człowiekiem. Nie wiedziała kim
jest, ani czego chce. Odwróciła delikatnie głowę patrząc za siebie, Vigo
spojrzał w jej oczy.
-Liwio tak pięknie wyglądasz. Mam nadzieję że zostaniesz na obiedzie? -
Weszli do jadalni stół był właśnie nakrywany. Słudzy skłonili głowy i
kończyli nakrywać mężczyzna odstawił krzesło i Liwia usiadła. Obok niej
usiadł Vigo, który tak samo uważnie jak ona, przyglądał się nieznanemu
człowiekowi.
-Tak długo cię wyczekiwałem. Tyle o tobie słyszałem, znam twoje przygody
z dzieciństwa. Pamiętam jak byłaś jeszcze mała, gdy tu cię przyniosła.
Zaledwie na chwilę, ale jednak. Twoja matka była naprawdę wspaniałą
kobietą.
-Skąd znałeś moją matkę? - Spytała Liwia, praktycznie nie pamiętała swojej matki...
-Powiedzmy że miałem z nią pewne układy... Ale teraz to jest nieważne.
Może zjesz coś? Samą herbatą miętową na pewno nie postawiłaś się na
nogi, powinnaś coś zjeść.
-Skąd ty wiedziałeś że...
-Oj Liwio... Nie domyślasz się? Pamiętasz człowieka który ci sprzedał
zwierzaka?... To byłem ja. Twój Miralo był moimi oczami. Mogłem cię
obserwować o ile ten stworek nie poszedł gdzieś z dala od ciebie...
-Ale Miralo był zamknięty w pokoju gdy ja byłam w kuchni.
-Bo to jeszcze nie wszystko...Pamiętasz co stało się dokładnie rok po zniknięciu twojego kolegi?
-Nie wiem... - Powiedziała zastanawiając się.
-Pamiętasz co ci wtedy przyniósł twój stworek?
-...Pierścień. - Powiedziała patrząc mu w oczy, nie rozumiała tego
całego układu. On jedynie się uśmiechnął tajemniczo czego kompletnie nie
rozumiała.
-Ten pierścień jest zaczarowany. Widzę i czuję to co właściciel tego pierścienia, tego kto go nosi. Twój kolega ma pierścień.
Dziewczyna wzięła łyk wina z kieliszka który stał na stole.
-Ale to niczego nie wyjaśnia... Czemu tu jestem?
-Niebawem się przekonasz... Ale teraz zjedz coś. - Dziewczyna wzięła
jabłko z misy i delikatnie się uśmiechnęła, jakby do siebie. Zaczęła
jeść owoc, myślała tak przez chwilę i nasunęło jej się kolejne pytanie.
-Powiedziałeś że wiele o mnie słyszałeś, że wiesz jakie przeżyłam przygody... Skąd?
Mężczyzna podszedł do niej bliżej i dotknął dłonią jej głowy. Nagle
pojawiły się obrazy jej kolegi, gdy razem się bawili, wspinali na
drzewa.
-Twój wierny towarzysz Aaron powiedział mi wszystko o tobie. Niebywałe jak potrafiłaś ukryć jego zniknięcie przed rodzicami.
W oczach dziewczyny pojawiły się łzy.
-Aaron... On tu jest?
-Tak. Ale może po obiedzie go przywołam.
-Nie teraz? - Spytała czując jak łza jej płynie po policzku. Pamiętała
że zanim odeszła od zwierciadła, które pochłonęło jej przyjaciela
zaśpiewała pieśń pożegnalną. Pamiętała jak śpiewała mimo łez które
płynęły niczym rzeka. Teraz czuła się podobnie.
< Vigo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz