Nessar zadowolony, że w końcu ma ją "tam gdzie chciał" przechadzał się pomiędzy marynarzami. Nie byli zadowoleni ale wiedzieli, że kapitan nie rzuca słów na wiatr. W krótkim czasie przygotowali statek do drogi i objęli kierunek na dość dalekie miasto w którym mieściła się siedziba Władców Mgieł. Już od kilku godzin panował mrok. Idealna pora dla niego. Widział jak marynarze zanoszą kilka rzeczy do kajuty.
- Świetnie. - mruknął i ruszył w tym kierunku.
Przygotowano już kolację ale dziś miał zamiar zjeść z załogą i Meg oczywiście. Dobrze jej zrobi przebywanie wśród ludzi. Zapukał i odczekał chwilę. Otworzyła ze smutną miną.
- Wszystko dobrze?
Pokiwała głową. Nawet na niego nie spojrzała ale zignorował to.
- Dziś zjemy kolację z załogą.
Wycofała się do kajuty, kręcąc głową. Najwyraźniej jego genialny pomysł nie przypadł do gustu dziewczynie. Zobaczyła w lodowatych oczach gniew. Stłumił go jednak szybko. Podszedł i chwycił jej dłoń, całując lekko. Zesztywniała natychmiast.
- Posłuchaj. Nie możesz cały dzień tu siedzieć. Wyjdź. Poznaj choć kogoś. - pociągnął ją lekko za sobą.
Nadal się opierała. Zastanowił się czy chce ją zmuszać.
- Meg, nie chcę być stanowczy ale jeść musisz. Nie miałaś nic w ustach od... poranka!
Ponownie zobaczył w jej oczach łzy i przerażenie.
- Nikt nie zrobi ci krzywdy. - powiedział uspokajająco. - Proszę cię. Chodź ze mną.
<Meg? xD >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz