-Dobrze-mruknęła cicho
Miasteczko do którego zawitali znajdowało się tylko kilka kilometrów dalej, lecz było świetnie dopasowane do tropikalnej urody wysepki.
-Tam jest jakaś karczma-mruknęła dziewczyna wskazując budynek z wielkim szyldem w którym wciąż paliło się światło.
-No więc chodźmy...
Gdy weszli do środka bardziej niż czysty i przyjemny bar wyglądało to na podłą spelunę. Pomieszczenie było prawie pełne, a wszędzie widać było kufle: pełne albo wypełnione tanim piwem. Grała muzyka, którą i tak i tak zagłuszały głośne pijackie rozmowy i śmiechy. Blair przywarła do Malthaela przebijającego się do baru. Nikt nie zwracał uwagi na dwójkę nowych przybyszy. Mężczyzna obsługujący całe to wesołe zgromadzenie, a także właściciel budynku był podstarzałym grubasem o czerwonych wypiekach na twarzy. Chyba i on był "podchmielony". Władcy to miejsce nie przypadło do gustu, tak samo jek jego pupilce jadnak wiedzieli dobrze, że zbytnio innych możliwości nie ma
-W czym pomóc?-ryknął mężczyzna
-Są wolne pokoje?-spytał demon
-Jeden. Dwóosobowy-odrzekł tamten
Blair jęknęła cicho gdy Malthael wziął kluczyk do pokoju z rąk barczystego właściciela.
Weszli na górę i otworzyli drzwi: pokój ten był zakurzony i pachniał stęchlizną. Stan jego był iście opłakany...
Oboje spojrzeli po sobie i o ile dziewczyna przywykła już dawno do krytycznych warunków tak mężczyzna był raczej typem który wszędzie miał czysto i schludnie.
-Niestety Panie-mruknęła-To nie drogi hotel tylko zwykła miejska karczma.
Nagle pod nogami śmignęła im szara kulka futra. Blair szybko zmieniła się w kota i rzuciła się za myszą. Jej Pan pokręcił tylko rozbawiony głową. Najpierw motyl, a teraz to..
(Maltiś?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz