Alastor zaczął się nagle śmiać co niezwykle zdumiało dziewczynę. Otarł łezki z i tak załzawionych oczu.
- Ja się tu otwieram a ty mnie obrażasz?! - warknęła.
- Nie o to chodzi. Tylko tak zabawnie przekręciłaś jego imię. Gdyby tu był, pewnie odciąłby ci głowę.
- Jestem. - doszedł cichy, nieco sykliwy głos kapitana Ostatniego Poranka.
Alastor spadł z krzesła.
- N...N...
- No?
- Nessar! - wstał i otrząsnął się nieco.
Kapitan wykrzywił twarz.
- Jak miło, że chociaż ktoś mnie poznaje. - warknął.
- Wybacz Kapitanie. Ja... znaczy my, nie chcieliśmy.
- No wiem. I tak masz wiele własnych problemów.
Zmarszczył brwi. O czym on mówił?
- Zaraz... jakich?
Wskazał na siedzącą Ann która miała czerwone policzkami.
- Małą Puszkę Pandory.
Wstała i podeszła do niego groźnie.
- Ja nie jestem...
Alastor chwycił ją delikatnie w talii i odciągnął.
- Ann cicho. On nas pozabija. - szeptał.
Kapitan tymczasem swobodnym krokiem obszedł kajutę i zatrzymał się przy półce z książkami.
- Ale nie pozwolę sobą pomiatać. - syknęła.
- Wiem. Cicho.
Odwrócił się do Nessara który kartkował jeden z dzienników.
- Kapitanie? - dlaczego głos mu drżał?
I po co go tytułował skoro to był JEGO statek? W sumie do własnej głowy też się przywiązał, a stracić nie zamierzał. Nessar spojrzał lekko znudzonym wzrokiem.
- I co? Zmądrzałeś? Wyrzucisz ją za burtę, najlepiej gdzieś nad górami? Pięknie rozbije się o skały. - wykonał jednoznaczny ruch ręką.
Ann zrobiła się jeszcze bardziej czerwona.
- Nie.
- Cóż, szkoda. Asteria to ładny statek, jak na szalupę.
Teraz to on zrobił się czerwony, a przez gorączkę nabrał wręcz niezwykłych kolorków.
- Nie pozwolę obrażać własnego statku!
- Mmm więc jest jeszcze dla ciebie nadzieja. Dasz radę mnie odstawić do portu, czy to też przekracza twoje umiejętności?
Alastor cofnął się porażony jego bezczelnością. Co gorsza mógł mieć rację. Bez sterówki daleko nie polecą. W sumie... Zamyślił się na chwilę. Miał nowy wynalazek mający pomóc w sterowaniu, ale nie testował go jeszcze. Cóż, lepiej późno niż wcale.
- Mam sposób. - powiedział w końcu.
Kapitan skrzyżował ręce na piersi. Na twarz wypełzł złośliwy uśmiech.
- Nareszcie.
Alastor ruszył przodem, nieco chwiejącym się krokiem. Stanął przy jednej z równych ścian i dotknął powierzchni w kilku miejscach. Po korytarzu rozległ się stłumiony dźwięk dzwoneczków. Ściana odskoczyła z sykiem, ukazując wielkie, dobrze oświetlone wnętrze. Nessar zagwizdał z podziwem.
- No proszę. To mi śmierdzi magią.
- Cicho.
Wszedł pierwszy. Po kilku krokach zatrzymał się przed wielką bańką ze szkła. Nie widać było wejścia ani właściwie żadnego wyraźnego przeznaczenia. Czarownik z westchnieniem dotknął szkła i dosłownie wniknął do środka. Unosił się przez chwilę w środku ze zmęczoną miną. Bańkę wypełniły mleczne opary a statek natychmiast ruszył gładko.
- Ciekawe. - mruknął Nessar idąc dość szybko na górny pokład aby podziwiać lot.
<Annabeth? :3 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz