.

.
.
.

czwartek, 8 stycznia 2015

Od Elaizy - Cd. Ravanhaela

Elaiza usiadła na podłodze nieopodal i obserwowała wszystko z zapartym tchem. Jeszcze nie widziała tylu książek. Mag urósł w jej oczach do kogoś na kształt guru. W głowie szalały jednak dziwne myśli. Z jednej strony bała się go. Nie wiedziała nawet jak mu na imię. Porwał ją i przetrzymywał w jakimś domku ze snu. Wydawał się potężnym magiem który zapewne zabiłby ją od tak. Z drugiej jednak był póki co najmilszym czarownikiem jakiego kiedykolwiek spotkała.
- No! To powinno ci na jakiś czas wystarczyć. -  powiedział wstając i rzucając obok księgi.
Pisnęła cichutko wpatrzona w niego wielkimi oczami. Dotknęła żłobień na pierwszej książce.
- Są piękne, dziękuję.
Machnął ręką chyba nie wiedząc co odpowiedzieć. Albo, co bardziej prawdopodobne, po prostu mu się nie chciało. Wzięła ostrożnie książki i zgięta, z trudem szła za nim. Skręciła na schody i wróciła do swojego pokoiku. Promienie słońca pięknie złociły się na podłodze która była pokryta delikatną warstwą szronu. Z początku jej to przeszkadzało, całe zimno. Ale po kilku godzinach czuła je coraz mniej. Z dokładnością ułożyła książki, dotykając troskliwie każdej z nich. Nie zauważyła, że Boreasz stał oparty o framugę z dziwnym uśmieszkiem.
Gdy skończyła wstała i podeszła do okna. Wyjęła kryształ zastanawiając się nad czymś. Był zwykłym kawałkiem kamienia, o kolorze mlecznym. W rękach dziewczyny jednak rozbłysnął mocnym światłem błękitu. Elaiza dopiero teraz spostrzegła mężczyznę i podskoczyła przestraszona. Kamyk zgasł natychmiast.
- Panie magu?
- Mmm?
- Czy są tu inni ludzie?
- Oprócz nas? Nieee.
Zadrżała bo pomyślała nagle, że nikt nie usłyszy jej krzyku.
- Mój brat będzie mnie szukał.
Uśmiechnął się tak strasznie, że ciarki przeszły jej po plecach.
- Niech próbuje.
- Ale on pana skrzywdzi.
Zaśmiał się. Chyba naprawdę go rozbawiła.
- Żartujesz? Ech... to byłoby niezłe. On mnie... ha...
Zamrugała zaskoczona. Tak, musiał być bardzo potężny skoro nie obawiał się tego wojownika. Co prawda John lata świetności miał już za sobą, ale nigdy nic nie wiadomo. Mag wyszedł a dziewczyna z ciekawością ruszyła za nim.
- To musi być wielki dom. Po co jestem tu Panu?
Spojrzał na nią jak na idiotkę. Odchrząknął, podrapał się po karku.
- No a po co są kobiety?
Zrobiła wielkie oczy i cofnęła się natychmiast.
- Ja nie pozwolę się dotknąć. - oczywiście nie byłaby w stanie go powstrzymać, ale lepiej to brzmiało niż skulić się w kącie i szlochać nad okrutnym losem.
Podszedł do niej z dziwnym błyskiem w oku.
- Serio?
Zadrżała i delikatnie dotknęła jego ramienia.
- Panie Magu, na pewno mnie pan nie skrzywdzi. W końcu jest pan takim dobrym czarodziejem. Prawda? - ufność w jej wzroku wręcz powalała. - Może... zrobię coś do jedzenia? Jakieś śniadanie? Potrafię dobrze gotować.

<Bori? xD >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz